Recenzje

Katarzyna Bonda “Pochłaniacz”

Napisał Blurppp

Katarzyna Bonda od jakiegoś czasu jest określana mianem „królowej polskiego kryminału”. Oczarowany tym określeniem sięgnąłem po „Pochłaniacza”, jej powieść otwierającą cykl „Cztery żywioły Saszy Załuskiej”. Przeczytałem i choć zapoznanie się z jedną powieścią nie daje prawa do ferowania ostatecznych wyroków to zastanawiam się, czy to wsadzanie autorki na tron nie jest zbyt wczesnym.

katarzyna-bonda-pochlaniacz-1Nie wiem czy rozsądnym jest rozpoczynanie swojej czytelniczej przygody od środka twórczości autorki. „Pochłaniacz” to jej 11 książka, ale z drugiej strony początek nowego cyklu czyli całkiem dobry powód. Tak też zrobiłem. Początek zrobił na mnie dobre wrażenie. Lata dziewięćdziesiąte ubiegłego stulecia, grupa nastolatków, w tym jeden wychowanek domu dziecka. Pierwsze zauroczenie, może pierwsza miłość, a w tle powstaje polska zorganizowana przestępczość i przekupni policjanci. Jeden z chłopaków robi coś czego zrobić nie powinien, czym nieświadomie przekracza niewidzialna granicę dzielącą świat dzieciństwa i młodości od trudnego świata ludzi dorosłych. Trochę przez przypadek ten pierwszy krok wprowadza go w świat ludzi złych, choć część z nich nosi mundury. Nie wie, że tym krokiem zmieni całkowicie swój los i los swoich przyjaciół.

Dwadzieścia lat później w modnym klubie dochodzi do zabójstwa. Ofiara jest starzejąca się gwiazda piosenki, wykonawca jednego ale za to wielkiego przeboju. Podejrzenie pada na jedną z kelnerek. W tym samym czasie po studiach w Anglii wraca na Wybrzeże Sasza Zauska, kiedyś policjantka dziś psycholog specjalizujący się w profilowaniu. Los sprawia, że wchodzi do  śledztwa. Tyle z fabuły mogę wam zdradzić, każde zdanie więcej było by już spojlerem.

Zaś co do samej książki to pierwszym co rzuca się w oczy to jej rozmiar, książka ma standardowy format i 672 strony zadrukowane dość małą czcionką. I chyba właśnie ten rozmiar  skutkował największym jej mankamentem, jest przegadana. Czasami odnoszę wrażenie, że głowa autorki wręcz puchnie od dziesiątków czy wręcz setek całkiem ciekawych pomysłów, tylko czy wszystkie trzeba umieścić w jednej pozycji. Aby wyjaśnić co mam na myśli zobrazuję to przykładem. Żona jednego z centralnych bohaterów powieści, w sumie postać epizodyczna, pochodzi z krajów byłej Jugosławii. Nim stała się kim się stała przeszła istną gehennę. Opis jej losów właściwie wystarczył by na mini powieść. Nie wiem czy było zasadnym umieszczanie całej tej smutnej i skomplikowanej opowieści w „Pochłaniaczu”. Nie wnosi ona nic do głównego wątku, owszem jest zajmująca i ciekawie opowiedziana, ale przez swoja długość bardzo spowalnia główną linię fabuły. Takich wtrętów, wyrzutek, spowalniaczy jest bardzo wiele. W jakimś stopniu budują one klimat, ale w nadmiarze zwyczajnie męczą czytelnika, co za dużo to nie zdrowo.

Podobnie jest z wieloma dialogami. Niby błyskotliwe, często zabawne, ale nic nie wnoszące. Sztuka dla sztuki. To też gdzieś w połowie, z jednej strony byłem znudzony, z drugiej jednak ciągnęło mnie by poznać odpowiedź na najważniejsze pytanie każdego kryminału „Kto zabił?”. Dlatego były pewne momenty, pewne sceny które z premedytacją opuszczałem. Może jestem czytelnikiem niewdzięcznym, nie szanującym sporego nakładu pracy autorki przy zbieraniu dokumentacji ale jakoś nie bawi mnie czytanie o losach pewnej suki i o procedurach badań sensorycznych. A może po prostu zepsuł mnie Zygmunt Miłoszewski, który w swoich powieściach potrafi ściślej trzymać się głównej ścieżki.

Dla mnie „Pochłaniacz” to przede wszystkim powieść nierówna. W pewnych fragmentach błyskotliwa, szybka precyzyjna, w innych zbyt rozbudowana, zbyt szkatułkowa, przegadana a przez to mdła. Za dużo słów, za dużo tła, za dużo nic nie wnoszących wątków pobocznych. Głowna oś fabularna jest zajmująca, jej obudowanie przesadzone. Gdyby wyciąć kilka jej fragmentów było by więcej kryminału w kryminale i wszyscy by na tym zyskali.

Jako, że mamy do czynienia z cyklem, najważniejszym jest pytanie, czy autorka przekonała mnie do siebie na tyle, bym sięgnął po właśnie wydany tom drugi „Okularnik” (leży już na moim stosiku). Odpowiadam twierdząco, głownie za sprawą głównej bohaterki. Kobiety silnej i charakternej. Saszę Zauską polubiłem. Polubiłem też jej długowłosego partnera i liczę na jego obecność w kolejnej części.

O nowym tomie napisze już niebawem, a wracając do „Pochłaniacza”, czy warto go przeczytać, tak ale tylko w tedy jeżeli macie dużo czasu, albo wtedy kiedy chcecie zobaczyć w która stronę zmierza kryminał i jak opuszcza swoje ramy gatunkowe stając się powieścią obyczajową z trupem w tle.

Autor: Katarzyna Bonda

Tytuł: „Pochłaniacz”

Wydawca: Wydawnictwo Muza

Rok wydania: 2014

Stron: 672

Okładka: miękka

Ilustracje: brak

Cena: 44,90 zł

Książkę to mój własny zakup

O autorze

Blurppp

Irek "blurppp" Wis - miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl