Zarejestruj się jako konsultantka AVON i kupuj z rabatem

Przepisy

Kapusta wigilijna vel bigos wigilijny

Napisał Blurppp

Kapusta wigilijna vel bigos wigilijny to jedno z moich najstarszych kulinarnych wspomnień. Pamiętam wielki gar, może nawet kocioł, stojący na blasze pieca a w nim powoli dochodzący specjał. Pamiętam też, jak drewnianą łyżką babcia przekładała go potem do misek, kilku, bo stół był długi na 4 metry. Musiał być, bo do wspólnej wieczerzy siadało i 20 osób. Mam też inne wspomnienie. 25 lat temu, kiedy szedłem na swoje zapytałem mamy gdzie ma przepis na świąteczna kapustę, bo chcę sobie przepisać. Jakież było moje zdziwienie, gdy powiedziała, że nigdzie, że nigdy go nie zapisała, ale że nauczy moją żonę jak się ją robi. 

Tak też się stało, a moja żona nauczyła moją córkę i z tego co wiem, żadna z nich z zupełnie dla mnie nie zrozumiałych powodów nigdy tego przepisu nie zapisała. I nie, nie chodzi o żadną tajemnice. Tak, że być może jestem pierwszą osobą z naszej rodziny, która ten przepis spisała, oczywiście na potrzeby tego artykułu.

I jakoś mi z tą myślą lżej, bo podobno w sieci nic nigdy nie ginie.  To ważne, bo tak kapusta wigilijna vel bigos wigilijny to dania dość unikatowe. Nie znam nikogo kto by je podobnie przygotowywał. Co może wynikać z trzech co najmniej powodów. Pierwszym jest spore regionalne zróżnicowanie tego jak wyglądają dania wigilijne. Jestem nawet skłonnym zaryzykować tezę, że jedynym co chroni polską kuchnię przed całkowitą homogenicznością, uniformizacją i zupełnym zatraceniem wpływów regionalnych to właśnie dania świąteczne.

Kapusta wigilijna vel bigos wigilijny

Zresztą popatrzcie sami. Odwiedzając przydrożną knajpę od Suwałk po Bogatynię i od Sanoka po Szczecin właściwie wszędzie znajdziecie ten sam kotlet, ten sam bigos i te same pierogi. A równocześnie w każdym z tych regionów zestaw potraw wigilijnych będzie inny. Bardzo mnie to cieszy, w różnorodności siła.

Drugi powód jest konsekwencją tego pierwszego. Najzwyczajniej nie znam wszystkich regionalnych dań kuchni bożonarodzeniowej. Nie mam bliskich znajomych z pewnych części Polski. Jak każdy obracam się w jedynie dwóch, trzech regionach i nie wiem, jak wygląda wigilia w Sejnach czy Pucku. Nie mam pojęciu o daniach z okolic Sanoka czy Zgierza. Może to ignorancja, ale czy wy wiecie coś więcej o tradycyjnych daniach z tych regionów. Swoją drogą będę bardzo wdzięczny za pozostawienie w komentarzu opisu waszej wigilii z adnotacją z jakiego rejonu pochodzi.

I wreszcie trzeci powód. To danie może być oryginalne, bo związane jest z moją rodziną z jej losami. A przede wszystkim tym, jak moja rodzina wędrowała po Polsce i jak w jej szeregach mieszali się przedstawiciele różnych regionów. To długa i chyba też nigdy nie spisana opowieść. Posłuchajcie. 

Zaczyna się od pandemii a może tylko epidemii. Chodzi o plagę cholery jaka w latach 1892–1894 pustoszyła polskie wsie i miasteczka. To podczas niej śmierć zebrała swoje żniwo w jednej z nieznanych mi z nazwy podlubelskich wsi. Na liście ofiar byli rodzice mojego pradziadka i kilkoro ich dzieci. Wiem tylko, że pochowano ich w jakiejś anonimowej zbiorowej mogile. Zarazę przeżyło troje najstarszych synów, wtedy kilkuletnich. Jeden wyjechał za ocean, drugi został na ojcowiźnie. Trzeci, gdy dorósł, nie zważając na trwającą zawieruchę I Wojny Światowej w poszukiwaniu lepszego życia,a bieda była straszna, przeniósł się w okolice Grodziska Wielkopolskiego, wtedy leżącego w Zaborze Pruskim. Tam zastało go odzyskanie niepodległości i powrót Wielkopolski do Macierzy.

Czy i ile zabrał ze sobą lubelskiej tradycji kulinarnej nie wiem. Wiem za to, że dorobił się niewielkiego gospodarstwa, ożenił z miejscową dziewczyną i niedługo później, w 1920 roku na świat przyszedł mój dziadek. Jak sam mi wielokrotnie wspominał, od kiedy pamięta kapusta wigilijna vel bigos wigilijny były nieodłącznym elementem Bożego Narodzenia. Czy była to potrawa typowa dla okolic Grodziska Wielkopolskiego czy trafiła tu z Lubelszczyzny dziadek nie wiedział. Jak mówił, sąsiadom się w garnki nie zaglądało.   

Potem przyszedł 1939 rok i w październiku mój dziewiętnastoletni wówczas dziadek trafił na roboty przymusowe do Kleinitz (dzisiejsze Klenice na ziemiach odzyskanych), gdzie do stycznia 1945 roku, kiedy wyzwoliła go Armia Czerwona, pracował przy załadunku podkładów kolejowych w tamtejszym tartaku. Tam też poznał swoją równolatkę, góralkę z Żywca.

Prawie natychmiast po wojnie wzięli ślub. Osiedli na ziemiach odzyskanych, raptem 50 kilometrów od miejsca, gdzie przetrwali II Wojnę Światową. Prawie natychmiast po wojnie wzięli ślub. Rok później na świat przyszła moja mama. Ta zaś za mężem trafiła do Krakowa. Ja tu dorastałem, tu ożeniłem się z dziewczyną z okolicy, a z czasem to w Krakowie na świat przyszła moja córka i tu też wzięła ślub.   

Czy w takim razie w owej kapuście jest domieszka góralskiej albo górnośląskiej tradycji kulinarnej? Tego nie mogę wykluczyć. W każdym razie moja mama mówi, że od kiedy pamięta kapusta wigilijna vel bigos wigilijny powstaje tak samo. 

Od zawsze zastanawiam się czy to możliwe, żeby danie przewędrowało na drugi kraniec polski i w niezmienionej formie przetrwało pięć pokoleń? Czy też jest wypadkową tych wszystkich zmian miejsc, swoistą i absolutnie unikalną mieszanką tradycji lubelskiej, wielkopolskiej, żywieckiej i tej z Ziem Odzyskanych. A może są tu i wpływy „krakoskie” czy szerzej galicyjskie. Tego nie wiem. Choć myślenie, że to oryginalny, przeniesiony przez pięć pokoleń, przepis sprzed 130 lat wywodzący się z Lubelszczyzny szalenie mi odpowiada. Pokazuje bowiem jak wielka jest siła tradycji, jej niezmienności przywiązania do tego co pamiętamy z dzieciństwa.

A jak taką kapustę się robi, i co sprawia, że ma tak unikalny smak przeczytacie poniżej. Uwaga, jest też tajemny składnik.

Kapusta wigilijna vel bigos wigilijny

Kapusta wigilijna vel bigos wigilijny

Obiecałem wam sekret i tajemny składnik to od niego zaczniemy. Jest nim tłoczony na zimno olej lniany. Dziś powoli wracający do naszych kuchni, ale przez całe lata nie dość, że zapomniany to jeszcze właściwie nie dostępny. Dziś kupicie go w większości większych sklepów spożywczych, również tych sieciowych, ale ja jeszcze pamiętam jak gdzieś w połowie grudnia jechało się blisko 50 kilometrów do jedynej w okolicy olejarni, gdzie na specjalne zamówienie był on tłoczony. Pamiętam też krążki wytłoczonych nasion, zwane makuchami, jakie przy okazji przywoziło się z myślą o krowach i świniach. 

Tajemny składnik zdradzony, no to pora na pełen przepis. Pomimo delikatnie wprowadzającej w błąd nazwy bigos jest to danie zgodne z polską tradycją wigilijną, czyli bezmięsne, ale nie wegańskie. 

Kapusta wigilijna vel bigos wigilijny

Kapusta wigilijna vel bigos wigilijny – składniki

  • 4 kg średnio ukiszonej kapusty
  • 1 kg białej małej fasoli, tak zwanej perłówki
  • 6 dużych cebul
  • 12 dkg czyli np. 3 opakowania suszonych borowików, polecam borowiki suszone, opakowania 40g marki Leśne Skarby – obecnie dostępne w Biedronce. Ważne, musza to być borowiki, podgrzybki są zbyt ciemne i kapusta stanie się ciemna. 
  • 0,5 kg masła
  • 500 ml tłoczonego na zimno oleju lnianego
  • Sól i pieprz

Kapusta wigilijna vel bigos wigilijny

Kapusta wigilijna vel bigos wigilijny – przygotowanie

  1. Kapustę ugotować i odcedzić.
  2. Dzień wcześniej namoczoną fasolkę ugotować i dodać do kapusty.
  3. Cebulę pokroić w półpiórka i usmażyć na dużej ilości masła. Ma zmięknąć, ale się nie zarumienić.
  4. Wrzucić wraz z tłuszczem do kapusty.
  5. Grzyby obgotować w niewielkiej ilości wody, odcedzić, wodę zachować.
  6. Ugotowane grzyby zmielić na maszynce lub drobno posiekać. Dodać do kapusty.
  7. Co jakiś czas mieszając utrzymywać kapustę na wolnym ogniu przez około 30 minut, co jakiś czas dolewając wody spod grzybów.
  8. Dolać około 400 ml oleju, kapusta musi mieć poślizg, w zależności od kapusty czasami oleju trzeba dodać nawet pół litra. Jeżeli nadal nie będzie poślizgu dodać masła.
  9. Dosolić i dopieprzyć do smaku.

W tym miejscu powinno być wino   

Stali czytelnicy wiedzą, że w tym miejscu powinna pojawić się sugestia wina pasującego do potrawy. Ale tym razem mamy potrawę bardzo specjalną, bo wigilijną. A wiem, że bardzo wiele osób w ten dzień alkoholu nie pija. Taka ponoć jest nasza tradycja. Jak to było w moim domu, jak było w domach ziemiańskich i skąd owa wigilijna abstynencja się wzięła. A przede wszystkim czy dziś warto wino do tej najfajniejszej kolacji w roku podać, a jeżeli tak to jakie opisze w specjalnym wpisie dedykowanym właśnie temu tematowi. Spodziewajcie się go w czwartek 17 grudnia, a na równy tydzień przed samą wigilią. 

Wpis powstał przy współpracy z marką Leśne Skarby    

O autorze

Blurppp

Irek "blurppp" Wis - miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl