Wino i destylaty

Chinon – kiedyś chinina dziś wino

Napisał Blurppp

W mijającym tygodniu na czołówkach serwisów informacyjnych wróciło, i to dwukrotnie, zapomniane już w Europie słowo „malaria”. Za pierwszym razem za sprawą obecnych na Słowacji komarów roznoszących tą chorobę, a dzień później w związku z Nagroda Nobla. Przyznaną właśnie za walkę z tą straszną chorobą. Dlaczego o tym pisze, bo jak w dyskursie pojawia się malaria, to pojawi się tez chinina. Ta zaś ma sporo z winem wspólnego, przynajmniej w nazwie.

Choć dziś malaria to słowo które Europejczykowi kojarzy się z powieściami podróżniczymi albo z listą szczepień obowiązkowych przed egzotycznymi wakacjami to jeszcze w XVII wieku była tu zmorą. Również na ziemiach polskich, szczególnie na wschodnich i południowo wschodnich rubieżach czyli na Dzikich Polach. Prawdziwą plagą była jednak w cieplejszych częściach naszego kontynentu, głownie na południu Francji i na półwyspie Iberyjskim. Do połowy XVII wieku lekarstwo na nią nie było znane. Dopiero w okolicach 1620 roku Jezuici nauczyli się od peruwiańskich Indian maceracji kory lokalnego drzewa. W wyniku czego powstawał gorzki proszek leczący malarie. Do Europy trafił w 1632 roku, do Polski kilka lat później i znany był pod nazwą „proszku Jezuitów”. W Europie zachodniej zaś nazywano go chininą. Swoja nazwę zawdzięczał miastu Chinon w dolinie Loary. Dlaczego jemu, wersje są dwie.

Chininowiec

Chininowiec

Pierwsza romantyczna, oparta jest na datowanym na powstały przed 1478 rokiem manuskrypt sporządzony w zakonie Dominikanów w hiszpańskiej Segovii (tym samym, którego przeorem był Tomas de Torquemada). Stwierdza on, że we francuskim mieście Chinon rośnie drzewo którego kora po namoczeniu, wysuszeniu i zmieleniu leczy febrę. Niestety manuskrypt milczy jak to drzewo miało do Chinon trafić i jakim cudem tam wyrosnąć. Za to nadaje lekarstwu nazwę, określa je mianem „proszku z Chinon”.

Druga rozważna, chyba lepiej udokumentowana historycznie, za to z silnym elementem wazeliniarstwa. Mianowicie klasyfikujący w połowie XVIII wieku florę południowej dorzecza Amazonki biolog Charles Marie de La Condamine chcąc się podlizać ówczesnemu vicekrólowie Peru Luisowi Jeronimo Fernandez de Cabrera y Bobadilla  i nazwał lecznicze drzewo na część jego żony Any de Chinon – Cinchona calisaya.

Segovia, po lewej poza murami miasta Klasztor Santa Cruz la Real

Segovia, po lewej poza murami miasta Klasztor Santa Cruz la Real

W obu wersjach chinina kojarzy się z Chinon. Na szczęści póki co my, Europejczycy możemy Chinon kojarzyć z czymś znacznie fajniejszym niż gorzkie lekarstwo na malarie. Nie tylko możemy ale wręcz powinniśmy kojarzyć z winami, a dokładniej z czerwonymi winami ze szczepu cabernet franc. Dziś Chinon to przede wszystkim centralny punkt apelacji AOC Chinon stanowiącej część regionu winiarskiego Dolina Loary. Prawdopodobnie najbardziej w Polsce niedocenianego regionu winiarskiego Francji. Zwraca na to uwagę choćby Sławomir Chrzonowicz w „Leksykonie Win”. Pisze tak:

„Drugim królestwem cabernet franc jest Dolina Loary. W apelacjach Anjou, Bourgueil, Chinon i Saumur-Champigny wytwarza się jedne z najlepszych i najelegantszych czerwonych win Francji. Niestety, nie są one w Polsce zbyt popularne”

Trzeba coś z tym zrobić, tym bardziej, że Dolina Loary to ciągle miejsce do którego pasuje określenie „doskonały stosunek jakości do ceny”. Mało tego są to wina o szerokim zastosowaniu gastronomicznym. Ed McCarthy w książce „Style i smaki wina” określił te wina tak:

„Czerwone wina z doliny Loary we Francji są kwintesencją przyprawowych win czerwonych. Wina te powstają z gron szczepu cabernet franc i noszą zazwyczaj regionalne nazwy(…). Mają wytrawną teksturę i aromaty czerwonych owoców i roślin, a niekiedy prowokujący ton kawowych fusów. W idealny sposób łączą się z wieloma potrawami.”

Domaine de Touraine Champ du Pin AOC Chinon 2011

Domaine-de-Touraine-Champ-du-Pin-AOC-Chinon-2011-0

Sam po wina z Doliny Loary sięgam dość często. Przez lato wypiłem sporo loarskiej bieli. Jesień nastraja mnie na wina czerwone i dziś właśnie takie – Domaine de Touraine Champ du Pin AOC Chinon 2011. Stuprocentowy cabernet franc zbierany ze starych, sadzonych w 1943 i 44 roku krzewów. Wino dojrzewało w beczkach z dębu francuskiego.  Tyle metryczki a jaki prezentuje. W barwie żywo czerwone. W nosie czerwony owoc pod pokrywą charakterystycznego aromatu wędzonej papryki. W ustach Żwawa kwasowość, wyrazisty garbnik i sporo owoców leśnych w tym jeżyn. Po chwili pojawiają się tony tostowe, co daje skojarzenie z naleśnikami z owocami leśnymi. Fajne, ułożone i uporządkowane wino które będzie świetnie pasować do wielu dań polskiej kuchni. Z jednej strony lekkie, z drugiej pełne smaku. Oceniam na bardzo dobre czyli 5.0. Cena 59 zł, kupicie w Szlachetnym Gąsiorku.

Pijmy Loarę, pijmy Chinon, kojarzmy je z winem, nie z chininą.

Wino przekazano do recenzji przez importera.

 

O autorze

Blurppp

Irek "blurppp" Wis - miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl