Wino i destylaty

Dwa wina z Biedronki cudem ocalone z rąk barbarzyńców z DPD

Napisał Blurppp

Dawno nic o winach z Biedronki nie było, no to będzie. Choć właściwie to o winach będzie przy okazji. Zacznijmy jednak od początku. Jak wiecie, my blogerzy najbardziej lubimy pić za free, to też każdą paczkę przychodząca do nas od tego czy innego importera traktujemy jak smok skarby w swoim leżu, czytaj jesteśmy w stanie walczyć o nią z całym światem. No i ja ostatnio taka walkę musiałem stoczyć, a wcześniej przeprowadzić mini śledztwo – łącząc moje umiłowanie do wina z umiłowaniem do kryminałów.

Wszystko zaczęło się dość niepozornie, pewnego słonecznego popołudnia do wrót mojej jaskini załomotał jakiś młody człowiek. Niemalże wrzucił mi w ręce kartonowe pudło i nie żądając rządnych podpisów uciekł. Nim się zorientowałem zobaczyłem jak pędzi w dół skacząc po kilka stopni. Kiedy przeniosłem uwagę z posłańca na pudło zobaczyłem czerwoną naklejkę –„Paczka przepakowana”.

Przy otwieraniu pierwszym co zarejestrowałem był specyficzny zapach octu i wina wydobywający się ze zwojów foli bąbelkowej. Po rozgrzebaniu najeżonych kawałkami szkła spławków plastiku dogrzebałem się do dwóch butelek, obu jeszcze mocno wilgotnych. Etykiety nic, ale to nic mi nie mówiły. Musiałem rozpocząć śledztwo.

Zacząłem od próby wygooglania win. Niestety żadnych polskich trafień. Potem zacząłem kryminalistyczną analizę opakowania, prócz wspomnianej już złowróżbnej czerwonej etykiety odnalazłem małą naklejkę z numerem listu przewozowego i trzy złowróżbne litery DPD. Od tej pory wiedziałem – nie będzie lekko.

Próba odszukania nadawcy po numerze listu doprowadziło mnie do jakiegoś bezimiennego składu celnego. Próba rozmowy telefonicznej nic nie dała, nadawca odsyłał na kolejny dzień, by wreszcie zasłaniając się tajemnicą powiedzieć że nie powie w czyim imieniu paczkę nadał.

Kolejna rozmowa, a właściwie kilka rozłożonych na 5 dni rozmów telefonicznych z najbardziej niekompetentną i źle zarządzana firmą kurierską jaką jest DPD nic się nie dała. Co prawda uzyskałem numer reklamacji i zapewnienie, że kurier jawi się następnego dnia celem spisania protokołu. Z tym, ze ów kurier nie zjawił się do dziś, a minęło już ponad dwa tygodnie. Monitowałem przez pięć dni, zawsze słysząc zapewnienie o jutrzejszej wizycie, w końcu dałem sobie spokój. Za to dowiedziałem się jeszcze jednego, że DPD w regulaminie ma, że nie przewożą niczego w szklanych opakowaniach. Dlaczego w takim razie do jasnej cholery podjęli się przewozu tej paczki, i dlaczego jeszcze ja po rozbiciu przepakowali?

Logika postepowania DPD, swoistej karykatury firmy logistycznej jest zaprawdę pokręcona. Ja wiem, za to jedno z całą pewnością mając wybór DPD a jakikolwiek inny przewoźnik zawsze wezmę kogoś innego. Zresztą patrząc po tym, jak inni ich oceniają, nie jest to tylko moje zdanie.

Pomimo odpuszczenia sobie reklamacji wciąż musiałem zidentyfikować wina. Po pomoc zwróciłem się do innych blogerów. Jako, że paczki chodzą stadami była szansa. I tu koleżanki i koledzy pomogli. Dowiedziałem, się, ze w paczce powinno być 5 win, a pochodzą one z Biedronki i stanowią część nowej francuskiej ofert. W te pędy pobiegłem do najbliższego owada poszukać jakiejś gazetki. Niestety na półkach tych win próżno szukać, gazetek zresztą też. O dziwo, nie dostałem też maila, z elektroniczną wersją gazetki, zwykle towarzyszącego takim paczkom.    

W końcu po dobrym tygodniu i wizycie chyba w sześciu Biedronkach udało mi się odnaleźć dwa ocalałe wina na półkach i skrzętnie zanotować ceny niezbędne do tego artykułu. Jak widzicie nakład pracy i ilość zszarganych nerwów całkiem spore. A wszystko to dla Was, byście wiedzieli czy po te wina warto sięgać czy nie.  No to spójrzcie jak owe dwie ocalałe butelki się prezentują.   

Baron Philippe de Rothschild Pinot Noir Pays D’oc 2017    

Mam swoje zdanie na temat nasadzania pinotów w gorących miejscach, a Langwedocja do najchłodniejszych nie należy. Ale postanowiłem dać mu szansę, może to jakieś bardzo wysoko położone siedlisko? Trzeba spróbować i mieć nadzieje na chociaż poprawność. I chyba właśnie to słowo „poprawność” jest kluczowa dla określenia tej etykiety. W nosie czarny owoc i wiśnia, a w tle sporo pobeczkowych ziół. W ustach lekko i prawie bez garbnika, owocu mogło by być więcej. Na plus niezła, dość rześka kwasowość. Szkoda tylko, że w końcówce atakuje silna nuta drewna odbierająca sporo z radości obcowania z tym winem.  Da się wypić bez przykrości, ale trzeba pamiętać, że to bardzo niska półka. Cena 24,99 zł. Wino oceniam na 3,o czyli dostateczne.

Clos de L’Eglise AOC Madiran 2016

Madiran to jedna z tych już nielicznych apelacji wymuszających użycie szczepu tanat. Musi go być miedzy 40 a 60 procent. Resztę zwykle stanowią oba cabernety mające złagodzić jego zadziorność i ogólnie zaokrąglić wino. I to wino powstało jak apelacja przykazuje, jest tu wiec odpowiednio 60% tannat, 20% cabernet sauvignon i 20% cabernet franc. W efekcie dostaliśmy dość dobre, zdecydowanie gastronomiczne wino. W nosie porzeczka z wędzona śliwką w czekoladzie i delikatnym powiewem zielonej papryki. W ustach zdecydowany, ściągający garbnik, aż proszący się o kawałek baraniny, a od biedy steka. Do tego równie zdecydowana kwasowość i całkiem sporo owocu. Wino jest nadspodziewanie dobre, ma w sobie i mocarność tanatu i delikatność cabernetów. Beczka mogła by być lepiej wtopiona, jest wyczuwalna, ale nie udało jej się zdominować całości.  Sięgajcie śmiało, ale koniecznie do obiadu czy kolacji, i to tylko pod dobrze dobrane dania. W kontekście wina do spotkań towarzyskich jest zbyt intensywne. Cena 19,99 zł, oceniam na 3,75- dobre minus.

Przy okazji prośba do was, dajcie mi znać czy z wami też DPD nie ładnie pogrywa. I jeszcze drobiazg ode mnie – kurier mający spisać protokół reklamacyjny nie zjawił się do dziś.

Wina, podobno było ich 5, dotarły dwa (podejrzewam, że jedno się zbiło a dwa ktoś sobie wziął podczas przepakowywania) wysłała do mnie Biedronka.   

O autorze

Blurppp

Irek "blurppp" Wis - miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl