Recenzje

John Grisham „Dzień rozrachunku”

Napisał Blurppp

Sięgając po „Dzień rozrachunku”, nową, czterdziestą już powieści Johna Grishama nie tego się spodziewałem. Spodziewałem się mniej, spodziewałem się kolejnego dramatu sądowego względnie opowieści średnio udanej powierzchownej powieści obyczajowej z prawem w tle jak niedawno wydany „Bar Pod Kogutem”. Tymczasem dostałem kawał solidnej literatury i to takiej przez duże L. Tej powieści mistrza prawniczego thrillera nikt już nie określi mianem literatury wagonowej. Co nie zmienia faktu, że jestem przekonany, że podzieli ona czytelników i wywoła skrajne reakcje od zachwytu po odrzucenie.

John Grisham „Dzień rozrachunku"

John Grisham „Dzień rozrachunku”

Zaskoczenie jakie wywołał u mnie „Dzień rozrachunku” jest tym większe, że autor zdawał się mieć kiepski okres. Zarówno wspomniany już „Bar pod kogutem” jak i „Wyspa Camino” były co po najwyżej średnie, a tu nagle taka petarda. Ale po kolei.

Autor zabiera nas w czas powojenny do 1946 roku, akcje osadza na południu USA w Clanton, niewielkim miasteczku rolniczym żyjącym z upraw bawełny. Tym samym, które tak pięknie sportretował w „Czasie zabijania” czy „Ostatnim sprawiedliwym”. To tam w czasie zbiorów we wspomnianym roku 1946 Pete Banning – bogaty plantator i prawdziwy filar lokalnej społeczności pewnego przedpołudnia oddaje kilka śmiertelnych strzałów do wielebnego Dextera Bella. Po czym wraca do domu i spokojnie czek aż zostanie ujęty.   

Podczas zatrzymania, śledztwa i procesu odmawia jakichkolwiek odpowiedzi. I to pomimo świadomości, że jest to droga, która zaprowadzi go na krzesło elektryczne. I że wraz z nim odejdzie też szansa na rozwiązania zagadki. Bo zagadka w tej powieści jest, tylko tym razem nie brzmi ona kto zabił tylko dlaczego.

Nim padną jakiekolwiek odpowiedzi poznamy trzy historie, osadzone w trzech różnych planach czasowych. Wszystkie one będą dotyczyły Peta Baninga. I tak będą to wydarzenia powojenne, wydarzenia z czasów wojny, bo Pete to weteran Drugiej Wojny Światowej. Wreszcie czasy po procesie.

I to opowieści z początku roku 1942 zdają się być kluczowe. To wtedy miało miejsce jedno z największych ludobójstw do jakiego doszło w Pacyficznym Teatrze Działań. Mowa o słynnym Bataańskim marszu śmierci. I to przez to piekło na ziemi przeszedł. Zresztą wszystko zdaje się mówić już sam tytuł tej części – „Trupiarnia”. Ten marsz z ludzi uczynił trupy, ale nie wszystkim odebrał życie.

Wreszcie część trzecia, złożona w hołdzie tym co przeżyli, w tym będącym na początku dorosłości dzieciom Baninga. Bo nie ma zła które nie pozostawia śladów.

To wielokierunkowe, niejednoznaczne i powolutku, z umiarem dawkowane spojrzenie jest jednym z elementów jakie windują te powieść wysoko poza powieść czysto rozrywkową. Drugim jest sposób przedstawienia tła. Tego jak wyglądało Amerykańskie Południe w czasach powojennych. Tak wyraziście nie narysowano amerykańskiego kołtuństwa od dawna. Skostniały system obyczajowy, dulszczyzna, skrywanie uczuć, życie pod publiczkę to tylko część tego obrazu. Grisham pisze o skrywanych tajemnicach rodzinnych , o owych trupach w szafach, o strachu przed wstydem, o tym co ludzie pomyślą, no i o konsekwencjach takiego myślenia.  Do tego dodajmy wszechobecną i wszechwładną segregację rasową, to tak wyglądało Amerykańskie Południe. Ale próżno tego szukać w literaturze rozrywkowej.  

Teraz dodajmy jeszcze silnie antywojenny i antyprzemocowy wydźwięk. Bo choć Amerykanie z dziedzictwem II Wojny Światowej rozliczyli się już i w literaturze i szerzej w kulturze, w tym również tej popularnej to tak mocny przekaz wciąż ma swoja siłę. Szczególnie gdy tak jak tu jest mocny, ale nie nachalny.   

A suma tych trzech elementów lokuje „Dzień rozrachunku” na półce z wielka amerykańską literaturą współczesną. I chyba nie przesadzę, że ta pozycja powinna raczej stanąć pomiędzy prozą Williama Faulknera a Harpera Lee niż koło „Firmy”, „Raportu pelikana” czy „Rainmakera”, bo to zupełnie inne pisarstwo. To inny Grisham, lepszy ale i trudniejszy. Pewnie mniej pociągający ale bardziej szlachetny, ale też nie tak przystępny. I pewnie właśnie dlatego podzieli czytelników.   

Mnie to nowe oblicze Grishama zdecydowanie się podoba, a „Dzień rozrachunku” przebojem wchodzi na pierwsze miejsce na mojej ulubionych pozycji autora. A tym samym spycha na drugie „Powrót do Ford County: opowieści z Missisipi”.

Jeżeli szukacie w literaturze czegoś więcej niż pasjonująca fabuła to „Dzień rozrachunku” wam się spodoba. A ja zdecydowanie POLECAM, i zobaczymy czym nas Grisham zaskoczy w kolejnej swojej książce.  

Tytuł: „Dzień rozrachunku”blurppp poleca

Autor: John Grisham

Rok wydania: 2020

Stron: 512

Cena okładkowa: 41,90 zł

Wydawca: Wydawnictw Albatros

Książkę otrzymałam od wydawcy

O autorze

Blurppp

Irek "blurppp" Wis - miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl