Zarejestruj się jako konsultantka AVON i kupuj z rabatem

Podróże Pół serio

Górskie spacery, przyjemność do której wracam po latach

Napisał Blurppp

Okres licealny właściwie w całości spędziłem w górach. Dzięki niezapomnianej profesor Kotyzie i prowadzonemu przez nią kołu PTTK właściwie każdy weekend rozpoczynał się porannym pociągiem na południe, potem górska wędrówka, noc w schronisku i powrót do Krakowa. Podobnie było na pierwszych latach studiów. Później te wyjazdy stały się rzadsze by wreszcie całkiem stać się przeszłością.  Dziś próbuje sobie tę, z własnej woli utraconą, przyjemność obcowania z górami przywrócić.

Zacznę od wytłumaczenia się dlaczego te góry mi z życia zniknęły. Pierwszym powodem było zbyt intensywne życie towarzyskie jakie dopadło mnie w czasach studenckich. Zwyczajnie po całonocnym piątkowym imprezowaniu nie potrafiłem wstać na pociąg. No i towarzyszący mi wtedy kac też nie pomagał. Potem pojawiła się dorosłość, żona, córka a to nie sprzyja wyjazdom. Choć dziś dla wielu nie jest to problemem to 25 lat temu nie było choćby takiego wynalazku jak nosidełko.

Jak Ola dorosła i można było już jeździć wspólnie rozpocząłem aktywna działalność w branży turystyki przyjazdowej. A ta z kolei każdy weekend zamienia w dzień pracujący. No to zamiast wolnych weekendów były co jakiś czas wakacje, a te głownie spędzałem poza krajem. Góry nie były brane pod uwagę. I tak minęło ostatnie trzydzieści lat.

Jasne trafiło się kilka epizodów, bardziej górskich spacerów niż wyjść z góry. Czasami w okolicznościach towarzyskich jak wyjazd do znajomych czy rodziny. Czasami z tytułu pracy bo grupa miała takie życzenie.  Ale nic konkretnego, nic systematycznego.

I pewnie nic by się w tym nie zmieniło, gdyby nie tegoroczna majowa rehabilitacja po covidowa. Wspólnie z żoną trafiliśmy na trzy pełne tygodnie do Szczawnicy. Pomimo bardzo wielu zbiegów udało nam się wygospodarować kilka popołudni i oczywiście trzy weekendy. I właściwie cały wolny czas spędziliśmy na górskich spacerach. W tym jeden na jak na nasze możliwości jednym długim bo liczącym około 30 kilometrów.

Po powrocie jeszcze kilkukrotnie udało nam się pojechać w Beskidy. I cała miłość do gór wróciła. Gorzej z kondycją i wytrzymałością ale nad tym stale pracujemy. A motywacja jest silna, bo góry udało się zaszczepić żonie. Z tym, że ona potrzebuje dodatkowej motywacji pod postacią szarlotki w schronisku. Dlatego na teraz w planach są tylko szlaki prowadzące do schronisk. I choć nie ma ich tak wiele, to myślę że na tegoroczną jesień a i na wiosnę przyszłego roku wystarczy.

To też wracam w góry, a na blogu pojawią się opisy tras jakie przeszedłem. I prawie na pewno będą to propozycje dla niedzielnych łazików a nie zaprawionych górołazów. Trasy na jakich radzi sobie otyły facet po pięćdziesiątce, do tego zasiedziały i całkowicie pozbawiony kondycji i wytrzymałości. Słowem będą to trasy dla początkujących, dla tych co jak ja wracają w góry i dla tych co z dziećmi. Słowem szlaki łatwe ale równocześnie ciekawe.

Do tego zawsze postaram się by każda z tych mini wycieczek miała coś jeszcze. Albo jakieś miejsce związane z historia, albo jakiś element kontaktu z przyrodą – o co dziś coraz trudniej, albo chociaż jakiś widok rekompensujący trudy marszu. No i oczywiście zawsze będzie też coś na słodko. Bo co to za wyjście w góry bez szarlotki w schronisku.

No i będą zdjęcia. Bo czasami jeden obraz znaczy więcej niż tysiąc słow. Kliknij miniaturkę by powiększyć 

Na zachętę galeria kilku zdjęć z naszych ostatnich górskich spacerów.    

 

O autorze

Blurppp

Irek "blurppp" Wis - miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl