Wino i destylaty

Austria w Warszawie

Napisał Blurppp

Od afery glikolowej minęło raptem 33 lata, jak na winiarstwo to nie wiele. Ale dla austriackich winiarzy to był to czas wystarczających by z głębi kryzysu podnieść się na szczyty. Wiele osób uważa, że ich białe wina to europejska, a wiec i światowa czołówka. Kilka dni temu, dziesiątego września podczas degustacji w restauracji Concept 13, na ostatnim piętrze domu handlowego Vitkac, była szansa sprawdzić czy nie przesadzają. Głównym celem degustacji była prezentacja polskiej publiczności rocznika 2017. Taka formuła pozwoliła przedstawić szeroki krąg producentów, była więc i szansa na szerszy, bardziej ogólny rzut oka na wina z Austrii.  

Zacznę reportersko, stoisk było 53 a na nich wina od 56 producentów. Każdy z nich pokazywał nie mniej niż 5 etykiet. Słowem było co degustować. Oczywiście line up obejmował prawie wszystkie style, kolory i typy jakie tamtejsi winiarze mogą nam zaoferować. Wielkim nieobecnym były wina musujące. Trudno powiedzieć dlaczego ktoś tak postanowił, ale całkowity ich brak musiał wynikać z jakiejś strategicznej decyzji organizatorów. Wielka szkoda, że tak się stało, bo wina musujące to kolejny atut Austriaków. Część z nas miała okazję się o tym przekonać podczas konferencji prasowej, gdzie pozwolono nam spróbować trzy musiki, i było więcej niż lepiej.

Co do listy obecności to byli wszyscy ważni. Jak napisał w szybkiej relacji na FB Wojciech Gogoliński:

„Zjawili się przedstawicie najsłynniejszych wytwórni znad Dunaju. Było to bez wątpienia do tej pory najważniejsze wydarzenie winiarskie tego roku w Polsce. Od Krachera do Loimera, od Pichlera i Tementa po Bründlmayera – taki skrót myślowy nasunął mi się od razu, choć wybierać w zasadzie nie było z czego – wina pokazano takie, iż należało spróbować wszystkiego.” – Nic dodać nic ująć.

Na osobne kilka zdań zasługuje wydzielone stoisko umownie nazwane My iconic wines, gdzie czekało 41 etykiet wybranych przez samych winiarzy do kategorii best of the best. Spróbowałem większość z nich i mogę określić je jednym słowem – duża klasa.   

Organizacja była absolutnie perfekcyjna a materiały przygotowane dla odwiedzających niezwykle cenne i merytoryczne. Nie było ich wiele ale były najwyższej jakości.  I w jakiś sposób ten poziom organizacji jest projekcją podejścia do wina jakie od 3 dekad prezentują winiarze z Austrii – jakość a nie ilość.

W całym kraju działa około 4500 winiarzy, dzięki którym powstaje jedynie 250 milionów litrów wina, co stanowi około jednego procenta światowej produkcji. I właściwie są to jedynie wina dobre, bardzo dobre i wybitne. Potwierdzeniem tego jest cena. Średnio litr austriackiego wina trafiający na eksport w roku 2017 kosztował 3,39 euro. Trzeba przyznać, że na tle starych potęg winiarskich to wynik imponujący. Z drugiej strony jasne wytłumaczenie dlaczego tamtejszych win próżno szukać na dyskontowych półkach.

I pewnie z tego faktu wynika pewna przykra obserwacja statystyczna. Choć pod względem ilości kupujemy tyle samo co Kanadyjczycy czyli 0,2 miliona litrów, to pod względem wartości nasz import jest o połowę tańszy. Mówiąc obrazowo sięgamy po wina lokowane półkę niżej. Oczywiście łatwo to wytłumaczyć wielkością portfela, żal i pewien smutek pozostaje.  

Za to miłośnicy poszukiwania w winie pewności, spełnionej obietnicy mogą śmiało po Austrię sięgać. Rześkość, aromatyczność, krystaliczna czystość nut, tonów i smaków, to wszystko jest właściwie w każdej butelce. I to bez względu czy sięgamy po biel czy czerwień, po wino wytrawne czy słodkie. Solidność, rzetelność i wierność stylowi.

Czy w takim razie nie mam do win z Austrii żadnych zastrzeżeń. Mam, ale niewielkie, ale wynika ono raczej z pewnej przekory. Otóż na dziś tamtejsi producenci wydają się być bardzo konserwatywni i zachowawczy. Mocno trzymają się wyznaczonej przed trzema dekadami ścieżki, która doprowadziła ich do niewątpliwego sukcesu jakim jest dziś światowa pozycja win austriackich.

Nie wielu producentów decyduje się na eksperymenty, na działania nie oczywiste. Na 65 wystawiających się tylko jeden – Hans Nittnaus reprezentowany przez syna Martina pokazał wino „freakowe”. Jego wersja gruner veltlinera – „Manila” z rocznika 2017, długo dojrzewająca na osadzie, pełna nut redukcyjnych po całym secie bardzo czystych, owocowych veltlinerów rozwalała system i kubki smakowe. Nie inaczej było w wypadku znacznie bardziej zachowawczego Blaufranlisch Kalk & Schiefer 2015. Tu było klasycznie czyli kwasowo, owocowo i aromatycznie. Degustowałem z przyjemnością a ponad kieliszkami toczyła się rozmowa o spontanicznej fermentacji, biodynamice i nie przeszkadzaniu naturze.

Zbiegiem okoliczności prawie naprzeciwko swoje stoisko miał Ralph Waldschutz, na oko trzydziestolatek, a przy tym winiarz w (sic!) szóstym pokoleniu i zwolennik tradycyjnego podejścia. Jego riesling oczarowywał świeżą, rześką kwasowością i świetnym balansem owocu i mineralności a GV oczarowywał żółtym owocem i nieodłącznym pieprzem.  

Obaj wymienieni panowie toczą za pomocą swoich win swoistą dyskusje, i to co z niej wyjdzie określi wina z Austrii na kolejne dekady.

A co rocznika 2017 , to jest bardzo dobry, czy wybitny przekonamy się za 2-3 lata kiedy najpoważniejsze, najbardziej ekstraktywne wina dojrzeją.  

Do warszawy podróżowałem i w degustacji brałem udział na zaproszenie organizatora – Austrian Wine Marketing Board.

Przy okazji głęboko polecam odwiedzić ich stronę, znajdziecie tam nieprzebraną ilość informacji o austriackim winie.

Za mała ilość zdjęć przepraszam, mój karcie pamięci znudziło się życie właśnie podczas degustacji. Złośliwość rzeczy martwych.

O autorze

Blurppp

Irek "blurppp" Wis - miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl