Recenzje Wino i destylaty

Między Chopinem a dyskontową półką. Dwie książki Wojciecha Bońkowskiego.

Napisał Blurppp

Wojciech Bońkowski – krytyk i dziennikarz winiarski naczelny Winicjatywy, a także muzykolog, ba doktor muzykologii, o czym dowiedziałem się kilka godzin  – wydał w ciągu ostatnich kilku tygodni dwie książki. Obie łączy wino, co dla znających Wojtka jest oczywistą oczywistością. Tylko kontekst w jakim je osadzono w obu przypadkach jest inny.

WB-ksiazki-00Pierwszą jest „Chopin gourmet” – adaptowany na potrzeby druku i uzupełniony wykład który Wojciech Bońkowski wygłosił na Kongresie Chopinowskim w 2010 roku a przedstawiający kulinarne gusta wielkiego kompozytora,  oczywiście z silnym akcentem na to jakie wina lubił i pijał. Autor prowadzi nas przez trzy różne dziewiętnastowieczne kultury kulinarne z jakimi spotkał się w swoim życiu Fryderyk Chopin. Chronologicznie jest to kuchnia polskiego dworu, mieszczańska kuchnia Warszawy i Wiednia oraz bogactwo kuchni paryskiej. Każdy z tych odmiennych tradycji została naszkicowana skrótowo ale z precyzją, autor uwypuklił jej najistotniejsze cechy i zachodzące w nich zmiany. Ponadto zilustrował to przepisami z epoki, często skreślonymi ręką osób z bezpośredniego otoczenia kompozytora.

Jednak to co zrobiło na mnie największe wrażenie, to znakomite zadokumentowanie oparte o epistolografię i pamiętnikarstwo tamtego okresu. Książka najeżona jest cytatami, które z pierwszej lub najdalej drugiej ręki przedstawiają Chopina w kontekście talerza i kieliszka. Między innymi dzięki temu obraz wydaje się pełny i pomimo skromnego rozmiaru, książka ma tylko 64 strony, z których sporo zajmują ilustracje, nie pozostawia czytelnika z uczuciem niedosytu. Pozostawia go za to głodnym i to w podstawowym znaczeniu. Wszystko za sprawą języka, bo Wojtek pisze  o jedzeniu i winie tak jak o nim mówi czyli z pasją i w sposób pobudzający nie tylko wyobraźnię ale i kubki smakowe ze śliniankami do społu. I tu jest największy atut „Chopin gourment” – język. To się po prostu dobrze czyta, jak literaturę a nie jak opracowanie naukowe. Fajna pozycja, choć jej cena detaliczna 30 zł w kontekście ilości treści wydaje się być ciut przesadzona. Przecież jak to określił sam autor, to tak lektura na jedną butelkę wina. Wychodzi wiec raczej drogo.

WB-ksiazki-0Wobec drugiej pozycji Bońkowskiego – „50 win do 50 złotych” mam mniej przychylne nastawienie. Nie mówię, że całkiem negatywne, ale po kolei. Wojtek, który co roku próbuje tysięcy butelek postanowił pomóc klientowi odnaleźć się pośród sklepowych półek i wskazać 50 najlepszych butelek w określonym w tytule przedziale cenowym. Pomysł nie nowy, bardzo podobne pozycje co roku ukazują się na całym świecie. Chyba najbardziej znanym jest „kieszonkowiec” firmowany nazwiskiem Hugh Johnsona. Było więc tylko kwestia czasu kiedy powstanie takie wydawnictwo oparte w 100% o realia naszego rynku. Teraz jest i ma wszystkie wady jakie tylko takie wydawnictwo mieć może. Pierwsza z nich jest „krótkoterminowość” pozycji. Dlatego już na wstępie nie podoba mi się tytuł. Brakuje mu jednego ważnego elementu, roku w stosunku do którego się odnosi. Wiadomo, że za rok na pólkach będą inne wina, z innych roczników, że pojawią się nowe etykiety i pozycja w wielu aspektach przestanie być aktualna. Drugim zarzutem jest sam dobór win. Ale to mój prywatny zarzut. Może mam inne niż Wojtek gusta, może obracam się wśród innych etykiet. Każdy wybór jest wyborem subiektywnym, dlatego tak ważna jest osoba wybierającego i choć z 85% tych wyborów się zgadzam to ze sporym zdziwieniem przyjąłem choćby to, że w zestawieniu znalazła się tylko jedna etykieta z Doliny Rodanu a aż 4 z Veneto. Pewne zastrzeżenia budzi też wyraźnie warszawocentryczny dobór mini i mikroimporterów. Nie chcę się w tym dopatrywać jakiś teorii spiskowych ale fakt pozostaje faktem.

Trochę ponarzekałem, jeszcze jeden zarzut zostawię sobie na koniec, teraz o tym co mi się podoba. Po pierwsze poziom edytorski, książka jest ładnie zrobiona, dobrze wydrukowana, na fajnym papierze, zdjęcia są wyraźne i nawet ktoś bez znajomości jeżyków za to z pamięcią wzrokowa bez problemu rozpozna opisywane etykiety na sklepowej półce.  Po drugie umieszczone na końcu książki indeksy. Pozwalające szybko odnaleźć wino. Indeksów jest kilka: miejsce zakupu, region pochodzenia, potrawa do której wino będzie pasować i wreszcie szczep z którego powstało.

Jednak tym co sprawia, że ta książka jest warta uwagi jest język Wojtka.  Po raz kolejny pokazał, że w Polsce o winie tak jak on nie potrafi pisać nikt. I nie ma znaczenia czy publikuje na łamach Winicjatywy i właśnie miesza z błotem albo wychwala pod niebiosa kolejną dyskontową butelkę, pisze o specyfice jakiegoś szczepu czy regiony a może relacjonuje swój pobyt tu czy tam. Zawsze pisze porywająco i z pasją , jego teksty czytają się same.  Przywykłem czytać Bońkowskiego na komputerowym monitorze ale na papierze czyta się go jeszcze lepiej. Tym bardziej,  że tu zastosowała świetną strukturę „rozdziału”. Każdemu z win poświecono trzy bloki tekstowe. Pierwszy z nich to wprowadzenie przybliżające etykietę, czasami szczep lub region i napisana „ludzkim” językiem notka degustacyjna. Żadne tam powłóczyste suknie czy kwasowości średnie plus. Zwykły język zwykłych ludzi. Druga, niezmiennie zaczynająca się od zwrotu „Czy wiesz że…” to ciekawostka albo jakaś mini kapsułka z istotna ale lekko podaną kroplą winnej wiedzy. Wreszcie w trzecim z bloków umieszczono sugestię z czym to wino parować. Naprawdę fajnie się to czyta. Znowu najważniejszy okazał się język i sposób prowadzenia „narracji”.

Ta książka spodoba sie każdemu początkującemu miłośnikowi wina, bo rzeczywiście pomaga w wyborach przy sklepowej półce, a przecież o to chodziło. A przy tym nie jest nudną listą to kup bo warto a od tego trzymaj sie z daleka.

Sam jako osoba o winie pisząca zdecydowałem się na zakup tej książki właśnie dlatego, że chciałem mieć materiał do nauki „języka wina”. Nie zawiodłem się, choć ciut zabrakło mi określeń równie malowniczych jak pamiętny „dżem z psa”.

Zamiast podsumowania na koniec będzie zarzut, lekko mnie zniesmaczyła cena tej książeczki. W sieci kosztuje 30 zł, cena wydrukowana to 39 zł. Spora przesada. Oczywiście rozumiem, nikły nakład, wysoki poziom edytorski itd. Ta książka powinna kosztować nie więcej niż 19,99 zł. Przy obecnej cenie pozostanie wydawnictwem niszowym, a szkoda.

No i chciałem zapytać dlaczego na okładce w żadnym kieliszku nie ma wina musującego?

I już na sam koniec, podsumowując obie książki. Wojtku apelują do ciebie byś teraz napisał kolejną. I niech będzie to poradnik „Jak pisać i mówić o winie”. Nasz rynek takiej książki potrzebuje, choć pewnie na gigantyczne nakłady liczyć nie możesz. Bo jak nie ty to kto? A jak nie książka to może chociaż kurs weekendowy? Najlepiej wyjazdowy, poza Warszawą i z degustacją po zajęciach.

Obie książki to mój własny zakup.   

O autorze

Blurppp

Irek "blurppp" Wis - miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl