Wino i destylaty

Chleb i czerwień znad Loary

Napisał Blurppp

Świat żywności, w tym świat wina zaczyna rozpadać się na dwie zupełnie rozłączne części. Z jednej strony mamy renesans lokalnych produktów, przetwarzanych w małych, często rodzinnych zakładach rzemieślniczych. Z drugiej powstają prawdziwe „fabryki” produktów spożywczych jak budowana pod Nową Solą mega piekarnia. Nie inaczej jest z winem. Jest wino od małego producenta i jest wino z fabryki.

Kilka temu dotarła do mnie informacja o budowie przez skandynawski koncern Lantmannen Unibake, właściciela marki Schulstad, kolejnej fabryki-piekarni, tym razem w Polsce, w Nowej Soli. Ten gigant ma zatrudniać przy produkcji 120 osób. Produkowane tam co dzień 200 ton pieczywa ma być dostępne na terenie połowy Europy środkowo-wschodniej, w tym w Czechach, na Węgrzech, w Polsce oraz we wschodnich landach Niemiec.  Bardzo mnie ta informacja zdziwiła. 200 ton pieczywa to 400 tysięcy bochenków chleba. To oznacza blisko milion osób które co dzień, dobrowolnie, świadomie i za własne pieniądze będą chciały swoja dietę oprzeć nie o chleb ( trochę z definicji produkt krótkotrwały) a o pełen konserwantów i innej chemii wyrób przemysłowy.

Kiedyś chleb powstawał  w piekarniach, dziś powstaje w fabrykach

Kiedyś chleb powstawał w piekarniach, dziś powstaje w fabrykach

Długo zastanawiałem się dlaczego tak jest. Wątpię by chodziło o wybór podyktowany czynnikami ekonomicznymi. Po pierwsze chleb jest tani, każdy chleb, ten z małych rzemieślniczych piekarni również. Wybierając najtańszą markę można zaoszczędzić 15-20 zł miesięcznie, a Schulstad  przynajmniej dotychczas nie był nie tylko najtańszy, on nawet nie był tani. W takim razie musi chodzić albo o wygodę. Klient dostanie standaryzowany, pozbawiony jakiś wyróżniających cech produkt, do tego pokrojony i łatwy w konsumpcji. Druga alternatywa jest brak świadomości i chyba to jest odpowiedź. Dorosło i poszło na swoje pierwsze w naszej części Europy pokolenie wychowane przez reklamy sieci handlowych. Pokolenie któremu wdrukowano jasną zasadę: kupuj w markecie to jest fajne, sieciówka gwarantuje DOBRY produkt w korzystnej cenie. Ile w tym prawdy to inna sprawa. Ważne, że klient w to uwierzył.

Nie jestem przeciwnikiem sieci handlowych, sam często robię tam zakupy. Co nie oznacza, że nie dokonuję wyborów. W markecie kupie słoik ( dobra jakość w rozsądnej cenie), ale ogórki które w nim zakiszę już nie – te będą pochodziły od „chłopa” choć by kosztowały więcej. Jak widać pokolenie  młodsze niż ja, w swojej znaczącej części, takich wyborów nie dokonuje i kupuje bezkrytycznie w marketach wszystko, z chlebem włącznie. Z resztą zasada dotyczy nie tylko żywności, również odzieży. W efekcie po ulicach chodzą otyłe klony w ciuchach i butach oznaczonych ta samą metką.

Nie inaczej jest z winem. Większość z tego co pijemy to wina z fabryk, czasami z fabryczek. Pijemy przecież wina kupowane w Biedronce, Lidlu albo innej sieciówce. Trafiają się miedzy nimi wina smaczne, co nie zmienia faktu, że jednak przemysłowe, masowe. Tak jak całkiem smaczny może być chleb Schulstad. Tyle tylko, że to smaczny jest relatywne. Zawsze wiąże się z określeniem w rodzaju: „w swojej cenie” , „jak z dyskontu”, „o rozsądnym stosunku jakość/cena”. Łatwo te nasze wybory zrozumieć, piejemy to na co nas stać. Niestety różniąca ceny pomiędzy winem masowym a tym od małego producenta nie jest tak symboliczna jak w wypadku chleba.

Domaine de Touraine La Bouvellerie  AOC Touraine 2013

La-Bouvellerie-1

Dlatego niezmiennie się cieszą kiedy mam okazje pic wino z małej rodzinnej winnicy. Właśnie takie jest  Domaine de Touraine La Bouvellerie  AOC Touraine 2013. Tworzą je wspólnie Catherine i Pascal czyli państwo Avril,  małżeństwo gospodarujące na 10 hektarach winogradu położonego na pograniczu Chionon i Turyngii. Tworzą wina typowe dla tego regionu Doliny Loary. W wypadku win czerwonych oznacza to wina odmianowe z cabernet franc. Nie inaczej jest w wypadku La Bouvellerie. Tyle tylko, że to wino z jednej parceli, której zresztą zawdzięcza swoja nazwę.

La Bouvellerie prezentuje się apetycznie, o intensywnym czerwonym kolorze z fioletowym otokiem. W nosie początkowo ziemiste, po chwili pojawia się ton malin, wiśni i lekki powiew papryki. W ustach lekkie, zdecydowanie kwasowe, o zepchniętych na drugi plan garbnikach. Wyraziście wiśniowe, z pestkowym charakterem. W posmaku lekko pikantne i bardzo długie. Lekkie, charakterne i rześkie. Nie jestem przekonany czy jest to wino na mglista prawie listopadową sobotę, ale i tak mi smakuje, choć pewnie w ciepły jesienny dzień odebrałbym je lepiej, zwłaszcza siedząc w ogródku jakiejś kawiarni i ciesząc się złota polską jesienią. Dziś jest jedynie dobre (bez żadnych określników) czyli na 4.0. Kupicie za 54 zł w Szlachetnym Gąsiorku który je do Polski importuje.

Wino otrzymałem od importera

 

O autorze

Blurppp

Irek "blurppp" Wis - miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl