Recenzje

Kaira Rouda „Ten jeden dzień” – recenzja przedpremierowa

Napisał Blurppp

„Ten jeden dzień” to książka którą bardzo trudno jednoznacznie ocenić. Jest w niej kilka rzeczy znakomitych, kilka dobrych, jest też niestety kilka mocno rozczarowujących. Przy czym samo rozczarowanie nie wynika ze słabości książki, a z jej konstrukcji. Czyżby Kaira Rouda świadomie zagrała z czytelnikami, czy może pod naciskiem wydawcy książka została w znacznej części przeredagowana?

Kaira Rouda „Ten jeden dzień”

Kaira Rouda „Ten jeden dzień”

Opowieść zaczyna się jak tandetny romans, małżeństwo postanawia na kilkanaście godzin, na ów tytułowy jeden dzień uciec od dzieci, od codzienności, ukryć się w domku nad jeziorem. Z tym, że w tandetnych romansach raczej nigdy nie ma pierwszoosobowej narracji w „czasie rzeczywistym”. I nie, nie jest to pomyłka, książka ma dość nietypową formę. Jest nią opowieść, dla porządku podzielona na godziny, snuta przez brzydszą połówkę małżeństwa Stromów.

Taki zabieg pozwolił autorce upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Z jednej strony poznajemy przebieg wydarzeń, z drugiej dzięki sporej ilości monologów wewnętrznych, z których sporo pełni też funkcje retrospeckcyjną poznajemy bliżej Paula. Z pozoru jest to maż idealny, do tego kochający ojciec i utalentowany menadżer. Jednak z każdym przejechanym kilometrem, z każdą wypowiedzianą myślą obraz się zmienia. Pod bardzo dobrze dopasowaną maską zaczynamy odkrywać osobowość patologiczną. Kogoś ogarniętego obsesja kontroli otoczenia i najbliższych, a przy tym pozbawionego skrupułów i zdolnego do każdej niegodziwości.  

Wraz z coraz każdym spojrzeniem we wnętrze zakręconego umysłu Paula rośnie napięcie. Autorka jasno sugeruje, że już niebawem dojdzie przesilenia. Że ten wspaniały dzień tak naprawdę jest częścią niecnego planu. Że druga z osób w tym niezwykłym duecie czyli Mia już niebawem znajdzie się w niebezpieczeństwie. Że dojdzie do rzeczy strasznych. Że być może wszystko dobrze się skończy, ale raczej dla niej niż dla niego. Że nie będzie cukierkowo.

Tyle tylko, że autorka obiecuje, ale na obietnicach się kończy. I nie będę ukrywał, że tu widzę największą słabość powieści „Ten jeden dzień”. Pomysł autorki kompletnie rozminął się z moimi oczekiwaniami. I nie chodzi mi tu o zaskoczenie, a raczej o rozczarowanie. To jak wygląda kulminacja jest zbyt miałkie, zbyt łagodne i zbyt „na siłę”.  Słowem, jak napisałem to wyżej lekko rozczarowujące.

Albo Kaira Rouda zdecydowanie nie potrafiła twórczo rozwinąć i dopracować dobrego w zamyśle pomysłu. Jest też druga gorsza możliwość, że książka powstała z myślą pod określonego czytelnika, pod amerykańską czytelniczkę z klasy średniej, pod kogoś kto zwyczajnie oczekuje happy endu. Ja mam jednak inne oczekiwania po thrillerze, i wcale to nie oznacza, że wszyscy musza tam zginać w męczarniach. Ale nie lubię też maskującego niedoróbki lukru.

To też po skończonej lekturze mam bardzo ambiwalentne odczucia. Podoba mi się jak pokazano obie osoby dramatu, podoba mi się pomysł na ten typ osobowości schwarzcharakteru, podoba mi się pierwszoosobowa narracja, ale nie podoba mi się końcówka rozwiązań fabularnych.  Natomiast nie podoba mi się dość leniwa i powolna pierwsza połowa opowieści, nie do końca przekonuje mnie też psychologia przemiany ofiary w łowcę. To tak nie wygląda.

„Ten jeden dzień” mnie nie uwiodło, liczyłem na więcej. I myślę, że patrząc po tym jak rozwijała się akcja przez początkowe rozdziały miałem do tego prawo. A może po prostu liczyłem na kawał mięsistej męskiej opowieści, a dostałem powieść dla znudzonych Amerykanek w średnim wieku spędzających zbyt wiele czasu w metrze albo samolocie?

p.s. Natomiast na plus dołączona do książki playlista, to świetna zabawa móc słuchać tego samego co bohaterowie, zwłaszcza w sytuacji, kiedy muzyka odgrywa w samej powieści tak ważna rolę.

Tytuł: „Ten jeden dzień”

Autor: Kaira Rouda

Rok wydania: 2019

Stron: 350

Cena okładkowa: 39,99 zł

Wydawca: WAB

Książkę otrzymałam od wydawcy

Premiera 30.01.2019

O autorze

Blurppp

Irek "blurppp" Wis - miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl