Codzienność Wino i destylaty

Jak zostałem „Panem Ambasadorem” Aldi

Napisał Blurppp

Kilka osób pytało mnie jak to się stało, że zostałem „Panem Ambasadorem” sieci Aldi. Jako, że pytań ze strony znajomych było naprawdę sporo, pomyślałem że was drodzy Czytelnicy też może to zainteresować. Tym bardziej, że program wciąż trwa i nieustająco jest szansa by do niego przystąpić i też mieć okazję przetestować produkty tej sieci.

W moim wypadku zaczęło się jak prawie wszystko przypadkiem. Któregoś popołudnia traciłem czas na FB i trafiłem na reklamę „Wielki test Aldi”. Kliknąłem i przeniosło mnie na stronę organizującej akcje agencji Streetcom. Tam pojawiła się pierwsza poważna irytacja, trzeba nie dość że się zarejestrować to jeszcze połączyć swoje konto na FB z nowo założonym. A wiadomo, że dane to wasz największy skarb. Ale czasami trzeba zrobić pokerowe „all in” i postanowiłem iść w to dalej.

Kolejnym etapem jest wypełnienie szeregu ankiet o typowo demograficznym profilu. Jest ich około 10 i potrzebujecie na to jakieś 30 minut. W kolejnych dniach dostałem jeszcze kilka dodatkowych maili o nowych ankietach. Wypełnienie każdej zajęło mi ze 3 minuty. Nie było tam informacji wrażliwych a raczej pytania o zachowania i nawyki konsumenckie. Coś w rodzaju preferujesz ser twardy czy miękki albo coś w rodzaju zakupy robisz codziennie czy raz w tygodniu większe a potem tylko uzupełniasz. Wypełniając te ankiety nie miałem wrażenia, że zdradzam na swój temat zbyt wiele.

A potem przyszedł mail, że po przeanalizowaniu moich ankiet jednak nie mogą mnie zakwalifikować do obecnej edycji programu. Ale żebym się nie załamywał, bo jestem u nich w bazie i za parę dni rusza kolejna edycja. Potem była jeszcze dwie ankiety i wreszcie ostatnia z danymi geograficznymi w tym z adresem do wysyłki. A potem mail, że się zakwalifikowałem, że jestem już „Pan Ambasador”, i że za dwa dni przyjdą paczuszki.

No i rzeczywiści przyszły. Wysyłka obejmowała pięć produktów, każdy po cztery sztuki. Do tego cztery ulotki dla znajomych, i jedna grubsza broszura objaśniająca jak cały program działa, podpowiadająca jak rozmawiać o produktach, wreszcie zawierająca całkiem obszerne metryczki produktów.  

Kolejnego dnia otrzymałem maila z czymś w rodzaju zadanie dnia. Najczęściej polegało to na wrzuceniu na social media zdjęcia produktu , a jeszcze lepiej tego jak wykorzystuję. Robiłem więc fotki kanapek z serem i szło to w druty. Wypełniłem też formularz generując tym samym coś w rodzaju „raportu z rozmowy”. A na sam koniec była jeszcze ankieta zamykająca.

Zawartość przesyłki

Paczka była znakomicie zapakowana, w styropianową skrzyneczkę, a same produkty były przełożone utrzymującymi odpowiednią temperaturę „pingwinami” (plastikowe pojemniki z zamrożona cieczą). To tez śmiało można powiedzieć, ze cały transport odbył się w warunkach chłodniczych.  

Niestety mój pech dał o sobie znać. W kuferku powinno być pięć produktów, do mnie dotarło cztery. Ale wystarczył jeden mail do organizatorów i po dwóch dniach identycznie zapakowany przyszły brakujące kiełbaski. Widać, ze ktoś tam nad tym panuje, a pomyłka jest rzeczą ludzką.

A teraz już o produktach.

Le Coq ser miękki

Ser pleśniowy, z charakterystyczną aksamitna pleśniową skórką. Bardzo delikatny w smaku, o fajnej kremowej konsystencji. O naturalnym smaku bez dodatków jak zioła, grzyby czy pieprz. Świetny na kanapki. Ale tez bardzo ładnie się topi. Jakościowo na poziomie typowym dla polskiego rynku. Moim zdaniem lepszy niż President, poziom Turka. Kupować śmiało.

Tannenhof szynka szwarcwaldzka DOP

Dojrzewająca przez 12 tygodni. Bardzo krucha, a dzięki wyraźnemu otokowi z tłuszczyku soczysta. Bardzo aromatyczna i zwyczajnie smaczna. Specyficzny proces produkcji polegający na długim wędzeniu i potem suszeniu nadał jej dymnych aromatów, ale subtelniejszych niż te znane z polskich wędzonek. U nas wędzi się aromatycznym drzewem owocowym lub olchą albo bukiem, tam jodłą, to tez w smaku są tony żywiczne.

Dobrze smakuje na kanapkach, ale świetnie sprawdzi się też do zawinięcia piersi drobiowej albo polędwiczki wieprzowej. Bardzo udany produkt.

Hofburger ser Maasdamer

Ten produkt przekonał mnie najmniej. Może dla tego, że Maasdamer obok Radamera to moje ulubione gatunki serów. Tu brakło mi pewnej intensywności typowych dla tego typu sera tonów orzechowych. Ser też nie jest wystarczająco słodki. A może trafila mi się jakas mniej udana partia. Zasadniczo Maasdamer powinien mieć duże dziury, efekt intensywnej produkcji dwutlenku węgla przez bakterie. Moje plastry były prawie bez dziur, czyżby ser za szybko pocięto? A jak jesteśmy przy plasterkowaniu, to w moim odczuciu plasterki są zbyt grube.

Jeden z mniej udanych produktów. Może inna partia będzie lepsza, dam mu jeszcze szansę.

Howe Kiełbaski norymberskie

Ma w swoim życiu epizod pomieszkiwania u naszych zachodnich sąsiadów, i to tam pokochałem na zabój wszelkiego typu bratwursty. Lubię te aromatyzowane koprem włoskim, i te majerankowe. Nie wyobrażam sobie grilla bez tego typu kiełbasek, a w sezonie jesienno-zimowym bardzo chętnie jadam je na śniadanie. I właśnie tak jadłem kiełbaski z Adiego. I są naprawdę OK, aromatyczne, majerankowe, zwarte z dobrej jakości mięsa, bez chrząstek czy zbyt dużych tłustych kawałków. Przy pieczeniu nie pękają. Słowem produkt wysokiej jakości, co nie powinno dziwić, bo mają oznaczenie IGP.

Kolejny produkt, który z pełna odpowiedzialnością wam polecam.

Mama Mancini ciasto na pizzę z sosem

Mój ulubiony produkt z całego zestawu. Opakowanie zawiera dwa produkty ciasto do pizzy zapakowane w coś w rodzaju puszki z metalizowanej tektury oraz słoik sosu. Samo ciasto jest „żywe” czyli świeże i ma formę dość grubego prostokąta. Bez problemu dłońmi można go rozciągnąć na rozmiar dużej blachy. Nie wiem czy na mu się nadać kształt koła lub owalu. Ciasto można bez problemu na włoski styl rozciągnąć na dużej powierzchni, tak by po upieczeniu było bardzo cienkie. Ja takie najbardziej lubię.

Co do sosu, to jest go dokładnie tyle by pokryć nim całe ciasto rozłożone na typowej wielkości blasze z piekarnika. Sos jest gęsty, nie spływa i jest świetnie przyprawiony. Nie ma w sobie octu, to też na ciepło nie jest kwaśny.

Na bazie takiej bazy wystarczy dosłownie kilka dobrej jakości składników, szczypta oregano i macie świetną pizzę we włoskim stylu. Bije ona na głowę wszystkie mrożone pizze dostępne na rynku, a jaj przygotowanie zabiera kilka chwil. Jest to zdecydowanie najlepszy zestaw ciasto + sos jakie są dostępne na polskim rynku, przynajmniej w masowej sprzedaży.

Mama Mancini ciasto na pizzę z sosem zdecydowanie stanie się stałym gościem w moim domu. Kupcie i spróbujcie a zrozumiecie dlaczego.  

Czy warto było zostać „Panem Ambasadorem” – zdecydowanie tak. Przede wszystkim dla tego, ze na własnej paszczy przekonałem się, że dziś produkty z sieci handlowych, w tym wypadku z Aldi w niczym nie odbiegają jakościowo od tych z delikatesów czy sklepów specjalistycznych, a kosztują sporo taniej. Przynajmniej niektóre.    

O autorze

Blurppp

Irek "blurppp" Wis - miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl