Wino i destylaty

Bardzo pijalna pamiątka z Lwowa

Napisał Blurppp

Zmierzchało a ja miałem w nogach 16 km. Wyszedłem z hotelu po śniadaniu i nie licząc przerw na kawę wino i posiłki zdzierałem lwowski bruk. Wiedziałem – siądę to już nie wstanę. Nie mogłem jednak na to sobie pozwolić, w planach był jeszcze zakup kilku ukraińskich specjalności jak kapusta morska, chałwa słonecznikowa czy miód. Naprzeciwko był market. Alkoholu na liście zakupów nie było. Ten miałem kupić następnego dnia.

Doskonale wiedziałem, alkoholu mogę kupić litr. Plan był prosty, pół litra nalewki miodowej i pół wódki Baczewski. Żona miała przywieźć koniak zakarpacki i jakąś nalewkę. Wszystko butikowe, ze sklepów specjalistycznych. Wina kupować nie zamierzałem. Nie myślę o Ukrainie w kategoriach kraj winiarski. Mimo wszystko, za sprawą instynktu albo przyzwyczajenia, pierwsze kroki skierowałem w stronę regału z winami. Import mnie nie interesowała, zatrzymałem się przy winach ukraińskich. Spodobały mi się krzykliwe etykiety z ampelologicznie rozrysowanymi gronami odmian. Potrzebowałem kilku chwil by mój mózg przetłumaczył bukwy na słowa chardonnay, merlot czy cabernet. Wtedy stojąca obok młoda kobieta powiedziała do mnie po polsku, choć z wyraźnym lwowskim akcentem. To weź i wskazała butelkę. To seperavi, tylko nie z Gruzji a nasze ukraińskie, z Odessy. Weź dobre.

Wówczas zdałem sobie sprawę, wódki nie kupie, mogę zamiast tego przywieźć 5 litrów wina czyli 6 butelek. Będzie zabawa, będzie o czym czytać. Finalnie do koszyka trafiło polecane Shabo Classic Saperavi 2014.Wino nie lubi samotności, tuż obok wylądowała butelka Shabo Classic Chardonnay 2014. Kolejne 4 wina kupiłem następnego dnia w specjalistycznej Enotece przy Prospekcie Svobody, zdałem się przy tym na wybór sprzedawcy.

Grzebać w sieci i literaturze zacząłem po powrocie. Odkryłem dwadzieścia sześć wieków winiarskich tradycji Ukrainy. Jak zawsze zaczęło się od Greków, potem było Bizancjum i produkcja na potrzeby Imperium Otomańskiego, wreszcie na stoły cara i bojarów. Wino powstawało przede wszystkim na Krymie, w okolicach Odessy oraz na pograniczu Wielkich Węgier czyli Zakarpaciu.  Każdy z regionów miał jednak inną siłę sprawczą, i zawsze była to siła zewnętrzną, imigranci z poza carskiego imperium. Nazwy topowych ukraińskich producentów nie bez powodu brzmią obco lub kojarzą się z osadnikami. W wypadku regionu Odeskiego, gdzie działa Shabo byli to Szwajcarzy. Nad Morze Czarne trafili w 1822. Zaprosił ich Aleksander I Romanow, po zwycięstwie w wojnie z Turkami i traktacie pokojowym z Bukaresztu (1812) musiał odbudować agrogospodarkę regionu. Na wybór nacji miał nie bagatelny wpływ Frederic-Cesar de La Harpe – Szwajcar, dyplomata, maż stanu i co w tym kontekście najważniejsze ulubiony nauczyciel młodego cara.

Mogiła szwajcarskich osadników. W tle winogrady Shabo

Mogiła szwajcarskich osadników. W tle winogrady Shabo

Osadnicy przybyli latem 1822 z kantonu Vaud. Na swoich wozach pokrytych rozciągniętym na obręczach płótnem pokonali 2500 kilometrów.  Na miejsce osiedlenia wybrali malowniczą dolinę nad Dniestrem, o nie wymawialnej dla nich nazwie Aşa-abag. Koloniści szybko ułatwili sobie życie upraszczając wymowę, najpierw do Shabag a następnie do Shabo.

Region był nie tylko piękny ale i żyzny. Jak napisał w swoim pamiętniku Louis Tardan – jeden z kolonistów:

„Jeśli chcesz zobaczyć raj na ziemi, nie znajdziesz lepszego miejsca”

Warunki były znakomite, dodano do nich szwajcarską pracowitość, solidność i wiedzę. Dolina szybko zmieniła się w poprzecinany regularnymi szpalerami winograd. W piwnicach praca szła równie dobrze. Ich wysiłki po raz pierwszy doceniono już 25 lat później. Wina z rocznika 1847 wygrały kilka istotnych konkursów winiarskich w całej Europie. Stały się godnymi carskiego stołu. Rozwój winiarni trwał aż do czasów Rewolucji Październikowej. Jak było potem, łatwo się domyśleć. Opowiem o tym przy następnym winie.

Shabo Classic Saperavi 2014

Shabo-seperavi-0

Teraz już o tym jak się zaprezentowało moje ukraińskie saperavi 2014. W barwie intensywne, rubinowe. Nos początkowo mocno powściągliwy, z czasem wino się otwiera i pokazuje owoc leśne. W ustach rześkie, raczej lekkie ale intensywne, wyraźnie kwasowe, z zadziornym garbnikiem i niestety słodkawym, czystym owocem. Wino nie jest rozbuchane ale za to w jakiś ascetyczny sposób eleganckie. Całkiem przyjemne jako wino codzienne.  Nie ma w nim koncentracji win gruzińskich ale pije się z niekłamana przyjemnością. Wino jest młode o czym przypominają wyraziste, chropowate garbniki. Nie ma w nim beczki co pozwala skupić się na owocu. Porządne codzienne, bardzo pijalne wino. Kosztowało 55 hrywien, nie całe 10 zł. Chcę win tej klasy w dyskoncie, mogą być po 16,99 zł i tak będą hitem. Oceniam jako dobre czyli na 4.0.

Zapraszam też do spojrzenia na Lwów widziany przez mój obiektyw.

Za wino i podróż do Lwowa zapłaciłem sam!

O autorze

Blurppp

Irek "blurppp" Wis - miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl