Wino i destylaty

Hold and Hollo czyli clubbing wine

Napisał Blurppp

Odmłodzić region, odmłodzić wizerunek, odmłodzić klienta. Myślę, że dziś tak brzmi okrzyk bojowy większości producentów w Tokaju. I trudno się z tym nie zgodzić. Mają już znakomite wina, zaczyna być o nich głośno, vide słynne przemówienie Hugh Johnsona o wielkich kulturach winiarskich. Teraz przyszła pora na spójny, nowoczesny marketing. I to się dzieje, choćby „tokajska butelka” i coraz popularniejsze szklane korki. Do tego dochodzi cała masa świetnych działań poszczególnych producentów. 

Jednym z najciekawszych projektów wpisujących się w to nowe myślenie jest druga marka od Holdvolgy -znakomitego producenta z Mad. Z lokalnych szczepów skomponował je Tamas Gincsai. Hold and Hollo to dwie etykiety: słodka i wytrawna adresowane do młodych aktywnych mieszkańców dużych miast. Na własny użytek zacząłem określać je mianem „Disco wines”. Na szczęście towarzyszący mi w wyjeździe dwudziestolatkowie szybko mnie wyprostowali i kazali nazywać te wina „Club wines” bo to są właśnie wina dla miłośników clubbingu i całej związanej z klubami kultury.  Jak widać w kwestii wiedzy o imprezowaniu na mieście mam spore zaległości, co oznacza, że mogę nie być targetem tego projektu.

hold-and-Hollo-4

Tymczasem Hold and Hollo budzi mój niekłamany entuzjazm, przede wszystkim dlatego, że wszystko w nim jest spójne. Począwszy od etykiet, które tak naprawdę nie są etykietami, to  silikonowe opaski naciągnięte na smukłe butelki. Ta dla wina wytrawnego jest jadowicie żółta a dla słodkiego intensywnie różowa. Nazwę marki na opaskach wytłoczona a nie wydrukowano. Powiem szczerze, mnie ten ultra nowoczesny design uwiódł. Wino rzuca się w oczy na sklepowej półce, a także na ostro oświetlonej półce nad barem, co w tym kontekście jest zdecydowanie istotniejsze. Do tego wszystko zrobione z taką klasą, że nie mam wrażenia, że producent ucieka w nadmiar marketingu, bo wino samo się nie broni. Tu się  broni, o czym za chwilę.

Etykiety są tylko dwie: wytrawna i słodka. Nie wiec problemu z wyborem. Nawet ktoś praktycznie pozbawiony wiedzy winnej jest w stanie odpowiedzieć sobie na pytanie czy mam ochotę na wino słodkie czy wytrawne.

Wreszcie smak. Oba wina są białe, w końcu to region tokajski. Są bardzo easy drinking o mocno tarasowym charakterze czyli nadają się do sączenia solo.  W obu położono też nacisk na wysoka aromatyczność i efektowność. Poznajcie je bliżej. Dziś w sprzedaży są roczniki wymienione w nazwach.

Hold and Hollo Dry 2012

hold-and-Hollo-2

To klasyczny kupaż tokajskich odmian w proporcjach 70% harslevelu, 20% furmint i 10% sarga muscotaly. I czuć to na każdym poziomie. W nosie przede wszystkim tony kwiatowe z wyraźnie dominującym tonem kwiatu lipy. Do tego zapach żółtych śliwek, mineralność zepchnięta z odległe rejestry. W ustach wino gęste, złożone, o jabłkowo-mirabelkowo-brzoskwiniowych nutach. Troszkę brakuje mu kwasowości, przez co wino jest mniej świeże niż bym oczekiwał. Z drugiej strony wiem, że moje oczekiwania wobec kwasowości są często przesadzone, zwłaszcza gdy porównam je z reakcjami współbiesiadników, osób nie nawykłych do win silnie kwasowych. Dlatego w kontekście win „clubbingowych” ta niska kwasowość może być zaletą. Poza tym wszystko jest na miejscu. Wino jest kompleksowe i silnie aromatyczne. Gdzieś po kątach poukrywano lekkie tony maślane, ale nie maja one decydującego wpływu na całość.   Pije się to bardzo przyjemnie, zwłaszcza w większym towarzystwie i w sytuacji kiedy wino ma być tłem a nie gwiazdą. W mojej ocenie dobre czyli 4.0

Hold and Hollo Sweet 2007

hold-and-Hollo-3

Kupaż furminta i harslevelu. Oba szczepy są z późnego zbioru (koniec października-początek listopada), częściowo fermentowały w inoxie częściowo w beczkach. Po zblendowaniu przez rok „przegryzało” się w szkle. To co wyszło jest bardzo atrakcyjne. W kieliszku bardzo ładnie połyskuje, barwa jest intensywnie złota. Nos zdominowany przez podsuszane owoce południowe: mango, papaja, ananas ale tez soczyste brzoskwinie i delikatny powiew mineralności. Jest też fajny powiew kwiatowo-ziołowy mnie kojarzący się z herbatą rumiankowa. W  ustach słodkie ( cukier resztkowy 68g/litr) ale o świeżej cytrusowej kwasowości wystarczającej na zbalansowanie. Owoc (skórka pomarańczowa, suszone morele, miks keksowy)  jest zdecydowany czysty i przyjemny. Wino jest bardzo gładkie, łatwe w piciu ale w żadnym wypadku nie prostackie. Idealne na  babskie pogaduch, randkę czy właśnie wyjście do klubu. Wersja słodka jest ciekawsza od wytrawnej, przede wszystkim ze względu na lepszy balans słodycz-kwasowość). Oceniam na 4,5 czyli dobre z plusem.

Hold and Hollo

Wina na dzień dzisiejszy nie są dostępne w Polsce, ale jest szansa, ze już niebawem ulegnie to zmianie. Ale na ten moment o tym cicho sza.  Są już nawet wyliczone ceny detaliczne  na polski rynek i odpowiednio dla etykiety żółtej czyli wina wytrawnego to 45 zł a dla etykiety różowej czyli wina słodkiego to 62 zł.

Szczerzę liczę, że to wino stanie na polskich półkach sklepowych i że znajdziecie je w klubach. Takimi etykietami można wielu młodych ludzi przekonać do częstszego sięgania po wino zamiast piwo czy coś mocniejszego. Towarzyszący mi w wyjeździe dwudziestolatkowie właśnie te dwie etykiety uznali za najfajniejsze, a konkurencja była spora, o czym przekonacie się w kolejnych wpisach.

Na Węgry podróżowałem na koszt własny, degustowałem na zaproszenie producentów. Za pomoc w zorganizowaniu degustacji dziękuję reprezentującemu producentów Happy Hungarian Wines.  

O autorze

Blurppp

Irek "blurppp" Wis - miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl