Wino i destylaty

Benanti Nerello Mascalese 2009

Napisał Blurppp

Na początku była melodia gwizdana przez ojca, potem niezrozumiałe dla chłopca a wypowiadane przez dorosłych zdanie o „propozycji nie do odrzucenia”. Książkę przeczytałem w czasach licealnych, w drugiej albo trzeciej klasie. Chwilę później, na zdartej przegrywanej tysiąckroć kasecie CHS oglądnąłem dwie pierwsze części „Ojca Chrzestnego”. Tak zrodziła się trwająca do dziś fascynacja. Od wczoraj wiem, tego lata zobaczę Corleone, postanowiłem to uczcić butelką Benanti Nerello Mascalese 2009, wina godnego podniebienia Capo di Tutti Capi.

Moja fascynacja mafia, czy raczej moim młodzieńczym i bardzo naiwnym wyobrażeniem o mafii trwa już trzydzieści lat. Czytam wszystko co się w tych tematach obraca, oglądam wszystkie około mafijne filmy. Tylko jakoś „The Sopranos” mnie nie bawiło, Ojciec Chrzestny w dresie zdecydowanie mi nie pasował. Fascynacja była na tyle silna, że w czasach studenckich wspólnie ze Stiopanem, przyjaciel z którym 20 lat temu urwał mi się kontakt (jak to czytasz Stary to się odezwij), mieliśmy zwyczaj wyświadczania przysług. A to komuś referat napisaliśmy, a to pomogli na egzaminie. W zamian nie oczekiwaliśmy niczego, poza zgoda by upomnieć się o rewanż, kiedy zajdzie taka potrzeba. Zaszła raz, potrzebny był szybki transport dla perkusisty i jego instrumentu. Właścicielka auta, dziewczyna której wielokrotnie uratowaliśmy cztery litery odmówiła. Odmowę przyjęliśmy z godnością, ale nie zapomnieliśmy. Przez kolejne miesiące w każdy deszczowy dzień miała cztery kapcie zamiast opon. Po roku przestała przyjeżdżać na uczelnie samochodem. Zaciągniecie przysługi nigdy nie jest darmowe. No i ona już nigdy nie mogła liczyć na pomoc, nawet gdy oferowała pieniądze, albo zawsze pożądany przez studentów alkohol. Zgodnie z zasadą:

Now you come and say „Don Corleone, give me justice.” But you don’t ask with respect. You don’t offer friendship. You don’t even think to call me „Godfather.” You come into my house on the day my daughter is to be married and you ask me to do murder – for money.   

Bo czym byłby świat bez zasad, nawet gdy te zasady to relikt dawnych czasów a może nawet wymysł hollywoodzkich scenarzystów. Od tamtych wydarzeń minęły dwie i pół dekady, a ja dopiero teraz wybieram się na Sycylię. Jakoś się wcześniej nie składało. Z tej okazji wyciągnąłem z półki bestseler Mario Puzo, który przeczytam sam nie wiem który raz a z piwnicy podesłana jakiś czas temu przez Piotra z Kropli Wina i odłożoną na stosowną okazję butelkę Benanti Nerello Mascalese 2009.

Benanti-Nerello-Mascalese-2

Sycylia w powszechnym odbiorze to dostawca taniej konfekcji na najniższe marketowe półki. Jak ktoś ma produkcje na poziomie 6 milionów hektolitrów rocznie to nie ma szans by wszystko było super. Ale w tym morzu win przeciętnych trafiają się perełki, wystarczy wspomnieć szaleńców produkujących w kwerwi czyli COS czy właśnie mistrzów wulkanicznych win z Cantina Benanti, producenta mojej butelki na specjalne okazje.

Benanti Nerello Mascalese 2009

Benanti Nerello Mascalese

Ta rodzinna, działająca od 1800 roku winnica od 1988 roku prowadzona przez Giuseppe Benanti którego wspierają synowie Antoni i Salvino (tak ,on ma vino w imieniu, zazdroszczę). Panowie dysponują najważniejszymi atutami wymaganymi do produkcji win wielkich. Po pierwsze maja pasję, po drugie wiedzę i doświadczenie, po trzecie niezwykłe siedlisko obsadzone endemicznymi odmianami. Jedną z nich i to pod postacią sześćdziesięcioletnich krzewów jest nerello mascalese. Ten szczep, będący wg najlepszego ampelologa wśród polskich blogerów Sławka Sochaja (Enoeno) dalekim krewnym sangiovesse ale najlepiej nie czuje się w Toskanii ale właśnie na zboczach Etny.

Benanti-Nerello-Mascalese-3

Ekspresja z którą miałem okazje się zaprzyjaźnić czyli Benanti  Nerello Mascalese 2009 z pewnością mogła by stanąć na kraciastym obrusie przykrywającym stół przy którym zwykł jadać Michael Corleone podczas swojego zesłania na Sycylię, pewnie z przyjemnością pił by je też wprost z butelki.  Wino świetnie się prezentuje. W barwie nie zbyt ciemne, z pięknym rubinowym połyskiem. W nosie złożone, od tonów świeżo wytrybowanej wołowej polędwicy, przez lekki ton mentolowwo-miętowy przez tony tytoniu i słodkawej wanilii. Jest oczywiście i owoc, tu manifestowany przez dojrzałe, a momentami wręcz prażone czerwone owoce, do tego przyjemny zapach jagód. W ustach wyraziste, głównie za sprawa wyrazistych ale gładkich garbników. Kwasowości ma w sam raz, natomiast alkohol jest chyba zbyt wiele i jest zbyt natarczywy. Wino ma chciało by się powiedzieć jedynie 14% ale mimo tego daje o sobie zbyt silnie znać. Co w połączeniu z ostrymi taninami daje momentami uczucie zbyt dużego „ciepła”. Świetnie się je pije, zwłaszcza gdy dało mu się wcześniej godzinkę albo i trzy pooddychać. Mnie to wino jeżeli nie zachwyciło, to z pewnością oczarowało. Chyba że zamiast samego wina zadziałały skojarzenia, co też jest możliwe, choć mało prawdopodobne. Moja ocena bardzo dobre czyli 5,5. Cena 110 zł

Kupicie w sklepie Krople Wina, który je importuje i który mi sprezentował jedną butelkę. Dzięki Piotrek.        

O autorze

Blurppp

Irek "blurppp" Wis - miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl