Wino i destylaty

Gruzja z Krakowem u stóp

Napisał Blurppp

Polska to dla Gruzinów bardzo ważny rynek, i to widać. Widać też rewers tej sytuacji i dla nas Polaków wino gruzińskie staje się z roku na rok ważniejsze. Coraz częściej w sklepach, również tych ogólnospożywczych, czekają na nas zupełnie przyzwoite etykiety z Kachetii czy Kartlii. Nie inaczej jest w restauracjach, i to nie tylko tych z kulinarnych przewodników. Sporo w tym zasługi jednego człowieka – Mariusza Kapczyńskiego, to on od lat nieprzerwanie uczy nas gruzińskich win. A jako że wino z Gruzji ma naprawdę wiele twarzy roboty ma co niemiara.

Końcówką czerwca mieliśmy okazję odebrać kolejną rozpisaną na prawię 15 etykiet lekcję. Tym razem za salę wykładową posłużyła nam krakowska winnica Srebrna Góra. To tam pośród szumiących krzewów winorośli, z Krakowem rozlanym u naszych stóp, mieliśmy koleją okazję spojrzeć na dary gruzińskich winnic.   

Nie będę tu skupiał się na konkretnych etykietach, zamiast tego postaram się odnieść do tego co jest w mojej ocenie największa zaletą oferty win gruzińskich dostępnej na naszym rynku. Gruzini stworzyli całe, momentami osobne uniwersum win, w którym każdy od okazyjnego winopijcy po wyrafinowanego pasjonata znajdzie coś dla siebie.

I plenerowa kolacja na stokach Srebrnej Góry świetnie tego dowiodła.  Powiedzcie kto z was zastanawiając się nad winem musującym kieruje swoje myśli w stronę Gruzji. Jestem skłonny zaryzykować że nie wielu. A to poważny błąd czego dowiodło podane na powitanie musujące Marani Brut – wino lekkie, radosne, nie zobowiązujące, idealne na letnie popołudnie.

Potem zaczął się cały set win białych. Jego pierwsza część pokazała wina tarasowe, bezproblemowe, rześkie, o wyraźnie owocowym profilu.  Po chwili pojawiły się wpina poważniejsze, w tym wina kwerviowe. I tu kilka zdań. Ta stylistyka zdecydowanie nie jest dla każdego, trzeba do niej dojrzeć. Obserwowałem reakcje zgromadzonych i chyba żadne z win nie podzieliły publiczności tak wyraźnie. Kiedy do kieliszków trafiło Gotsa Tsolikouri 2015 cześć z gości była w niebie, cześć kręciła nosem, że raczej nie. Dla mnie było to najlepsze wino degustacji, a o jego klasie świadczy również to, że wywołuje kontrowersje

Po krótkiej przerwie na półwino i róż przeszliśmy do czerwieni, i nie da się ukryć, właśnie na to czekałem. Tu znowu rozpiętość stylistyczna sprawiła, ze było dla każdego coś miłego. Począwszy od młodych, wyraziście owocowych a przy tym zadziornych czerwieni, po wina bardziej ułożone aż po wina bardzo już poważne. Od win czysto gastronomicznych po takie do picia w sytuacjach towarzyskich. Po tych fermentowanych w stali, przez dojrzewające w beczkach aż po kwerviowe. Dominowało oczywiście separavi, ale to szczep tak plastyczny, potrafiący zmieniać się w swoich kolejnych odsłonach, tak więc o nudzie nie było mowy.

Prócz win było oczywiście też coś na ząb. Spróbowaliśmy choćby rewelacyjnej zupy rybnej, pieczonej jagnięciny i gruzińskiego pieczywa z serem i sałatkami. Dzięki czemu była szansa na poszukiwanie parowań doskonałych. Okazało się to łatwiejsze niż oczekiwałem i to z dwóch powodów. Pierwszym był szeroki wybór etykiet, drugim to olbrzymia uniwersalność win z Gruzji. To też przy przestrzeganiu podstawowej zasady czerwone do czerwonego mięsa, białe do ryb i sałatki było poprawne. Dalsze próby pozwalały na dopieszczenie wyboru. Wniosek nasuwa się sam, wino gruzińskie pasuje do dań trafiających w nasze polskie gusty.

Podsumowując kolejna impreza pokazała że warto mieć oko na wina z Gruzji i jest do tego kilka powodów. Pierwszym to wysoka średnia oferty, właściwie śmiało można nadać im status „bezpiecznego wyboru”. Co oznacza, że wszystko z napisem „Product of Georgia” właściwie możecie brać w ciemno, tak w supermarkecie jaki i w sklepie za rogiem. Kolejnym to różnorodność, wina choć pozostają w pewnych klasach stylistycznych, to jednak są różne i to czuć, nie ma szans na nudę. Wreszcie bardziej świadomi mogą sięgać po powstające metodą tradycyjną i właściwie unikatową dla Gruzji wina z kwervii. A to już poziom sporych emocji i nie oczywistych smaków, co wcale nie znaczy, ze to wina tylko dla koneserów.

Podsumowując kolejna lekcja jaka dał nam Mariusz znów okazała się sukcesem. Świetna pozbawiona spiny atmosfera, różne oblicza gruzińskiego, pyszne jedzenie i sporo przemyconej jakby mimochodem wiedzy. Już czekam na kolejny gruziński wieczór, a w między czasie sięgnę po jakąś gruzińską biel na orzeźwienie.

Poniżej galeria ze zdjęciami z imprezy, a pod nią galeria etykiet.

Piłem i jadłem na zaproszenie organizatorów.


Te wina mieliśmy okazję spróbować 

O autorze

Blurppp

Irek "blurppp" Wis - miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl