Wino i destylaty

Blurppp’a wino na sylwestra

Napisał Blurppp
Wino na sylwestra

Sposób na sylwestra jak każdy inny

Nie wiem czy to złe wychowanie czy jakaś wada genetyczna ale nie lubię sylwestra. Irytuje mnie ten wszechogarniający, kategoryczny nakaz zabawy. Tym bardziej, że ta zabawa jest najczęściej zbyt głośna, przaśna, ludyczna a najczęściej przyjmuje formę niekontrolowanej, masowej, ogólnej popijawy. Popijawy której kojarzy mi się z polskim, wielkomiejskim prostactwem. Irytują mnie otwarte balkony na których w rytmach Disco Polo albo ogólnoświatowego hymnu gejów – „We are the champions” – pijani blokersi w wyjściowych szeleszczących dresach odpalają race. Denerwują mnie gigantyczne spędy w centrach dużych miast, gdzie starzejący się artyści dorabiają sobie na urządzanych za miejskie pieniądze chałturach, zaś pijana publiczność rzuca do siebie pustymi butelkami po gazowanej cytrynadzie wzmocnionej spirytusem, a nazywanej ruskim szampanem. Denerwują mnie wyzywająco ubrane i jeszcze bardziej wyzywająco wymalowane gimnazjalistki, które po trzecim łyku wymienionego powyżej specyfiku rzygają pod siebie.

Powiecie, że przesadzam, że wymieniam patologie. Bzdura, mówię o tym co masowe, co robi większość. Na balach bawi się statystycznie pomijalna ilość rodaków. Reszta bawić się nie potrafi. Kto nadal uważa, że przesadzam, niech w noworoczny poranek wybierze się na spacer w swojej okolicy i policzy pawie na chodnikach. Z doświadczenia wiem, że krakowski Rynek po sylwestrze to jedna wielka plama rzygowin. Nie lubię tego, i nie jest dla mnie usprawiedliwieniem, że przecież był sylwester.

Jak by tego było mało, jakoś nie poprawia mi humoru i nie zachęca do zabawy przykra i jedyna dopuszczalna w ten dzień konstatacja, Panie i Panowie jesteśmy o rok starsi, o krok bliżej do finiszu, mety, końca. W żaden inny dzień nie mam tak silnej świadomości uciekającego czasu. Zostaje mi go coraz mniej, a ciągle tyle książek do przeczytania, tyle miejsc do odwiedzenia, tyle win do wypicia. Dlaczego mam się cieszyć z tego, że zostało mi coraz mniej czasu? Tylko dlatego, że inni się cieszą, że jest przymus, że wypada? Zresztą większość podświadomie zdaje sobie z tego sprawę z ukrytego smutku tego dnia, dlatego zalewa ten smutek alkoholem, nie pozwalając mu wypłynąć na wierzch.

Wreszcie ostatnie czego w sylwestrze nie nawiedzę to sztuczne ognie, petardy i całe to gówno. Nie cierpię tego bo mam psa, i widzę jaki stres to bzdurne strzelanie w nim wywołuje. Jak trzęsie się, chowa w każda dziurę, z otworem pralki włącznie. Czy wy nie macie sumienia, czy nikt was nie powiadomił jakie odczucia swoimi idiotycznymi petardami wywołujecie w zwierzętach.

Ponarzekałem, pora powiedzieć jak ja spędzę sylwestra. Około 19.00 siądę z żoną do stołu, zjemy coś dobrego, popijemy winem. Jakim winem, dobrym, pewnie czerwonym, pasującym do jedzenia i skłaniającym do rozmowy a nie medytacji i rozważań, te w ten dzień są dla mnie zbyt smutne.  Około 23.00 wzniesiemy toast za…dźwiękoszczelne okna i pójdziemy spać. Wstanę o godzinie 5.45 i pójdę z psem na spacer, będzie cisza i spokój. Pewnie przez cały ten czas będę ze zwierzęca złośliwością zastanawiał się czy nie nakłaniać psa do głośnego szczekania względnie czy o 6.00 nie puścić klasycznego rocka  więcej niż głośno i mieć w czterech literach ich poranny kac z bólem głowy. Przecież oni nie przejmowali się moim snem i panicznym lękiem mojego psa. Od lat tego nie robię, wpojona elementarna kultura mi nie pozwala. Szkoda, że w sylwestra większość porządnych na oko ludzi, o tej elementarnej kulturze zapomina. Za to też sylwestra nie lubię.

Mimo wszystko dobrego nadchodzącego roku Wam życzę.   

O autorze

Blurppp

Irek "blurppp" Wis - miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl