Podróże

Bran i zamek Drakuli (rzekomo)

Zamek Bran
Zamek Bran
Napisał Blurppp
Zamek Bran

Zamek Bran po zmoroku

Optymalna trasa z wybrzeża Morza Czarnego do Polski wiedzie przez Transylwanie. Czasu by ją zwiedzić nie było, ale coś tam chcieliśmy zobaczyć, na nocleg wybraliśmy Bran, większą wieś 40 kilometrów od Braszowa. Miejsce pewnie było by kolejną zapomnianą przez Boga i ludzi górską wioską gdyby nie zamek, a właściwie jego legenda. Ta wzniesiona pod koniec czternastego wieku twierdza miał strzec przełączy a więc i szlaku handlowego z Wołoszczyzny do Siedmiogrodu. Jak się ze swoich zadań wywiązywała nie wiadomo, źródła historyczne milczą. Wiadomo jedynie że od 1498 roku znajdował się pod zarządem miasta Braszów. Kolejna informacja to już rok 1921 kiedy stał się letnią rezydencją królowej Marii. Zamek, choć malowniczym z całą pewnością nie był by aż taka atrakcją, gdyby nie Irlandczyk, Bram Stoker, pisarz i twórca postaci hrabiego-wampira Drakuli. Z jakiegoś powodu za siedzibę tej literackiej postaci, wzorowanej na hospodarze wołowskim Vladzie Țepesu, zwykło się uważać właśnie zamek w Branie a nie prawdziwą jego siedzibę czyli zamek Poenari. W Branie Vlad Palownik podobno kiedyś był, przejazdem, niektórzy twierdzą że spał tu jedną noc, dowodów ba to brak. Prostowaniem opinii obiegowych nie jest nikt zainteresowany, a już z cała pewnością nie mieszkańcy Braun którzy z wioski zrobili nieporównywalną z niczym pułapkę na turystów. Ta licząca pięć tysięcy mieszkańców wieś oferuje 15 tysięcy miejsc noclegowych w cenach które mogą wystraszyć nawet skandynawskiego turystę. Kilka usytułowanych przy wejściu do zamku restauracji w karcie ma tylko dania o wampiryczno-diaboliczno-krwawych nazwach i cenach czterokrotnie wyższych od tych w sąsiednich miejscowościach. Do tego miejscowość zaśmiecają ciągnące się setkami metrów ulice-bazary z najróżniejszego typu gadżetami, naczyniami, ceramiką i wszystkim tym co mój dziadek zwykł określać mianem „barachło”. Można tez kupić wino Drakula – Cabernet, z rzekomej zamkowej winnicy w cenie 25 euro za butelkę, czyli tyle co 6 butelek lokalnego wina bez słowa Bran w nazwie.

Wszystko to jest kompletnie odklejone od życia mieszkańców nie związanych z turystyką. Krótki spacer od centrum, które jest de facto parkiem tematycznym ku czci Draculi i trafiamy w inny świat. W uliczki gdzie biedne domy obrośnięte są winną latoroślą lub powojnikiem, z kurami pasącymi się na podwórku. Tu jest prawdziwe życie, tu ciągle kosi się za pomocą zwykłej kosy trawę dla krów, tu wyprowadza się owcy na podgórskie łąki, tu w domach piecze się prawdziwy chleb i robi owczy ser. Tam w okolicach zamku, bazując na fałszu i legendzie zbudowano fałszywy świat. Prawdziwą postać wieś przyjmuje po 18.00, kiedy to zamek jest zamykany dla zwiedzających, znikają autokary z zagranicznymi turystami, restauracje zamykają swoje podwoje a Bran staje się tym, czym tak naprawdę jest, mała wioską pośród Karpat.

Czy warto tam jechać, tak ale na kilka godzin z Braszowa, natomiast nie warto tam spać, wieczór spędzimy w pokoju snując opowieści o duchach. Jeżeli byliście wystarczająco przewidujący by przed zmrokiem kupić butelkę albo i dwie miejscowego wina, to opowieści można zakropić czerwonym, w tym miejscu wypada powiedzieć, czerwonym jak krew winem. Po zachodzie słońca miejscowość nie ma nic do zaoferowania. Lokale, nawet te hotelowe są zamknięte a główne ulice straszą, ale nie wampirami a zamkniętymi budami z tandetą. Sam zamek choć uroczy gdyby nie legenda z cała pewnością nie był by tak popularny. Zwiedzanie jest raczej utrudnione przez wszędobylski tłum którego z własnej winy stałem się częścią. Bran mnie rozczarował, i nawet pokój z balkonem, oferującym widok na zamek nie poprawił mi humoru, za to pozwolił zrobić nocne zdjęcia.

Bran to nic innego jak pułapka na turystów i ich portfele.

W galerii 20 zdjęć z Branu, nie tylko zdjęcia zamku

O autorze

Blurppp

Irek "blurppp" Wis - miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl