Wino i destylaty

Ionis Primitivo di Manduria DOP 2013

Napisał Blurppp

O primitivo na polskich blogach winnych napisano już chyba wszystko, a wina z tego szczepu doczekały się miana „ulubionego wina Polaków”. Wszystko przez ich pijalność, silną owocowość i co ważne utrzymane w stanach niskich do średnich kwasowość i garbniki. Nie inaczej jest w wypadku Ionis Primitivo di Manduria DOP 2013. Tyle tylko, że przez lata primitiwo to było dla mnie wino jesieni i zimy. Chyba pora na zmianę zapatrywań.

Czy widzieliście kiedyś mema w którym obrazek podzielono na dwie części, na lewej widzimy uśmiechnięte dziewczyny w mocno wykrojonych sukienkach,  więcej odsłaniających niż pozostawiających wyobraźni. Na prawej te same dziewczyny szczelnie owinięte swetrami i szalikami. Podpis pod częścią lewą: „18 stopni w marcu”; podpis pod prawą „18 stopni w sierpniu”. Czy trzeba czegoś by pokazać jak subiektywnym jest odbieranie pogody? Kiedy pisze te słowa jest połowa lipca, zaokienny termometr pokazuje 18 stopni a moja żona po powrocie z porannego spaceru z psem od progu powitała mnie okrzykiem „ale zimno”.  W reakcji na to otwarłem butelkę Ionis Primitivo di Manduria DOP 2013.

Sam od wielu lat bardzo lubię te wina z południa Włoch, tyle tylko, że to uczucie z roku na rok jak by blakło . I nie chodzi tu wcale o powolną, acz stałą ewolucję mojego gustu. Problemem są same wina, zwłaszcza te z niższej półki, a przypominam południe Włoch to stały i sprawdzony dostawca win na dyskontowe i marketowe półki, wiele z ich etykiet lokuje się na ukochanym przez rodaków poziomie do trzech dych. Co jest kolejnym argumentem sprawiającym, że Polacy kochają primitivo.

Ale nie o ceny chodzi a o wina, a z drugiej strony te tanie często są niczym innym jak karykaturami samych siebie. Albo pachną jak „czar pegieru” czyli zamiast powidła oferują nam znaną z kolonii marmoladę wieloowocową z owoców drugiego gatunku. Względnie zamieniono je w koszmar parkieciarza w którym czipsami zamaskowano wszystkie wady. Trafiają się też puste spinające monstra o nieprzyjemnych gorzkich końcówkach  jak niesławne Masseria Metrano Primitivo Salento 2011 z Lidla. Jak widać, zakup primitivo poza sklepem specjalistycznym (a i tu trzeba uważać) to zakup podwyższonego ryzyka. Pomimo tego, tak wiem nie trzeba do tego zachęcać, radze wam primitivo pijać, bo jak dobrze traficie nie będziecie żałować. Do tego warto zdjąć je z półki z napisem „Trzymać na jesień i zimę”.

Ionis Primitivo di Manduria DOP 2013

Ionis Primitivo di Manduria

Ja moja butelkę zdjąłem w połowie lipca, według statystyk najcieplejszego miesiąca w naszym klimacie, i nie żałuje. Ionis Primitivo di Manduria DOP 2013 świetnie się sprawdziło, jest lżejsze niż wiele win z tego szczepu, nos ma tylko nieznacznie muśnięty pobeczkowymi tonami waniliowo-cynamonowymi, za to śliwkowe powidło tak typowe dla tego szczepu jest tu ładnie otulone  tonami porzeczek i malin. Usta są wystarczająco kwasowe by wino było rześkie, garbniki są drobniutkie i wycofane, w środku rządzi fajny mocno dojrzały ale nie rozgotowany czarny owoc. Trochę mniej podobał mi się posmak , w którym do głosu dochodzą tony beczkowe, nie są to przerysowane, karykaturalne tony piernika babci, ale i tak tych tonów słodkich przypraw jest zbyt wiele.

Mimo tej „niedoróbki” wino ma to co dobre primitivo mieć powinno czyli olbrzymią pijalność. Butelka rozlewana na trzy kieliszki skończyła się zdecydowanie zbyt szybko. Co nie dziwi, bo to  bardzo przyzwoite wino, choć cena 55 złotych jest ciut zbyt duża, by mówić o okazji rynkowej. Tym bardziej, że to podstawowa linia producenta co oznacza, że powinno być odrobinę bardziej budżetowo. Nie jest to linia podstawowa, wina podstawowe z tego szczpu noszą oznaczenie Acanto Primitivo  i kosztują około 40 złPrzy okazji, zapisuję sobie producenta jako tego gdzie najprawdopodobniej warto spróbować topowych etykiet. W mojej ocenie wino zasługuje na ocenę dobre plus czyli 4,5. Kupicie w Słonecznej Winnicy która te wina importuje.

Wino otrzymałem od importera.

O autorze

Blurppp

Irek "blurppp" Wis - miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl