Wino i destylaty

Glifosat. Zatrute wino? Czy trzeba sie tego bać?

Napisał Blurppp

Kiedy w sierpniu ubiegłego roku kalifornijski sąd wydawał wyrok przyznający choremu na chłoniaka nieziarniczego ogrodnikowi Dewaynowi Johnsonowi 289 milionów odszkodowania od koncernu Monsanto równocześnie wsadził kuj w mrowisko. Poszło o rakotwórcze działanie glifosatu, głównego składnika czynnego powszechnie używanego środka chwastobójczego Roundup. W wyroku bowiem padło, iż „istotną przyczyną” ciężkiego nowotworu na jaki zapadł Mr. Johnson był właśnie kontakt z Roundapem.

A że środek był i nadal jest bardzo popularny natychmiast zainteresowały się nim rządowe i społeczne organizacje zajmujące się tym co jemy i pijemy. Szybko się jednak okazało, że na pytanie czy Roundap  czyli glifosat jest w żywności i napojach, w tym w napojach alkoholowych i czy nas wszystkich wcześniej czy później pozabija jasnej odpowiedzi udzielić się nie da.

Glifosat

Glifosat – jak to z tym jest?

Pierwszym pytaniem jakie należało sobie zadać to czy glifosat się z czasem rozkłada i na co. Słowem co się z nim dzieje po tym jak trafi na pola. Tu kluczowym jest stwierdzenie tak zwanego połowicznego czasu zaniku. Czyli określenie po ilu dniach połowa substancji rozłoży się na inne składniki. O dziwo dla tej substancji to relatywnie mało jedyne 12 dni. Oznacza to, że po tym okresie połowa substancji przestanie być niebezpieczną, po kolejnych 12 już tylko ćwierć będzie na nas czyhać i tak dalej. Niby OK, ale…

No właśnie jest tu pewne ale. Tym „ale” jest parametr określany mianem zdolności adsorpcyjnej. Mówiąc po ludzku cząsteczki glifosatu mają tendencje do przyklejania się do drobin gleby. Tak przywarte nie dość, że nie są wypłukiwane przez wody opadowe i gruntowe to jeszcze wchodzą w reakcje z minerałami co znacznie wydłuża czas połowicznego zaniku.

Czyli należy przyjąć, że ślady po Raundupie utrzymują się w glebie i wodach podskórnych znacznie dłużej. I tak pojawia się kolejne pytanie ile tego glifosatu jest i od jakiej ilości staje się on niebezpieczny dla zdrowie. Za normę bezpieczną dla wody pitnej, to taki parametr powszechnie stosowany przy ocenie szkodliwości różnych substancji, przyjmuje się 0,1 ug/l.

Sutter Home Merlot – lider niechlubnego rankingu

Mając te dane różne organizacje zaczęły badać. I okazało się, że glifosat jest wszędzie. Jest w żywności, jest w piwie i jest oczywiście w winie. Kilka tygodni temu amerykańska organizacja Public Interest Research Group przebadała pięć win, w tym dwa organiczne. Wyniku na pierwszy rzut oka nie wyglądają dobrze:

  • Sutter Home Merlot: 51,4 ug/l (dostępne w Polsce)
  • Beringer Founders Estates Moscato: 42,6 ug/l
  • Barefoot Cabernet Sauvignon: 36,3 ug/l (dostępne w Polsce)
  • Inkarri Malbec, Certified Organic: 5,3 ug/l
  • Frey Organic Natural White: 4,8 ug/l

I co z tego wynika. Pierwszym co rzuca się w oczy, to że zawartość glifosatu w winie w skrajnych sytuacjach może przekroczyć dopuszczalna normę dla wody pitnej nawet 500 razy. Łatwo też zauważyć, że w wypadku win organicznych zawartość wzmiankowanej substancji jest o rząd wartości mniejsza, ale wciąż jest to około 50 razy więcej niż przewiduje norma.

Jak widzicie, sprawa dotyczy win amerykańskich, nie dotarłem do badań win europejskich. Są za to dostępne badania piwa, i piwa europejskie mają wartości zbliżone do amerykańskich. A to moim zdaniem oznacza że w wypadku win jest identycznie. Czy chcemy tego czy nie intensywne, wspierane chemią rolnictwo, w tym winiarstwo, sprawiło, że gleba i wody gruntowe są skażone i szybko to się nie zmieni. Składniki te oczywiście przenikają do roślin a potem po przetworzeniu do żywności i napojów. 

Glifosat

Glifosat  – czy jest się czego bać?

Na szczęście w zgodnej opinii naukowców z obu stron Atlantyku, jeżeli nie jesteście ogrodnikami, działkowcami, rolnikami i nie macie stałych częstych kontaktów z Roundapem w czystej formie to zdecydowanie nie. I to z przynajmniej dwóch powodów.

Pierwszym z nich jest tak zwana dawka jednorazowa. Naukowcy, choć nie są tu zgodni, twierdzą że dobowe wprowadzenie do organizmu 3 ug gilofosatu na każdy kilogram ciała jest właściwie obojętne dla zdrowia. Jasne, pytanie w takim razie dlaczego tak wyśrubowana norma dla wody pitnej.

Jest też raport przygotowany przez International Agency for Research on Cancer (IARC), wyspecjalizowana agencje przy WHO określający tak zwane ryzyka dnia codziennego. Grupuje on substancje i zachowania rakotwórcze w trzy grupy od najmniejszego do największego ryzyka wywołania choroby. (tu pełen raport)

Grupa pierwsza to ponad 120 czynników. Pośród nich na czołowych miejscach jest palenie tytoniu, alkohol, korzystanie z solarium czy wdychanie spalin z silników Diesla, azbest a nawet promieniowanie rentgenowskie. I to one odpowiadają za większość zachorowań na nowotwory złośliwe. Grupa ta nosi nazwę czynników z pewnością wywołujących choroby nowotworowe.

Grupa druga to czynniki prawdopodobnie wywołujące choroby nowotworowe. Na liście jest tu 85 pozycji. Między nimi takie jak: praca zmianowa wywołująca zaburzenia snu, czerwone mięso, smażenie w wysokiej temperaturze i wreszcie nasz gilofosat. Jest też smog.

Z kolei trzecia grupa to czynniki być może wywołujące nowotwory. Na tej liczącej sobie aż 311 pozycji są choćby aloes i jego pochodne (produkty żywnościowe i kosmetyczne). Jest też miłorząb japoński tak powszechnie używany przez seniorów na poprawę pamięci. Oraz bardzo wiele innych substancji i aktywności z którymi codziennie się stykamy.

Jak widać jest trochę jak w starym dowcipie, wszystko jest albo niezdrowe albo tuczące. Nie dajmy się więc zwariować. Bo skoro sięgając po wino nie boimy się alkoholu który z pewnością jest kancerogenny, do tego od czasu do czasu sięgniemy po papieroska, również z pewnością silnie rakotwórczego to dlaczego mamy się bać prawdopodobnie trującego gilofosatu.

Oczywiście, możemy zacząć tu dyskusję o stopniu aktywności każdego z wymienionych czynników. Ale to będzie dyskusja o niczym. Bo nie dysponujemy stosownym aparatem badawczym a sami naukowcy nie są zgodni.

Jest też inny punk widzenia. Choćby badania na szczurach opublikowane na łamach wiarygodnego i prestiżowego „Scientific Reports”. Wykazały one, iż gilofosat podawany ciężarnym samicom miał swoje skutki nawet w czwartym pokoleniu. Powodował otłuszczenie wątroby, niealkoholowe zmiany marskie.  U samców w kolejnych miotach problemy z prostatą, wszystkich tych zmian u próby kontrolnej identycznie żywionej nie zauważono.

Glifosat

Konkludując.

Jak widzicie nie ma zgody co do tego jak groźnym jest gilofosat nawet wśród naukowców. Ale są liczby, popatrzcie na nie.

Pierwsza z nich to ilość wina jaka musielibyście wypijać by wchłonąć ilość gilofosatu z jaką miał kontakt Mr. Johnson podczas swojej pracy.  Wyliczył to na zlecenie Amerykańskiego Instytutu Wina jeden z profesorów Uniwersytetu Kalifornijskiego.  Było by to 140 standardowych kieliszków wina pitych codziennie przez 70 lat.       

Kolejna to 8,5 mld kg czystego glifosatu. Taka ilość tego preparatu została użyta do przygotowywania roztworów którymi spryskano uprawy pomiędzy 1974 a 2014 rokiem. Z czego ponad 6 mld kilogramów po roku 2000.

I jeszcze mało imponująca liczba 7. Tyle cieszących się światowa renomą ośrodków badawczych zajmujących się żywnością w ciągu ostatnich miesięcy opublikowało swoje raporty. Wynika z nich, że wino, pomimo zawartości glifosatu jest całkowicie pod tym względem bezpieczne dla zdrowia.

Tyle danych, ale wnioski najlepiej wyciągnijcie sami i postępujcie zgodnie z nimi. Ja sam patrząc na otaczającą mnie ilość czynników kancerogennych tym czy w winie jest glifosat przejmował się nie będę. Smog, który już zaczynam czuć w Krakowie przeraża mnie bardziej. No i chyba częściej będę sięgał po wina organiczne, bo to jednak o jeden rząd wielkości chemii tam mniej . 

O autorze

Blurppp

Irek "blurppp" Wis - miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl