Recenzje

Hanna Lis „Mój świat na talerzu”

Napisał Blurppp

Mam wrażenie, że jak w wielu innych płaszczyznach tak i w kwestii książek kucharskich nastąpiło jakieś rozjechanie. Kiedyś książki kucharskie pisali doświadczeni fachowcy, a inaczej mówiąc kucharze. I to najczęściej kucharze z osiągnięciami i wynikającym z nich tak zwanymi „nazwiskiem”. Dziś książki kucharskie piszą przede wszystkim różnej maści celebryci. Od osób znanych z telewizyjnego ekranu, przez tych znanych z tego że są znani a na blogerkach i blogerach kończąc. Każdy chce coś wynieść ze swoich 5 minut sławy. I najczęściej te pozycje są łagodnie mówiąc na poślednim poziomie. Ale trafiają się też wyjątki w tym celebryckim pisaniu i dziś o jednym z nich. „Mój świat na talerzu” Hanny Lis jest właśnie takim wyjątkiem.

Różnic pomiędzy tą pozycją a wieloma podobnymi nie ma wiele, ale kilka się znajdzie. Pierwszą to bardzo osobiste opisy prezentowanych dań. I ta osobistość jest wyczuwalnie szczera a nie sztuczna, stworzona przez ghost writera. I ta uczciwość wobec czytelnika mnie się podoba. Autorka potrafi napisać, że tego żałuje a tamtego nie, że gdzieś tam ma ochotę wrócić, a gdzie indziej już mniej. I mnie takie podejście się podoba.     

W poprzednim akapicie jest sporo odniesień do miejsc, wszystko przez klucz jakim Hanna Lis posłużyła się wybierając przepisy do tej publikacji. Choć jak sama mówi są to jej autorskie wersje to jednak mają swoje inspiracje. I tym inspiracjami są danie regionalne z często bardzo odległych miejsc, które było jej dane odwiedzić. Co zresztą potwierdza bardzo fajnymi prywatnymi zdjęciami z odwiedzonych miejsc.

Taka metoda doboru dań sprawiła, że z „Mój świat na talerzu” nie wieje nudą. Nie ma tu tego przykrego syndromu: znacie to posłuchajcie. Wiele przepisów jest świeżych, nieoczywistych a niejednokrotnie wręcz zaskakujących. Do tego jest olbrzymie zróżnicowanie stylistyczne, i dotyczy to każdej z podgrup. A tych jest kilka. Tradycyjnie znajdziecie tu zupy, przystawki, makarony, dania z mięs i drobiu czy ryby wraz z owocami morza. Na uwagę zasługuje specjalne wydzielenie dań śniadaniowych.  Nie zapomniano też o daniach dla wegetarian.

O takim drobiazgu jak piękne stylizacje fotografowanych dań i wysokiej jakości fotografiach nawet nie wspominam. To dziś już standard, podobnie jak wysoki poziom edytorski całego wydawnictwa. Za to po stronie jeszcze raz powtórzę, że świetne są bardzo osobiste wstawki czasami w formie anegdotki, czasami wspomnienia, a czasem jakiejś szerszej uwagi. Wiele z nich was zaskoczy, tak jak mnie zaskoczyło wyznanie o miłości do Big Macka. Trzeba wiele odwagi by w nomen omen bardzo wysmakowanej książce kucharskiej przyznać się do takiej słabości.       

„Mój świat na talerzu” świetnie się prezentuje, a przy tym ma te cechę, coraz rzadziej spotykaną w albumowo wydanych pozycjach o charakterze kulinarnym, mianowicie do tej książki chce się wracać. Każdy przepis, każda mikropowiastka to taka kropla inspiracji, kropla koloru wpadająca w nasze życie. A przy tym wszystko bez pretensjonalnego tonu „kołczów” tak często obecnego w pozycjach o nowoczesnym gotowaniu. Bardzo to szanuje!

A teraz już kończę tę recenzje i lecę sobie upichcić podwójnie smażone frytki z batatów. Na wczesna kolacje czy może późny podwieczorek będą jak znalazł. Na fotografii wygląda pysznie.  

Autor: Hanna Lis

Tytuł: „Mój świat na talerzu”

Wydawca: Wydawnictwo Edipresse

Rok wydania: 2019

Stron: 280

Okładka: twarda

Ilustracje: kolorowe wysokiej jakości

Cena okładkowa: 54,90 zł

Książkę otrzymałem od wydawcy

O autorze

Blurppp

Irek "blurppp" Wis - miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl