Wino i destylaty

Chcesz taniego wina nie kupuj drogiej wody

Napisał Blurppp

Pod wpływem niedawnego artykułu pana Wojchiecha Bońkowskiego w serwisie blogów www.natemat.pl zatytułowanego „Ile za wino w restauracji” zastanawiałem się ostatnio dlaczego kieliszek wina do obiadu jest w Polsce tak dużym wydatkiem i czy potrzeba cudu na miarę tego z Kanny Galilejskiej by napojem do obiadu stało się właśnie wino. Realia są takie: litr wina w zbiorczym opakowaniu gastronomicznym (powiedzmy 8 litrowym) kosztuje około 10 zł. Mówię tu oczywiście przy zaopatrzeniu hurtowym, o winie klasy wina stołowego lub regionalnego czyli o winie raczej przeciętnym ale przyzwoitym. To samo wino sprzedawane z karty na kieliszki, jako wino domu kosztuje około 7 zł. Dlaczego tak jest? Zapytałem o to kilku zaprzyjaźnionych Restauratorów. Jednogłośnie twierdzą, że nie mogą sprzedawać wina w cenie niższej bo zabili by sprzedaż wody i napoi, a na nich właśnie a nie na jedzeniu zarabia knajpa. Napoje zarówno te ciepłe jak i zimne są naprawdę wysokomarżowe, dla przykładu kawa której zaparzenie to 1 zł kosztuje 6 zł. Podobnie jest z napojami zimnymi, znacie nieszczęsne 200 mililitrowe butelki gastronomiczne? Napój gazowany, soczek czy woda w takim opakowaniu w hurcie kosztuje poniżej złotego, na naszym rachunku jej wartość to już ponad 5 zł. Do tego w przeciwieństwie do wina często zamawia się więcej niż jedną szklaneczkę, bo komu w upalny dzień wystarczy 0,2 litra napoju do obiadu. Równie wysoką marżę oferuję piwo ze względu na przeliczenia wagi na pojemność. Do tego piwo ma jeszcze dwa atuty, jednym z nich jest piana, a jak wiadomo piana przyjaciel barmana, drugim znany smak. Nikt na jakość piwa nie narzeka, podobnie jak na jakość słodkich napoi gazowanych czy wody. Co do wina to wybredny klient może nosem kręcić.

Jak wynika z rozmowy Restauratorami wykorzystają oni również prestiż jaki cieszy się ciągle w Polsce wino i na tym koniku jadąc drenują nasze kieszenie. O dziwo poza wyjątkami nie są oni zainteresowani zdjęciem wina z piedestału. Głośnio powtarzają, Polska nie Włochy czy Hiszpania, tu wino napojem codziennym nie jest i być nie musi. Przy takim podejściu jedynie klienci mogą wymóc zmianę. Wystarczy by do posiłku nie zamawiać win butelkowanych, drogich i całkowicie zrezygnować z picia napoi chłodzących do obiadu. Bolesne, wiem ale innego wyjścia nie ma. Po prostu następnym razem jedząc w restauracji zapytaj o wino domowe, jeżeli usłyszysz ze kieliszek kosztuje powyżej 5 zł odmów i poinformuj kelnera, że w takim razie zjesz bez napoi. 101 takich skarg może przekona właścicieli restauracji do zmian.

 

 

 

O autorze

Blurppp

Irek "blurppp" Wis - miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl