Recenzje

Katarzyna Bonda “Okularnik” – książka i audiobook, recenzja podwójna

Napisał Blurppp

Nie wiem czy Katarzyna Bonda fotografuje, podejrzewam jednak że nie. Gdyby fotografowała znała by starą zasadę „Less is more”. Wiedziała by że należy przykuć uwagę widza konkretnego punkt i wyciąć go z tła, które ma być tylko tłem a nie głównym tematem opowieści. Tymczasem w „Okularniku” to tło i dekoracje zdominowały opowieść.

OkularnikJuż przy „Pochłaniaczu” wyraźnie zaakcentowałem, że powieść jest ciekawa fabularnie, ale zbyt przegadana, zbyt wiele w niej nic nie wnoszących wątków pobocznych. W „Okularniku” jest podobnie tylko bardziej. Myślę, że powieść sporo by zyskała gdyby 850 stron skompresować do 400. Myślę, że właśnie z tego rozdmuchania ponad miarę wynikły wszystkie problemy tej pozycji. Również to, że w pewnym momencie staje się męcząca. Podchodziłem do niej dwukrotnie i to w dwóch różnych formach.

Zacząłem od  lektury. Niestety utknąłem gdzieś na 150 stronie. Przez kilka dni nie byłem wstanie wrócić do książki. Gdzieś w tyle głowy miałem, że znowu będę musiał przez kilkanaście stron przedzierać się przez opis białoruskich zwyczajów weselnych. Wtedy pojawiła się szansa zmiany medium i zastąpienia papieru plikiem mp3 czyli zamiast czytać posłuchać.  Dwadzieścia parę godzin, licząc 90 minut dziennie jakoś przetrwam. I wiecie co przetrwałem, ale bardziej za sprawą bardziej za sprawą przyjemnego głosu Diany Giurow niż samej treści.

Tak czy siak poznałem całą opowieść i jakoś zachwytu ona we mnie nie wywołała. Zacznijmy od fabuły. Nie jest prosta czy przewidywalna za to jest mocno nierealistyczna, szczególnie w jednej z finałowych kulminacji. Ponadto wątków jest zbyt wiele. Z jednej strony mamy prawdopodobnie zaplanowany jako główny i spinający cały cykl motyw Czerwonego Pająka który tu jest potraktowany dość pretekstowo. Z drugiej zaginięcie panny młodej podczas kontrowersyjnego ślubu lokalnego krezusa o szemranej reputacji z dużo młodsza dziewczyną. Szybko się okazuje, że to tak naprawdę tylko wierzchołek góry lodowej. Cała reszta, zresztą mocno śmierdząca jest ukryta pod powierzchnią. Do tego jeszcze mamy tajemniczą klikę sprawująca nieformalna, a częściowo i formalną władze nad Hajnówką – miastem rodzinnym Katarzyny Bondy – miastem gdzie osadzono większa część akcji. Jak w większości powieść autorki odpowiedź jest w przeszłości. Po Pani Katarzynie spodziewałem się więcej. Zwłaszcza w warstwie formalnej i kompozycyjnej. Tu jest chaotycznie, plany czasowe niekiedy przenikają się w sposób którego niczym innym niż ułańska fantazja autorki wytłumaczyć się nie da. Zbyt długie retrospekcje pojawiają się w miejscach poprzedzających kulminacje częściowe, co na tyle spowalnia akcję, że staje się irytujące, co w połączeniu z nadmiarem wątków i zbędnych opisów wprowadzających sprawia że pozycja staje się męcząca. Zbyt wiele tła, zbyt mało pierwszego planu.

Do tego dochodzi jeszcze generalny obraz Polski powiatowej. Może źle na to patrzę z perspektywy mojego Krakowa. Jednak trudno mi się zgodzić z tym obrazem Polski jako kraju mega ksenofobicznego, pełnego podskórnych napięć o podłożu narodowościowym. Wreszcie obraz miast rządzących przez „byłych” uważam za zwyczajnie przesadzony. Z innymi tezami nie chcę polemizować, bo primo nie o to chodzi w recenzji,  bo secundo wymagało by to mocnego spojlerowania treści, a tego chcę uniknąć.

„Okularnik” to powieść o której kilka tygodni temu było głośno. Tak za sprawą spektakularnego marketingu jak i osoby samej autorki. Moim zdaniem książka zwyczajnie na ten rozgłos nie zasługiwała. Jest to zdecydowanie najsłabsza pozycja Katarzyny Bondy. Byłem w stanie ją skończyć tylko dzięki temu, że w pewnym momencie przesiadłem się na audiobooka. Tylko świetnie zrealizowany czy raczej odczytany tekst stał się znośny. Dla autorki minus, dla realizatorów wersji audio duży plus. Udowodnili, że nawet słaby tekst w odpowiedniej interpretacji dużo zyskuje. Z meczącego stał się znośny.

Mimo wszystko poczekam na tom trzeci przygód Saszy Załuskiej.  Może tym razem autorka bardziej się ograniczy i stworzy prozę bardziej esencjonalną. Zachowa interesującą fabułę i nie obuduje jej niepotrzebną wata. Naprawdę nie bardzo mnie interesuje kariera zawodowa sprzedawczyni w jarzyniaku. Kto czytał wie o czym mówię. A kto dopiero przeczytać/wysłuchać zamierza niech sie zastanowi czy to na pewno było potrzebne. Moim zdaniem nie, Katarzyna Bonda poległa na panią z jarzyniaka.

Autor: Katarzyna Bonda

Tytuł: „Okularnik”

Wydanie papierowe

Wydawca: Wydawnictwo Muza

Rok wydania: 2015

Stron: 846

Okładka: miękka

Ilustracje: brak

Cena: 49,90 zł

Audiobook

Wydawca: Audioteka.pl

Czyta: Diana Giurow

Rok wydania: 2015

Czas nagrania: 23 godz. 47 min

Cena:42,90

 

Książkę otrzymałem od Wydawnictwa Muza, Audiobook otrzymałem od Audioteki

O autorze

Blurppp

Irek "blurppp" Wis - miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl