Wino i destylaty

Gala „Człowieka Roku” magazynu „Czas wina” i etykiety Patrici Atkinson

Napisał Blurppp

Targom Enoexpo jak co roku wtóruje wiele imprez towarzyszących. Najwyższą rangę miała jednak gala przyznania tytułu Człowieka Roku magazynu „Czas Wina”. W tym roku nagroda przypadła Patrici Atkinson, angielce która porzuciła zgiełk londyńskiego City by zamieszkać na południu Francji, w okolicach miasta Bergerac gdzie kupiła dom z winnicą, posiadłość otrzymała nazwę Clos d’Yvigne’s. Z managera PR stała się producentem wina i pisarką. Jej bestselerowe autobiograficzne książki przetłumaczono na kilka języków, w tym na polski. Jej wina z kolei zyskały uznanie krytyków o czym świadczą gwiazdki Hachette jak i sympatie miłośników trunków. Jedna z jej etykiet obecna jest nawet na stole brytyjskiej Rodziny Królewskiej.

O ile przetłumaczone książki możemy kupić w prawie każdej księgarni, o tyle wina z Clos d’Yvigne’s w Polsce dostępne nie są. To też prócz możliwości spotkania nagrodzonej, która jest ciepłą, przyjacielską i bardzo otwarta osoba, największym atutem gali w Dworze Sieraków była możliwość spróbowania tychże win.

Pierwszy, jako aperitif do naszych kieliszków trafił Princesse de Clèves 2009, tu warto dodać, że każda etykieta swoją nazwę zawdzięcza bohaterowi ważnego dla literatury francuskiej utworu. Nie będę tłumaczył kim była Księżna de Cleves, zainteresowani sięgną po powieść Marii de la Fayette. Co do wina to jest to białe wino wytrawne będące kupażem szczepów sauvignon blanc (50%), semillon (30%) i muscadelle (20%). Każdy ze szczepów dał winu coś dobrego. Intensywny nos to głównie muscadelle, w ustach „czyste” aromatyczne, sporo owoców cytrusowych, posmak łagodny, przyjemnie kwaskowy.

Drugim winem, które podano do tatara z łososia dekorowanego różowym grejpfrutem, było różowe Bel-Ami – zgadnijcie z jaką powieścią należy to połączyć- powstałe w 100% z merlota. O ile tatar był znakomity o tyle wino mnie zdziwiło. Już kolor podążający w stronę rdzy miast różu był inny niż się tego spodziewałem. Nos przyjemny, malinowy z nutami śmietanowymi ale też jak by zbyt utleniony, jak by gdzieś po drodze nastąpiła mikrooksydacja. Pełne owocowe, usta, i przyjemna kwasowość. Wino zdecydowanie gastronomiczne, będzie pasowało do wielu różnych potraw. Mnie to wino nie zachwyciło, spodziewałem się czegoś więcej. Resztką tego wina popijałem też żupę grzybową, również miło współgrały. O dziwo znakomicie do zupy smakowało również pierwsze z podanych win czerwonych. Było to Le Rouge at Le Noir 2008 (kolejna zagadka literacka) kupaż merlot (75%) i cabernet sauvignon( 25%). Starzone blisko 2 lata w dębowych beczkach pokazało pazur. Piękny balans pomiędzy owocowością a nutami beczkowymi w tym drzewem cedrowym. Tanin w sam raz tyle ile być powinno. Bardzo udane wino.

Potem przyszły kolejne wina czerwone, spróbowaliśmy jednej etykiety ale z dwóch różnych roczników, w międzyczasie zajadając indyka w gęstym ziołowym ciemnym sosie dekorowanego prażonym szczypiorkiem. Nim o samym winie mała anegdota. Wino kiedyś nazywało się Petit Prince czyli Małe Książę. Jednak pewnego poranka spadkobiercy Antoine’a de Saint-Exupéry’ego skontaktowali się z Patricią i zażądali zmiany nazwy, nie pomogło tłumaczenie że trudno pomylić książkę z winem. Dziś wino nazywa się po prostu Prince, choć w kuluarach często używano nazwy „Książę bez małego”. Wino to w 90% merlot i 10% cabernet franc. W zamyśle pierwszy miał dawać aksamitność, drugi taniny. W roczniku 2008 zamysł udało się zrealizować. Piękny kolor, duża pijalność i wiśniowe aromaty. Rocznik 2009 niestety nie jest już tak udany, o brzegach zmierzających w stronę rudego brązu i nadmiernej kwasowości nie bardzo przypadł mi do gustu. Ponadto podobnie jak w wypadku wina różowego trunek sprawiał wrażenie poddanego nadmiernej oksydacji. Czy był to świadomy wybór czy tez błąd podczas winifikacja nie wiem. W każdym razie jeżeli kiedyś przyjdzie wam spróbować „Księcia bez małego” celujcie w rocznik 2008.

Deser na styl francuski był podwójny, najpierw podano deskę serów polskich, wspaniały miks serów krowich, owczych i kozich, potem tort Czarny Las. Do obu deserów wspaniale pasowało słodkie Saussignac, jedyne wino które nie dostało literackiej nazwy a wykorzystuje nazwę kameralnej apelacji właściwej dla tych słodkich białych win powstałych z gron dotkniętych szlachetna pleśnią Botrytis. Ręcznie zbierane w 6-8 cyklach, by wybrać jagody już zrodzynkowane gwarantują że wino w 100% będzie z najlepszych owoców z dwóch szczepów semillon i muscadelle. Wino ma jasny miodowy kolor, w nosie owocowe z domieszką toffi, miodu i karmelu. Na języku gęste, słodkie, owocowe, morela i pigwa oraz naturalna kwasowość balansująca pozostałe tony. Dzięki tej kwasowości wino nie jest mdlące. Długi i intensywny posmak sprawia że pasuje ono nie tylko do dań słodkich ale i do aromatycznych, słonawych serów. To właśnie to wino przyniosło Patrici Atkinson sławę trafiając nawet na stół królowej Elżbiety II.

Pamiętając o winach, nie można zapomnieć o nagrodzonej, mieliśmy okazje zobaczyć film o jej pracy i winnicy a przede wszystkim być świadkami obdarowania jej krakowską czapką z pawim piórem. Dodatkowo jako kobieta otrzymała prześliczny, krakowski wianek. Po oficjalnej kolacji, było sporo okazji do niezobowiązujących rozmów, a laureatka po raz kolejny miała okazję udowodnić swoje poczucie humoru, bezpośredniość i olbrzymią sympatię jaką żywi do świata, czego dowodem są jej książki i wina.

Jako miłośnik serów, musze tez odnotować odbywającą się w looby degustację serów kozich. Na szczególna uwagę zasługiwało „kozie mleczko” czyli ser na słodko oblany gorzką czekoladą.

Gala była miłą i przyjemną imprezą, prowadzoną ze swadą i humorem przez zespół „Czasu Wina”. Jak zawsze brylował pan Wojtek Giebuta. Sierakowski Dwór, będący siedzibą Klubu Domu Wina sprawdził się wybornie jako miejsce takich spotkań. Wspomniałem o klubie jeszcze z jednego powodu. Pani Atkinson otrzymała Kartę Honorowego Członka, tym samym do niego wstępując. Dzięki temu należę do tego samego klubu co dostarczyciel wina na dwór królewski, co łagodnie mówiąc oznacza +10 do lansu.

Poniżej krótka fotorelacja i zdjęcia prawie wszystkich pitych etykiet.

O autorze

Blurppp

Irek "blurppp" Wis - miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl