Zarejestruj się jako konsultantka AVON i kupuj z rabatem

Wino i destylaty

Gardacho Crianza 2010

Napisał Blurppp

Mówi się, że Navarra, że leży pomiędzy Rioją a Bordeaux i z obu tych regionów powinna czerpać to co najlepsze. Doskonałą egzemplifikacją tej zasady jest Gardacho Crianza 2010 druga etykieta winnicy Alzania, w tej etykiecie udało się połączyć dwie, z pozoru nieprzystające do siebie stylistyki  sławniejszych sąsiadów, dzięki czemu powstała zupełnie nowa jakość.

Nim napiszę więcej o wino, dwa słowa o zdjęciach którymi ten wpis zilustrowałem. Na jednym z nich widzicie sadzonki mięty, jeszcze w siatce tak jak zapakowała mi pani na placyku. Na drugim leży sobie na zwyczajnej kuchennej ścierce, która w działkowych warunkach musiała zasapać nam obrus. Tak, wino jak większość w te dni piłem w tak zwanych okolicznościach. I ta sytuacja postawiła wino na właściwej pozycji, wino nie było wcale najważniejsze, było dodatkiem. Powodem mojej wizyty u rodziców nie była chęć odkorkowania kolejnej butelki i długich dyskusji o jego smaku, pochodzeniu czy stylistyce. Celem było spędzenie kilku chwil z rodzicami, pospacerowanie po trawie,  pomoc przy drobnych pracach, a tych na działce nigdy nie brakuje. Wino było jedynie zepchniętym na drugi plan dodatkiem. Mówiąc inaczej zostało potraktowane tak jak większość traktuje piwo i z czego w mojej skromnej ocenie płynie przytłaczająca inne alkohole popularność złocistego z pianką, ono jest w tle.

Nawet najwyższy poziom tego czy tamtego sommeliera nie ma wpływu na zakupowe decyzje Kowalskiego. Nie sprawi, że zamiast do sklepu sieciowego pójdzie do specjalistycznego, nie sprawi, że zdecyduje się na wydanie 40 zł na wino.

Tymczasem wino w Polsce ku radości sporej części branży promuje się, jako coś ach i och coś dzięki czemu możemy pokazać, że należymy do lepszego świata. Najlepszym tego przykładem są wszystkie mistrzostwa sommelierów, które w polskiej winnej rzeczywistości są aberracją. Te całe pół religijne rytuały, począwszy od przypominającego ornat sommelierskiego fartucha, przez quasi mistyczne dekantowanie nad świeczką po rozlewanie kosztujących krocie butelek magnum na określona ilość kieliszków. Pewnie to i fajne, z pewnością spektakularne tyle tylko, że bardzo hermetyczne – zabawa czysto środowiskowa. Nawet najwyższy poziom tego czy tamtego sommeliera nie ma wpływu na zakupowe decyzje Kowalskiego. Nie sprawi, że zamiast do sklepu sieciowego pójdzie do specjalistycznego, nie sprawi, że zdecyduje się na wydanie 40 zł na wino.

Wiem, właściwie nie powinienem się czepiać, niech każdy bawi się jak chce. Tyle tylko, że mam świadomość ograniczonych środków i szkoda, że aż tak wiele z nich idzie w tak hermetyczną imprezę. To jest przekonywanie przekonanych. Do tego jest to kolejny sygnał dla początkujących winomaniaków pokazujący ekskluzywność wina, co w polskim kontekście jest działaniem promocyjnie przeciw skutecznym. Ale co ja będę mówił, ważne, że liderzy opinii się cieszą. Ja bym wolał, żeby sommelierzy zaprezentowali się w podkoszulkach, lejąc codzienne wina do plastikowych szklaneczek. Żeby wszystko miała festynowy, ludyczny charakter pokazujący wino jako codzienny napój szarego kowalskiego, tak jak dziś pozycjonuje się piwo. Tylko wtedy spora część wybierających się na działkę zamiast sześciopaka kupi wino, nawet jak będzie to wino z Biedronki.  Już na sam koniec odsyłam was do wpisu Kuby Jurkiewicza ( blog Czerwone Czy Białe , który w kwestii sommelierów ma  zupełnie inne zdanie.

Gardacho Crianza 2011

Gardacho Crianza

A ja już wracam do mojego stojącego na robiącej za obrus ścierce Gardacho Crianza 2010. Jak na wino pochodzące z regionu pomiędzy jest blendem dwóch emblematycznych dla nich szczepów. Zmieszano w nim typowe dla Riojy tempranillo i najbardziej bordoski z bordoskich cabernet sauvignon. Żeby było sprawiedliwie na każdy z nich przypadło po 50%. Również dojrzewanie win bazowych odbyło się w obu stylach, połowa wina w beczkach francuskich, połowa amerykańskich. Za to wino powstałe w wyniku zmieszania dwóch tradycji stworzyło nową jakość. W barwie intensywne, ciemne, w nosie lekko likierowe (wiśnie), z powiewem porzeczkowym  i delikatną nuta słodkiej beczki (ale nie jest to waniliowy budyń, za co Bogu niech będą dzięki). W ustach poważniejsze, ostrzejsze niż zapowiada nos, o zdrowej kwasowości, ładnie zarysowanym czarnym owocu i lekko chropowatych garbnikach. W posmaku pojawia się lekko słodka beczka. Piłem to z przyjemnością, choć bez popadania w zachwyt, wino wyceniono na 38 zł i jak na DOBRE (4,0)wino weekendowe jest to rozsądne. Jako, że 3 maj ma być z lepsza pogoda to warto brać je pod uwagę jak ktoś ma w planach grillowane steki.

Gardacho Crianza 2010 otrzymałem do oceny od Wine and You      

O autorze

Blurppp

Irek "blurppp" Wis - miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl