Wino i destylaty

Buntownik z Sencelles

Napisał Blurppp

Buntownik-z-Sencelles-1

Pierwsze co rzucił mi się w oczy to etykiety. Stałem przed półka jednej z koszmarnie drogich enotek rozlokowanych wokół zatoki Porto Cristo. Były zupełnie inne niż reszta, żadnej pstrokacizny, żadnych słoneczek czy dziewczynek ze skakankami. Prosta, czarnobiała etykieta, nieudziwniane liternictwo i nazwa szczepu. Kolejnym co mnie zadziwiło to właśnie te szczepy, co do jednego francuskie. Zamiast wszechobecnego manto negro na etykietach wydrukowano syrah, merlot i cabernet sauvignon. No i cena, wina zakwalifikowane jako wina regionalne są sporo droższe od win z pełnym oznaczeniem apelacyjnym, do tego sprzedawca bardzo je poleca. Coś musi być w tle, korci mnie poznanie odpowiedzi co. Szybko odpisałem adres e-mail. Wymiana maili i jesteśmy umówieni na następny poranek. Mam pogadać z Jaime J. Llabres, synem właściciela Bodegi Son Prim.

Z nazwami jest tak, że najczęściej są mylące, nie inaczej jest z najsłynniejsza apelacją Majorki. Nazywa się DO Binissalem, a nazwa pochodzi od miasteczka Binissalem. W mieście krzewy nie rosną, nawet jak miasto tak naprawdę jest większą wioską, której decyzją administracyjną przyznano status centrum gminy. Krzewy rosną tam gdzie są najlepsze siedliska, a te otaczają oddalona o niecałe 6 kilometrów i zamieszkałą przez niespełna dwa tysiące mieszkańców wieś Sencelles.

Buntownik-z-Sencelles-2

Wieś jest na tyle mała, że zamiast adresu dostaję opis dojazdu. Ze wsi mam wyjechać drogą na Ince czyli drogę PM 311, po przejechaniu 1200 metrów skręcić w asfaltówkę w prawo a potem w pierwszą drogę żwirowa. Na miejscu zamiast znanego z etykiet budynku zastaję plac budowy. Tylko mocno przykurzony szyld utwierdza mnie w przekonaniu, że trafiłem w odpowiednie miejsce. Po chwili z jednego z kontenerów wychodzi Jaime. Na oko ma 25 lat, pewnie ponad 190 wzrostu, rozczochrane włosy, rzadka brodę i żar w oczach. Moja żona kwituje go jednym słowem, przystojniak.

Przeprasza mnie za spartańskie warunki, a zaraz potem się przedstawia. Jest synem Jaume Llabres człowieka który postanowił się zbuntować i zrealizować swoje marzenia. Nim opowie mi całą historię zabiera na plac budowy. Zaczęli  wiosną, musza skończyć przed zbiorami. Po latach pracy w baraku, tak fajnie pokazanego na etykietach, budują hale z prawdziwego zdarzenia. Inoksowe zbiorniki w możliwością kontroli temperatury już stoją. Tak naprawdę trwa wykończeniówka. Tak ktoś klei suche tynki, gdzieś polerują wylewkę. Gdzieś na górze, na rusztowaniu zażywny pięćdziesięcioparolatek montuje oświetlenie. Na mój widok zaczyna intensywnie machać, ale z rusztowania nie schodzi. To Jaume, człowiek który stworzył to miejsce. Opowieść o jego życiu poznam później, przy stole. Poznam z opowieści syna, Jaume nie mówi po angielsku. Zresztą w ogóle mało mówi. Od mówienia jest Jaime.

Buntownik-z-Sencelles-4

Jeszcze krótki spacer po otaczających budynki działkach, jest połowa lipca owoce zaczynają się czerwienić. Czerwona glinka na której rosną krzewy jest powoli zraszana. Trejaż zintegrowano z systemem nawadniania. W międzyczasie dowiaduję się dlaczego wina z Majorki są znacznie droższe od tych z kontynentu, chodzi o wewnętrzny import. Każdy zaworek, uchwyt, każdy metr drutu czy węża był na wyspę przywieziony. Tu nikt tego nie produkuje, a transport bardzo zwiększa koszty. Jeszcze krótki test jagody, jest soczysta, jędrna i zdrowa. Wypowiedziane niczym zaklęcie autorytatywne stwierdzenie, to będzie dobry rocznik i zostaje zaproszony pod drzewko świętojańskie.

Siadamy na ogrodowych krzesełkach, nad nami dające cień drzewko świętojańskie. a przed nami fikuśny stół,  idealnie łączący szkło metalem.  Llabres Junior przynosi butelki, już po drodze otwiera butelkę Son Prim Blanc de Merlot 2013 (14,50 euro). Jedynego białego wina w ofercie. Powstałego w stu procentach z soku z gron merlot. Białe wino z ciemnego szczepu. Wino jest dobrze schłodzone, co kiedy temperatura, choć dopiero dziesiąta rano, przekroczyła 30 stopni jest nie bez znaczenia. Wino jest chrupkie, intensywne, silnie kwasowe. O ładnym południowym owocu, ale też o tonach dojrzałych śliwek. Jaime nie wypluwa, ja też nie. Pierwszy kieliszek wypijamy błyskawicznie, właściwie w ciszy. Jamie nalewa kolejny i zaczyna mówić. Właśnie skończył studia, jest magistrem marketingu, a teraz wrócił by pomóc ojcu zrealizować marzenie.

Buntownik-z-Sencelles-3

Niespodziewanie wstaje, przy swoich ponad 190 wzrostu patrzy na mnie z góry. W jego oczach pojawia się ogień. Gwałtownie wyciąga rękę w stroną kościelnej wieży w oddalonym o kilka tysięcy metrów Sencelles i zaczyna mówić. „Mój ojciec jest stąd, jego ojciec i jego dziadek też byli. Ja jestem czwartym pokoleniem. Wino w rodzinie robiliśmy od zawsze. W ogrodzie było kilka krzaków. Robiono dla siebie i dla przyjaciół. Wino to było pożywienie, nic więcej. Tak jak ser, chleb i sobrasada. Jak szedłeś do pracy w polu, i do zawiniątka z posiłkiem mam włożyła butelkę wina, to znaczyło, że przestałeś być chłopcem a zacząłeś być mężczyzna. Dla tego wszyscy chłopcy chcieli mieć z winem kontakt. Być przy tym jak wino powstaje. To nie były dobre wina, nikt się nie przejmował smakiem, nie było konkursów, czelendżów, marketingu. Wino to był posiłek. I najważniejsze wino nie musiało być smaczne.”

Buntownik-z-Sencelles-5

Przerywa na chwile i otwiera kolejna butelkę, teraz jestem już przygotowany, robię zdjęcie. Na stole staje kolejny merlot, ale teraz jako Son Prim Merlot 2011, jak Bozia przykazała czerwony. Wino trafia do kieliszków roztaczając aromaty czarnych owoców ale też sporo tam beczki, obecnej pod postacią wanilii, czarnego pieprzu, czekolady, kakao. Usta bardzo owocowe ale z wyraźnym beczkowym dodatkiem. Intryguje mnie posmak tego wina, jest tam sporo zimnego mentolu. Kiedy ja powoli sączę, Junior kontynuuje opowieść. „Gdzieś w tym czasie ojciec pierwszy raz spróbował win z Francji, spróbowała i się zakochał. Chciał robić takie wina. Na środku wyspy, w centrum jej najlepszej apelacji chciał robić wina które będą zupełnie inne w stylu. Do realizacji marzenia zabrał się w 1993 roku. Na należących do rodziny siedliskach zasadził przywiezione z Francji sadzonki merlot, cabernet i syrah. Łącznie 6 hektarów. Do tego dwa hektary starych krzewów manto negro. Pierwszy zbiór ma miejsce 5 lat później. Grona trafiają do innych producentów. Dopiero w 2004 roku ojciec jest w stanie sfinansować własne zaplecze produkcyjne.”

Buntownik-z-Sencelles-7

Zawiesza głos i otwiera dwie kolejne butelki, najpierw Son Prim Syrah 2011, wino o silnych śliwkowych nutach, początkowo są to śliwki świeże przechodzące w tony śliwkowego powidła, do tego mocarne taniny i silna kwasowość. Dość cierpkie, ale w jakiś perwersyjny sposób przyjemne. Nim zacznie mówić otwiera kolejne dwie butelki, niech chwycą trochę powietrza. „Wraz z rozpoczęciem produkcji rozpoczął się nasz konflikt z lokalnym, stowarzyszeniem, nie chcą nam przyznać znaków apelacyjnych. Nasze wina niezmiennie są winami regionalnymi w ramach Vino de la Tierra Mallorca. Mówią, że nasze wina nie spełniają jakości,a one są po prostu inne i do tego klienci je lubią. Lokalny rynek jest i tak nasycony, trzeba robić wino dla klienta z zagranicy, dla turysty. Władze apelacji nie chcą tego zaakceptować, mówią, że jesteśmy wygodni, bo merlot czy syrah zbiera się raz, a manto negro cztery razy (dojrzewa bardzo nierównomiernie, czasem na jednym krzaku część gron jest już przejrzała, a część ciągle zielona).  Ojciec się jednak uparł, robi wina jak we Francji a nie takie jak producenci za miedzą. Nie podoba się to miejscowym, tym bardziej że sprzedajemy coraz więcej.  Nie lubią mojego taty, czasami mówią o nim Buntownik z Sencelles.”

Buntownik-z-Sencelles-8

Pora na kolejną butelkę Son Prim Cabernet Sauvignon 2011. Pachnące cedrem i czarnymi porzeczkami, bogate, gęste wino które w jakiejś części przypomina Francje ale ma w sobie śródziemnomorski pazur, wewnętrzny ogień. Nie ma w nim elegancji win znad Żyrondy, ale nie ma też chaosu. Jest jak dama, która zrzuciła krępująca garsonkę, ubrała wyzywające mini i poszła zaszaleć.  Ja pije a Jaime dalej mówi. „Ta winnica to marzenie ojca, kiedy wyrywał drzewka oliwne by w ich miejsce sadzić merlota i syrah wszyscy pukali się w głowę. Własnymi rękami wydrążył otwory pod każdą sadzonkę i pod każdy palik w trejażu. Teraz dogląda każdy etap prac a co może robi sam. A najważniejsze, że własnymi rękami robi prawie wszystkie wina, a ja je będę sprzedawał, na razie więcej sprzedajemy do sklepów w hotelach i do barów niż eksportujemy, ale to się zmieni. Sporo kupują też odwiedzający nas turyści, to ważny kanał dystrybucji. W nowym budynku będzie specjalna sala degustacyjna i mini sklep. Na razie gości przyjmujemy tu,  pod drzewem świętojańskim, przy tym stole. Tak stół też zrobił mój tata.

Buntownik-z-Sencelles-6

Wreszcie nadszedł czas na ostatnia butelkę, flagowy Son Prim Cup 2011 (15,80 euro). Jedyne cuvee w ofercie. O jego powstawaniu warto powiedzieć dwa słowa. Jako jedyne nie jest autorskim winem pana Jaume. On przygotowuje wina bazowe, potem wysyła próbki do zaprzyjaźnionych enologów, oczywiście do Francji. Każdy podsyła dwie lub trzy propozycje. Senior dokonuje ostatecznej decyzji co do proporcji blendu. W roczniku 2013 zdecydował się na właściwie równe części cabernet sauvignon, merlot, i syrah. Wyszło wino łączące dwa style, z jednej strony jest w nim bordoska elegancja, z drugiej langwedocka owocowość. Wino jest rozbuchane, olśniewająco pachnące intensywne i skoncentrowane a przy tym jedwabiste. Kiedy wypijam kieliszek zastanawiam się, czy tak będą smakowały bordoskie wina, kiedy temperatura wzrośnie o koleje 2 stopnie.

Jeszcze szybkie zakupy, decyduję się na białego merlota i właśnie Cup. Wina nie są tanie wszystkie czerwone kosztu 15,80 euro (cena detaliczna w winnicy). Myślę, że gdybym miał je oceniać w skali parkerowskiej to każde z nich za sługuje na minimum 92 a może nawet 95 punktów. W mojej skali szkolnej otrzymały by bardzo dobry czyli 5,0 a Cup i biały merlot 5,5 czyli bardzo dobry z plusem.

Z obowiązku dodam, że w ofercie jest też różowe wino z autochtonicznego szczepu manto negro. Nie miałem okazji spróbować.

Trzymam kciuki za Buntownik z Sencelles, robi wina inne niż wszyscy, jest w tym konsekwentny a co najważniejsze wina są naprawdę dobre.  Przy okazji, działalność Juniora zaczyna przynosić efekty, wina Son Prim są już dostępne w Japonii, USA, Wielkiej Brytanie i Niemczech. Może jakiś polski dystrybutor popatrzy łaskawie w tamta stronę.

I jeszcze jedno, Son Prim w języku Balearów oznacza , mała działka.

Na Majorkę i do winnicy Son Prim podróżowałem na koszt własny.    

Moja lokalizacja
Znajdź drogę
  

 

O autorze

Blurppp

Irek "blurppp" Wis - miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl