Recenzje

Jorn Lier Horst „Jedna jedyna”

Napisał Blurppp

Zdradzę wam odrobinę swojego warsztatu. Zawsze czytając pozycje przeznaczona do recenzji mam obok notes i co parę chwilo coś tam  sobie zapisuje. W teorii ma mi to pomóc przy pisaniu późniejszej recenzji. Zwykle jednak do tych notatek nie sięgam, bo recenzje powstają w dzień lub dwa po ukończeniu lektury, a wtedy wszystko, i emocje i szczegóły są jeszcze w pamięci bardzo wyraźne, notatek nie potrzeba. Czasami jednak zdążają się pozycje, wobec których nie ma pomysłu na recenzję, i zwlekam z nią dłużej niż powinienem. I właśnie tak jest w takiej sytuacji postawił mnie Jorn Lier Horst książką „Jedna jedyna”.

„Jedna jedyna”Gdybym pisał tę recenzję dla potrzeb jakieś internetowego serwisu, albo jeszcze lepiej internetowej księgarni to spraw była by prosta. Napisałbym: „Wciąga, że fajna, że nie przewidywalna i że się szybko czyta”.  Ale jest jeden problem, wszystko to już kiedyś na blogu napisałem recenzując inne pozycje autora. A teraz czuję się jak podmiot liryczny w „Teksańskim” grupy Hey. Kto nie wie o co chodzi niech sobie wygoogla tekst.

W takich chwilach, marzy mi się, żeby autorowi się noga podwinęła, żeby wyszła mu pozycja słabsza, taka co to można na nią po utyskiwać. Ale nic z tego, „Jedna jedyna” to kolejna powieść, która autorowi jak najbardziej wyszła. Znów jest precyzyjnie skonstruowana intryga, tym razem zaczynająca się od zaginięcia młodej zawodniczki. Dziewczyny lubianej i w zasadzie nie posiadającej wrogów.

Horst bazując na swoim wieloletnim policyjnym doświadczeniu pokazuje nam szczegóły śledztwa, zwracając szczególną uwagę na detal, na szczegół. Jasno przy tym podkreślając, że policjanci to nie cudotwórcy i suprhero a ciężko pracujący ludzie mozolnie zbierający i łączący elementy układanki. Pokazuje też, że czasami wydaje się, ze wszystkie elementy są na swoim miejscu, i tylko kwestią czasu jest moment, kiedy obraz okaże się pełny. I właśnie wtedy pojawia się nowy element nie pasujący do całości i wszystko trzeba zaczynać niemalże od początku.

Czasami jest jeszcze gorzej, niby elementów układanki jest sporo, i coś już zaczyna z tego wychodzić, ale wciąż brak jednego, decydującego, który wszystko ustawiłby na właściwych miejscach. I właśnie tak wygląda śledztwo opisane w „Jedna jedyna”.

Dlaczego tak dużo w tej recenzji o śledztwie i jego meandrach? A no z bardzo prostego powodu. Ta pozycja, podobnie jak wszystkie poprzednie jest właściwie fabularyzowanym zapisem śledztwa i jego kolejnych etapów, wraz z finalnym dojściem do tego co i jak się stało.

Horst pisze bowiem powieści policyjne, którym czasami nadaje formę kryminału. Dlatego może sobie pozwolić na silne zredukowanie innych składowych fabuły. W tym na bardzo niebezpieczny zabieg, by uczynić bohaterem swojej serii nudnego normalsa. Tak William Wisting właśnie taki jest,  inteligentny, ale nie geniusz. Z normalnym, albo prawie normalnym życiem prywatnym, bez problemów alkoholowych czy narkotycznych, bez depresji czy innych zaburzeń neurotycznych. Bez traumatycznej przeszłości. Na tle dzisiejszych bohaterów powieści kryminalnych nudziarz.

Ale właśnie za to Horsta kocham, za to że potrafi konstruować fabuły, wiec nie musi się posiłkować cała reszta, w tym problemami wewnętrznymi bohatera. Niech nie podnosi też „ważnych kwestii społecznych” jak to mają w zwyczaju inni skandynawscy twórcy kryminału. Niech nadal skupia się na intrydze, bo robi to najlepiej na świecie. A „Jedna jedyna” jest na to kolejnym dowodem.

Bawiłem się podczas czytania znakomicie, choć teraz wiem, że przynajmniej parę razy autor sobie ze mnie, zadrwił i podrzucił mi fałszywy trop, albo pozwolił przejść obojętnie wobec ważnego dowodu. Ale Horst taki już jest, prowadzi grę z czytelnikami, wymaga od nich by wysilili też własny intelekt, wymaga zaangażowania a nie biernej konsumpcji treści. I niech tak zostanie.

Po kolejna powieść Horsta oczywiście sięgnę natychmiast, (już ją zapowiedziano, będzie miała tytuł „Nocny człowiek” ) choć pewnie znów będę miał problem z recenzją. Ale to naprawdę mała cena za czytelniczą frajdę , jaką każdym tytułem dostarcza Jorn Lier Horst. „Jedną jedyną” mocno wam POLECAM.

Autor: Jorn Lier Horstblurppp poleca

Tytuł: „Jedna jedyna”

Wydawca: Wydawnictwo Smak Słowa

Rok wydania: 2018

Stron: 320

Okładka: miękka

Ilustracje: brak

Cena okładkowa: 39,99 zł

Książkę otrzymałem od wydawcy

O autorze

Blurppp

Irek "blurppp" Wis - miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl