Recenzje

Fiona Barton „Dziecko”

Napisał Blurppp

Zwykle po skończonej lekturze z szeroko rozumianej literatury rozrywkowej mam jasna opinie na jej temat. Potrafię powiedzieć czy jest fajna/nie fajna, wciągająca/nudna i wreszcie czy się przy niej dobrze bawiłem czy nie. Natomiast opinii jaką mam wobec powieści „Dziecko” Fiony Barton nie daje się określić jednym zdaniem, budzi ona u mnie odczucia określane mianem ambiwalentnych. Ta książka ma tyle samo wad co zalet. Spróbuje się im przyjrzeć.

Fiona Barton „Dziecko”

Fiona Barton „Dziecko”

Tym co jest zdecydowanie na plus to pomysł na zawiązanie wątku fabularnego. Jedna z gazet publikuje lakoniczna notkę o odnalezieniu historycznego szkieletu dziecka. Doszło do tego podczas prac rozbiórkowych w biedniejszej części miasta, a określnik „historyczny” oznacza, że ma więcej niż dekadę. Ta z pozoru małoważna wiadomość zdaje się przemijać niezauważoną. Ale trzy nie związane ze sobą kobiety reagują na nią gwałtownie. Pośród nich jest matka, której porwano dziecko, znana dziennikarka i tajemnicza pani domu z problemami osobowościowymi.

Brzmi intrygująco, prawda. To też spory plus za przykucie uwagi czytelnika już w pierwszych minutach. Potem jest niestety gorzej. Autorce nie udaje się tej uwagi utrzymać. Przede wszystkim przez zwolnienie akcji na który decydujący wpływ ma natłok opisów i scenek obyczajowych, które nic do głównego wątku nie wnoszą.  Bardzo nie lubię tak zwanej waty, czyli tego wszystkiego czym niektórzy autorzy, w Polsce bryluje w tym Katarzyna Bonda, rozpychają swoje powieści. „Dziecko” jest tu koronnym przykładem na to, jak to szkodzi. Kojarzy się z przegadaniem i czymś dodanym na siłę. Momentami miałem wrażenie, że autorce przypomniały się czasy jej kariery dziennikarskiej i zaczęła postępować zgodnie z zasadą: długi tekst, to dobry tekst, bo daje dużą wierszówkę. Tymczasem ja miałbym więcej frajdy z kontaktu z tą powieścią gdyby była ona krótsza, gdyby pewne wątki poboczne śmiało można by było pominąć.

Oczywiście, całkowicie bez waty powieść obyć się nie może, trzeba przecież zbudować tak zwane dekoracje. Dlaczego w takim razie się czepiam, a no dlatego, że w zupełności za tło wystarczyłby ważny i aktualny obraz powolnej śmierci mediów papierowych. Fiona Barton sporo o tym wie, wszak nim stała się pisarka była dziennikarka, do tego nagradzaną dziennikarką. Świat redakcji, pogoni za niusem i oczywiście proces oddawania pola media elektronicznym przez media tradycyjne zna doskonale. I czasami daje temu wyraz, i te momenty „Dziecka” są tymi fajniejszymi.  Przy okazji pokazano tu tak zwane „ważne wątki społeczne”, za to plus.

Wreszcie sama fabuła, logiczna, wciągająca, dobrze zbudowana i potrafiąca zaintrygować. Czyli plus, ale równocześnie trochę zbyt rozwlekła, rozciągnięta i momentami niepotrzebnie spowalniana. Ta tego czuć, że autorka robi to jak by celowo. To zdecydowanie na minus. Czyli jest coś na tak i coś na nie, stąd ta ambiwalencja.

Co do formy, to znów nie bardzo rozumiem dlaczego dwie bohaterki poznajemy za sprawą klasycznego narratora w trzeciej osobie, a jedną w pierwszej osobie. Pewnie chodzi o proces dochodzenia do prawdy, ale dlaczego akurat tę postać ma przywilej opowiedzenia historii własnymi słowami, tego nie rozumiem.

I na sam koniec postaci. O ile bardzo mi się podoba kreacja trzech głównych bohaterek. Są mięsiste, prawdziwe psychologicznie, wielowymiarowe i ogólnie jakieś. U każdego czytelnika wywołają jakąś emocje, można je lubić, albo nie, podziwiać albo potępiać, ale każda z nich coś ma. Natomiast postacie drugoplanowe są kiepskie. Jakoś nie mogę się przekonać, do wiecznie wzruszonego policjanta, czy robotników budowlanych o gołębich sercach, na których widok kości dziecka robi takie wrażenie, że potrzebują terapii. Dla mnie to jakoś mało prawdopodobne i sztuczne.

Czy w takim razie „Dziecko” to powieść zasługująca na uwagę czytelników. Tak, ale. Właśnie jest tu pewne ale. Im głębiej wchodziłem w powieść tym bardziej docierał do mnie swoisty żeński pierwiastek jakim ta powieść jest przesycona. I nie chodzi tu o płeć autorki. Przecież Karin Slaughter pisząca bardzo męską literaturę też jest kobieta. Tu chodzi o podejście do tematu, o macierzyństwo, które jest istotnym choć nieoczywistym tematem tej książki. O łagodniejsze spojrzenie, o delikatniejsze podejście. I bardzo ten kobiecy punkt widzenia widać. To też sądzę, ze piękniejsza część czytelniczej braci może tę książkę oceniać wyżej niż ja. Dla mnie „dziecko” to po prostu dobrze napisany średniak, nie ma wstydu ale nie ma też szału. Brakowało mi napięcia, tempa, nastroju – czyli tego wszystkiego co sprawia, że książka staje się nieodkładana. A takie ostatnio cenię sobie najbardziej.

Tytuł: „Dziecko”

Autor: Fiona Barton

Rok wydania: 2018

Stron: 542

Cena okładkowa 39,99 zł

Wydawca: Wydawnictwo Czarna Owca

Książka otrzymałem od wydawcy

O autorze

Blurppp

Irek "blurppp" Wis - miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl