Recenzje

Jack Ketchum „Dziewczyna z sąsiedztwa” – audiobook

Napisał Blurppp

Chyba drugi raz w mojej już kilkuletniej karierze recenzenta-amatora czuje się bezsilny. „Dziewczyna z sąsiedztwa” to jedna z tych opowieści które od pierwszego rozdziału wywierają na czytelniku tak silną presje, do tego nie kończąca się wraz z ostatnią strona. Do tego wrażenie jest tak silne i wielostronne, że bardzo trudno oblec je w słowa. U mnie był to chyba gniew, a właściwie GNIEW na gatunek ludzki. Był on tym większy, że opowieść jest oparta o prawdziwe wydarzenia, o historię Sylvii Likens.

„Dziewczyna z sąsiedztwa”Nim przejdę do powieści małe wyznanie osobiste. Jakieś 30 lat temu podczas wycieczki szkolnej pierwszy raz odwiedziłem Auschwitz. Po drodze w stękającym autobusie moja nauczycielka historii dała nam wykład wprowadzający. Zakończyła go zdaniem które towarzyszy mi całe dorosłe życie. Brzmiało mniej więcej tak:

Zobaczcie co tam się stało, ale nie próbujcie tego zrozumieć. Jeżeli pojmiecie ich motywacje, to równocześnie je zaakceptujecie a tym samym staniecie się tacy jak oni.  

Od tego czasu staram się pewne rzeczy oglądnąć, czasami nawet zaakceptować, ale nie staram się tego zrozumieć.

Ten wstęp jest na tyle istotnym, że „Dziewczyna z sąsiedztwa” może być czytana w wielu płaszczyznach. Dla jednych będzie to studium narastającej choroby psychicznej, pewnie w jakimś stopniu tak, ale ja z wymienionego wyżej powodu nie starałem się zrozumieć pokrętnej psychiki Ruth Chandler. Zamiast tego skupiłem się na tym jak korumpującym i rozlewającym się na otoczenie jest zło. Z fascynacją oglądałem też wewnętrzne szamotanie się bohatera-narratora uwięzionego pomiędzy współczuciem a podniecającym dostępem do tego co zakazane.

Obserwowałem też okrucieństwo, czyste zimne okrucieństwo z jakim jeden przedstawiciel naszego gatunku jest w stanie odnosić się do drugiego. I z każdą chwilą narastał mój gniew. Poprzedni raz tak zły w wyniku lektury byłem całe lata temu czytając „Władcę much”. Porównanie jest tym bardziej zasadne, że tu i tam siedliskiem zła w znacznym stopniu są dzieci. Istoty o których lubimy myśleć jak o czystych, niewinnych, z definicji dobrych. Tu mamy kompletne zaprzeczenie tych stereotypów.

Treści powieści wam nie zdradzę, nie zachowam się jak Stephen King który w umieszczonym na początku wstępie zdradza zbyt wiele. Powiem tylko, że choć „Dziewczyna z sąsiedztwa” jest formalne powieścią grozy, nie ma tu duchów, wampirów czy strzyg. Całe zło, okrucieństwo i to wszystko co nieludzkie w potocznym rozumieniu tego słowa pochodzi z wnętrza człowieka. I to budzi największy gniew, do czego my ludzie jesteśmy zdolni.

Gniew jest na tyle wielki, podobnie jak wszystkie inne emocje które „Dziewczyna z sąsiedztwa” wywołuje, że kilkukrotnie miałem ochotę te pozycję odłożyć. Jedynie forma którą wybrałem, czyli audiobook, sprawił że dotarłem do druzgocącego końca. Pomógł mi w tym Robert Jarociński mistrzowsko interpretując ten bardzo trudny tekst. Jego roli nie można przecenić, tym bardziej, że narracja jest tu pierwszoosobowa, a jak wielokrotnie pisałem ta od lektora wymaga najwięcej. Tu poziom trudności jest jeszcze większy, bo ze względu na manipulowanie planami czasowymi trzeba oddać punkty widzenia tak dorosłego człowieka jak i dziecka.  To co zrobił Jarociński to świetna aktorska robota.

„Dziewczyna z sąsiedztwa” to z pewnością nie jest powieść dla każdego. Nie każdemu też starczy odwagi by tę powieść skończyć. Ci którzy się odważą będą mieli okazję zerknąć w otchłań. Bądźcie jednak ostrożni, bo gdy zbyt długo patrzysz w otchłań ta zerka też w ciebie. Zdecyduj sam, czy odważysz się zmierzyć ze złem i własnym gniewem, który to zło prawdopodobnie w tobie wywoła.

Wiem, to nie jest typowa recenzja, ale przy takiej pozycji nie da się po prostu zrecenzować, tu można napisać tylko o własnych refleksjach po lekturze/odsłuchaniu.

Autor: Jack Ketchum

Tytuł: „Dziewczyna z sąsiedztwa”

Czyta: Robert Jarociński

Rok wydania: 2016

Czas: 9 godziny 9 minut

Cena: 37,90 zł

Kupicie w Audioteka.pl

Audiobooka otrzymałem od Audioteki

 

O autorze

Blurppp

Irek "blurppp" Wis - miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl