Wino i destylaty

Justino Henriques Izidro Madeira Fine Rich z Biedronki

Justino Henriques Izidro Madeira Fine Rich
Justino Henriques Izidro Madeira Fine Rich
Napisał Blurppp
Justino Henriques Izidro Madeira Fine Rich

Justino Henriques Izidro Madeira Fine Rich

Koniec października przyniósł na owadzie półki nową, portugalska ofertę win. Do mnie trafiło 6 butelek. Jako pierwszą, wbrew wszystkim zasadą degustacji, otwarłem wino słodkie. Najnormalniej na świecie, po całym dniu spędzonym na cmentarzach chciało mi się czegoś rozgrzewającego, słodkiego i nie ukrywajmy mocniejszego. Wszystkie te cechy ma Madera. Pełny najlepszych myśli sięgnąłem po Justino Henriques Izidro Madeira Fine Rich.

Nim opiszę jak smakuje, kilka słów o maderze jako takiej. To produkowane na wyspie Madera wino jest niezwykle wdzięcznym tematem do gawędy, nie wiele innych win w przeszłości cieszyło się takim powodzeniem, nie wiele też w ostatnim półwieczu stało się tak niemodne.

Historia zaczyna się w roku pańskim 1420, dziesięć lat po Grunwaldzie, kiedy Joao Goncalves Zarco, jeden z kapitanów księcia Henryka Żeglarza przybił do brzegów nieznanej górzystej wyspy. Szybko zauważono jej rolniczy potencjał. Pola zostały obsadzone trzciną cukrową i sprowadzonymi z Krety krzewami słodkiej odmiany malvasia candida (Candida było wówczas oficjalną nazwą Krety). O sukcesie zadecydowała jednak nie jakość wina a położenie wyspy. Położona 600 km na zachód od Magadoru (obecnie As-Sawira) położonej w Maroku portugalskiej kolonii szybko stała się ostatnim punktem aprowizacyjnym przed rejsami do właśnie odkrytej Ameryki czy na południe do Kraju Przylądkowego czy dalej na wschód aż do Indii. Wino było smaczne i słodkie i rozgrzewające. Niestety tylko na początku podróży, szybko się psuło. Ktoś wpadł na pomysł by dolewać do niego brandy. Stabilizowało to wino, nie psuło się ono w beczkach a przy okazji rozgrzewało jeszcze bardziej. Szczególnie umiłowali je brytyjscy żeglarze.

Justino Henriques Izidro Madeira Fine Rich

Madera – ostatnia szansa na aprowizację.

Potem jak to czasami bywa, pojawił się szczęśliwy przypadek. W tej części opowieści trudno oddzielić legendę od prawdy. Podobno wyładowany beczkami pełnymi malmsey, jak nazywano to wino, statek po przepłynięciu równika musiał zawrócić. Beczki przez całe tygodnie nagrzewane przez afrykańskie słońce wróciły do macierzystego portu. Spanikowany kupiec, wystraszony o utratę ładunku, wino mogło skwaśnieć w panice odszpuntował pierwszą beczkę. Wino było znacznie lepsze niż je pamiętał. Natychmiast otworzył następną, sytuacja się powtórzyła. W ten sposób odkryto maderacje. O dziwo nie połączono tego z wysoką temperaturą a z podróżami. Od 1750 roku, kiedy to Anglicy zmonopolizowali handel malmsey, właściwie wszystkie wina wysyłano do Indii by tam dojrzewały. Nawet dziś ośmiu z około 70 aktywnych producentów robi to samo. Pozostali stosują jedna z dwóch metod. Surowe, wzmocnione wino przelewa się do starych 600 litrowych beczek a następnie wstawia do pomieszczeń przez które przepuszcza się strumienie gorącej pary. Inna metoda polega na wstawieniu beczek, nie nie do piwnic, a na strychy które rozgrzewa upalne afrykańskie słońce i gdzie wino dojrzewa.

Justino Henriques Izidro Madeira Fine Rich

Strych na którym dojrzewa madera. Charakterystyczne węże rozprowadzające gorącą parę.

Choć dziś nadal używa się tych tradycyjnych metod, to współczesna madera z tamtą ma niewiele wspólnego. Wszystko za sprawa przeklętej filoksery. Złośliwy owad dotarł również na tę atlantycką wyspę i całkowicie zmienił tamtejszy profil upraw. Tradycyjna madera powstawała z czterech szczepów, wymienionej już malvasii do której w różnych proporcjach dodawano sercial, verdelho i boal. Dziś te szczepy to tylko jedna dziesiąta z ponad dwóch tysięcy tamtejszych winogradów. Rolę głównego szczepu wzięła na siebie tinta negra mole. Odmiana zbliżona do malvasii ale nie tak szlachetna. To z niej, czasami z dodatkiem któregoś z pozostałych szczepów powstaje większość dzisiejszych mader. W opinii znawców daleko im do tych szlachetnych tradycyjnych.

Opowieść o malmsey czy może raczej o małmazji nie była by pełna gdyby brakło kilku słów o księciu  Georgu Clarence, tak pięknie sportretowanym przez Szekspira w „Ryszardzie III”. To on mając prawo wyboru śmierci kazał się utopić w beczce małmazji. Co miało miejsce 18 lutego 1478. Do dziś nie wiadomo czym owa małmazja była. Z cała pewnością winem z malvasii ale czy była to madera czy słodkie wino z Krety historycy spierają się do dziś.

Skończmy te historyczne wywody i przyjrzyjmy się maderze początku XXI wieku. Jest to wino wzmacniane, często o zawartości alkoholu na poziomie przekraczającym 21%. Powstaje zarówno jako wino odmianowe, z wyżej wymienionych szczepów, jak i kupażowane. Najwyżej ceni się wina odmianowe. W ich wypadku szczep determinuje poziom cukru. Wygląda to mniej więcej tak:

Sercial (18-65 gr/l) – dry

Verdelho (49-70 gr/l) – medium dry

Boal (78-96 gr/l) – medium sweet

Malvasia (96-135 gr/l) – sweet

Najpopularniejszy szczep tinta negra mole w zależności od wybranego momentu wstrzymania fermentacji daje wina od wytrawnych po słodkie. Kolejnym ważnym elementem jest okres dojrzewania. Ta informacja zawsze jest zawarta w nazwie wina. I tak zaczynając od najmłodszej.

Finest – dojrzewanie powyżej 3 lat

Reserve – 5 lat

Special Reserve -10 lat

Extra Reserve – 15 lat

Vintage -20 lat.

Madery rzadko są rocznikowane, jeżeli już to tylko te najlepsze.

Choć trudno w to uwierzyć, dziś można dwudziestoletnią maderę kupić w cenie dobrego wina czerwonego z modnego regionu. Powiedzmy za 70 euro.

To czym wyróżnia się dobra madera to silna słodycz idealnie balansowana przez równoczesną wysoka kwasowość. Do tego tony karmelowe, orzechowe, czekoladowe i kakaowe no i oczywiście wyraźne nuty rodzynek i suszonych owoców. Te najlepsze przynoszą niezwykłe bogactwo smaków i aromatów. Niestety pomimo znacznego spadku cen w ostatnich latach, spowodowanego odejściem klienteli od tego typu stylistyki dobra madera nie kosztuje 30 zł a Biedronka właśnie za taką cenę wstawiał jedna z mader na sklepowe półki. Zobaczmy jak ona smakuje, zobaczmy co nam zaoferuje Justino Henriques Izidro Madeira Fine Rich.

[stextbox id=”info”]W barwie ciemno brązowe, transparentne. W nosie powściągliwe orzechowo karmelowe, złożone. W ustach ciężkie, oleiste ale równoczęśnie zaskakująco mało słodkie, o lekkiej goryczce skórek orzecha włoskiego, z wyraźnymi tonami miodu i suszonych owoców nad którymi niczym spinająca klamra góruje ciemne toffi. Słuszne 19% alkoholu przypomina o sobie w rozgrzewającym posmaku. Nie jest to wino z najwyższej półki, raczej niższe rejestry stanów średnich ale pije się to z przyjemnością i daje ogólne pojecie o stylistyce madery choć mogło by być bardziej kwasowe. Szczególnie w zimny jesienny wieczór. Oceniam jako dobre i oceniam na 4,0.   [/stextbox]
Nazwa Justino Henriques Izidro Madeira Fine Rich
Rocznik Nierocznikowane
Producent Justino Henriques
Kraj Portugalia
Region Madera
Apelacja D.O.C. Madeira
Typ wina spokojne
Kolor wina czerwone
Smak słodkie
Klasyfikacja jakościowe
Szczepy Nie podano prawdopodobnie tinta negra mole
Temp. podawania Lekko schłodzone 9-11 stopni
Podawać do Słodkie desery, jako digestif, do słodkich wypieków
Do kupienia w Biedronka
Cena 29,99 zł
Pojemność 0,75l
Ocena 0-6 4,0
Jednym zdaniem W relacji jakość cena warte uwagi, daje ogólny obraz mader
Wino otrzymałem od Biedronki

 

 

O autorze

Blurppp

Irek "blurppp" Wis - miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl