Wino i destylaty

Dwie etykiety z Winnica Adoria

Napisał Blurppp

O swoim, pełnym dystansu, podejściu do polskich win mówiłem wielokrotnie. Ale ostatnie doświadczenia degustacyjne każą mi powoli to podejście rewidować. Nie tak dawno pisałem o swoich doświadczeniach z polskimi winami podanymi do Wigilii, a teraz poszedłem tym tropem i na Wielkanoc też piłem polskie. Sięgnąłem po dwie butelki z Winnica Adoria.

O tym projekcie jest od jakiegoś czasu głośno w winiarskim Internecie. Gdyby jednak jakimś cudem ktoś te informacje przegapił to w encyklopedyczny skrócie sprawa wygląda następująco. Winnica Adoria to polsko-amerykański projekt. Polski, bo winnica jest na Dolnym Śląsku, w Zachowicach, jakieś 25 kilometrów na południowy zachód od Wrocławia. Amerykański, bo za projektem stoi Amerykanin Mike Whitney. Wychowany w północnej Kalifornii od najmłodszych lat kręcił się po tamtejszych winnicach, później przeprowadził się do Oregonu, gdzie dziś dzieje się wiele ważnych dla amerykańskiego winiarstwa rzeczy. Wspomnę tylko jedną z nich, tamtejszy pinot noir wyrasta na ważną markę tak na lokalnym jak i światowym rynku.

Wszystkie zebrane za oceanem doświadczenia Mr. Whitney w 1995 roku przywiózł do nas. Tu wspierany przez konsultantów z Włoch, Niemiec, Portugali i USA szczegółowo wybrał lokalizację winnicy. Podobno w procesie selekcji odrzucono aż 300 miejsc. Potem przyszedł czas wyboru szczepów, tu postawiono na winorośl szlachetna a nie na hybrydy. Ich flagowcami miały zostać chardonnay, riesling i pinot noir. Nie zrezygnowano przy tym całkowicie z hybryd, ale te nie stanowią większości upraw. Winnica nie uprawia win odmian hybrydowych, mój błędny wpis wynikał ze złego zakwalifikowania szczepu bacchus. Za błąd przepraszam. 

Od kilku lat słowo, a może marzenie stało się ciałem i na półkach możemy znaleźć wina firmowane nazwą Winnica Adoria, bo taka nazwę dla swojego projektu wymyślił Mike Whitney. Dziś tę nazwę kojarzą polscy winomaniacy, i powoli zaczynają kojarzyć bardziej zaawansowani miłośnicy wina z Europy Zachodniej. Pomogły w tym choćby medale jakie etykiety tego producenta otrzymały od prestiżowego magazynu Decanter. Ale nie tylko nagrody się liczą. Kilkanaście miesięcy temu ich wino musujące powstające metodą tradycyjną (szampańską) narobiło sporo zamieszania , pisały o nim nie tylko winiarskie serwisy i periodyki.

Nie miałem okazji go spróbować, za to spróbowałem dwóch win ze szczepów vitis vinifera i degustacja wypadła bardzo dobrze.

Winnica Adoria Chardonnay 2016

ze. Winnica Adoria

Nie jestem wielkim fanem beczkowych szardonek, ale ta mnie przekonuje. W znacznej mierze dlatego, że jest bardziej burgundzka niż Polska. Klasyczny nos beczkowanego chardonnay, sporo tropikalnych owoców, trochę wanilii i masła. W ustach lekko zarysowana kwasowość, niezła koncentracja, sporo ciała i lekko oleista tekstura. Poważne gastronomiczne wino. Nie jest to mój ulubiony styl, ale wino bardzo się w stylu mieści. Kawał dobrej roboty. Oceniam na 4,75, bardzo dobre minus, cena 65 zł.

Winnica Adoria Pinot Noir 2015

Winnica Adoria

Natomiast to wino budzi skojarzenia z najlepszymi niemieckimi spatburgunderami. Nos początkowo w pinotowy sposób kiszonkowaty, ale już po chwili uwodzicielski, owocowy (maliny, wiśnie) z lekką podbudową z nut ziołowych. W ustach bardzo lekkie, oparte o kwasowość, z czystym wyrazistym owocem i odrobiną obecnych w posmaku tonów ziemistych z delikatnie pikantnymi elementami. Bardzo pijalne, tak solo jako element spotkań towarzyskich, nie koniecznie na tarasie, jak i jako wino gastronomiczne, może nawet do drobiu w bardziej charakternych sosach. Piłem z wielką przyjemnością. Oceniam jako bardzo dobre z małym plusem 5,25. Cena 115 zł.

Przy okazji pragnę dodać, że jak zapewnił dziś na Facebooku Mike Whitney, wszystkie wina powstają z gron wyhodowanych na polskiej ziemi. Chyba czas skończyć słuchania plotek i zapytać u źródła. 

I tak doszliśmy do jednego bardzo ważnego elementu, te wina są na europejskim poziomie, ale ceny maja znacznie ponad europejski poziom. Wiem, sporo w tym podatków i opłaty za chałupniczą niemalże skalę ale klient przy półce i tak decyduje w kontekście portfela. Z drugiej strony przy tak niewielkiej produkcji chyba i tak nie będzie problemu ze zbytem, a środki pozwolą na rozwój i eksperymenty, jak choćby wspomniany wyżej musiak. To też na ten moment wysoką cenę trzeba wybaczyć i cieszyć się, że nasze wina już nie musza się wstydzić swoich europejskich kuzynów.

Degustowane wina otrzymałem od producenta, Winnicy Adoria

O autorze

Blurppp

Irek "blurppp" Wis - miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl