Wino i destylaty

Degustacja win z winnicy Georgiberg

Napisał Blurppp

Targi Eno-Expo to nie tylko imprezy na targowych halach ale i wiele imprez towarzyszących. Jedna z nich była zorganizowana w przeddzień targów w restauracji Winoman kolacja połączona prezentacja win z austriackiej winnicy Georgiberg. Dzięki uprzejmości Nory Trierenberg właścicielki a zarazem winemakera winnicy miałem przyjemność wziąć w niej udział. Degustacja była ściśle połączona z serwowanym jedzeniem, czas pomiędzy krótkimi opowieściami Nory o winie umilało trio grające evergreeny muzyki filmowej. Powitano nas różowym Sekt Brut Rose 2010 będącym autorskim kupażem gron zweigelt, cabernet i merlot. Jagodowo-malinowy nos, ostre , intensywne bąbelki świadczące o tradycyjnej metodzie fermentacji w butelce i dobra kwasowość. Czego potrzeba na otwarcie. Drugi kieliszek był większym zaskoczeniem. Poproszono nas o dorzucenie do wypełnionych już kieliszków plasterka limonki. Zdominowała ona smak Rivaner Sekt 2010. Otrzymany koktajl był całkiem przyjemny ale niewiele mówił o samym charakterze wina. Na chwilę ucichłą muzyka i Nora zaprezentowała zestaw zdjęć przedstawiających malowniczo położoną winnicę. Jej dwudziestopięciowy areał można podzielić na 4 zróżnicowane siedliska. Produkcja odbywa się w sposób ekologiczny bez użycia herbicydów , pestycydów i innego świństwa, a zbiory dokonywane są ręcznie. Prócz wina w gospodarstwie powstają suszone wulkaniczne szynki. Zgodnie z zapewnieniami, świnki w gospodarstwie żyją prawie jak na wolności, mają do wyboru chlew lub zagrodę na wolnym powietrzu i są naprawdę szczęśliwe. Nawet ich szlachtowanie odbywa się na miejscu by ograniczyć stres związany z ich przewozem. Po chwili mieliśmy okazję spróbować szynek ze szczęśliwych świń. Podana z owocami smakowała wybornie. Podano do nich wino Rose 2011 pochodzące z gron zweigelt o zachęcającym truskawkowo-poziomkowym bukiecie i przyjemnym cytrusowym finiszu. Drugą butelką była Fantasia 2011 jak Nora nazwała swój rheinriesling. Morelowe w nosie, pikantne w finiszu. Przyjemne w odbiorze. Kolejnym daniem były makaron z krewetkami. Do niego kieliszek Pinot Blanc Classic 2011 o bukiecie pełnym owoców cytrusowych i takim samych ustach, wino o naprawdę długim finiszu. Drugą etykieta do makaronu była Alegria Sauvignon Blanc 2011 o bukiecie malinowy z nutami miodowymi, dobrej kwasowości i słodkawym, długim zakończeniu. Jako danie główne podano cielęce stir fry z warzywami i kaszą gryczaną. Wszyscy spodziewali się, że nadszedł czas na wina czerwone, nic z tych rzeczy. Jak na winnicę ze Styrii przystało serwowano nadal wina białe. Pierwszy kieliszek wypełnił się Secreto Pinot Gris 2011 czyli Grauburgunderem. Moim zdaniem to aromatyczne wino o zapachu miodu i jabłek nie bardzo sprawdziło się do cielęciny. Samo smakowała lepiej. Drugim z win był Weissburgunder Barrique 2010 czyli Pinot Blanc, dojrzewający przez ponad rok w dębowych beczkach o nosie pełnym nut piekarskich, z wyczuwalnym waniliowym tonem pozostałym po beczce moim zdaniem był najlepszym trunkiem pokazu. Choć tez biały pasował do cielęciny. Na deser mieliśmy gotowaną w białym winie gruszkę i lody. No i oczywiście wina deserowe. Na początek Primavera Muskateller 2011 deserowy, choć nie bardzo słodki, cytrusowy nos o miętowo-ziołowych nutach, rześkość w ustach i świeżość w wykończeniu a wszystko przy słodyczy balansowanej przyjemną ale nie dominująca kwasowością. Drugi z win było już typowym winem słodkim. Na szczęści PinotGries Auslese 2011 nie okazał się ulepkiem. Pomimo blisko 100g cukru na litr dzięki bardzo owocowemu charakterowi o nutach fig, karmelu i rodzynek i lekkiej kwasowości w tle pije się je bardzo przyjemnie.

Siłą rzeczy relacja skoncentrowana jest na prezentowanych winach, nie był by jednak pełen gdyby nie wspomnieć o anegdotach, opowieściach o pieszczochach Nory czyli jej leniwym czarnym kocie i psie który powinien być myśliwski a jest kanapowy i dziesiątkach innych. Na uwagę również zasługuje zapewniające muzyczny relaks trio umilające nam swoimi popisami jedzenie i picie. Skoncentrowanie się na wszystkim znanych filmowych szlagierach i odegranie ich z pasją przyniosło uczestnikom sporo radości. Jako, że wino rozwiązuje języki, była okazja do bardzo wielu rozmów, wspólnych fotografii i ogólnie świetnej zabawy. Nora okazała się być osoba bardzo kontaktową, uśmiechniętą i oczywiście kompetentna , opowiadająca o swojej pracy ze znawstwem i dużą świadomością celu.

Ze względu na ilość serwowanych win, opis etykiet był skrótowy. Na koniec wiec kilka uwag ogólnych o całej prezentowanej ofercie. Jak łatwo się domyślić, ponieważ wszystkie pochodzą z jednej winnicy i odpowiada za nie jeden człowiek mają sporo cech wspólnych. Pierwszą z nich to duża atrakcyjność, nawet osoby zaczynające dopiero swoja winną przygodę, czy tez pijające wino jedynie okazyjnie znajdą w nich dużo radości. Wina z Winnicy Georgiberg cechuje bowiem olbrzymia pijalność. Po każdym opróżnieniu kieliszka pragnie się by został on natychmiast napełniony ponownie. Jeden z uczestników wspomniał, że wina te pije się nawet zbyt łatwo. Ja się z tym zgadzam ale tylko częściowo. Łatwość obcowania z winem, nigdy nie jest jego wadą, choć czasami butelka mogła by budzić więcej emocji u pijącego. Jedyną wadą sporej części win było delikatne ograniczenie ich końcówki przez uwydatnienie cukru, ale jak to mówią, zależy kto co lubi. Za to z całą pewnością w sytuacji kiedy nie znamy winnych gustów kogoś z kim przyjdzie dzielić nam stolik, nap rzykłąd na spotkaniu biznesowym czy pierwszej randce, zawsze w ciemno możemy zamówić każdą z tych butelek, z pewnością nie usłyszymy słowa skargi. Ponadto jak zauważyła moja żona, wina te mają bardzo letni, tarasowy charakter, nie wymagają obecności jedzenia, można je po prostu sączyć podczas towarzyskiego spotkania czy babskich plotek. W ofercie winnicy znajdują się również wina czerwone, niestety nie miałem okazji ich spróbować,. jak tylko to nadrobię, powiadomię was natychmiast.

W chwili kiedy piszę te słowa niestety wina nie mają dystrybutora w Polsce i nie są jeszcze ustalone ceny na nasz rynek. Za parę dni będę miał okazję na jeszcze jedną okazję na rozmowę z Norą, może do tego czasu pewne sprawy zostaną wyjaśnione i poznamy dystrybutora i ceny.

W galerii poniżej kilka zdjęć z kolacji i prezentacja omówionych etykiet za wyjątkiem ostatniej z opisywanych, po opróżnieniu butelka gdzieś zniknęła.

 

O autorze

Blurppp

Irek "blurppp" Wis - miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl