Recenzje

„Gottland” – Mariusza Szczygła spojrzenie na czeskie uwikłanie

Napisał Blurppp

Opinie większości Polaków o Czechach nie są zbyt pochlebne. W obiegowej opinii pokolenia moich rodziców czyli dzisiejszych 65latków Czesi to naród który pierwszy przyjął swastykę by szybko zastąpić ja czerwoną gwiazdą. Kiedy indziej o Czechach mówi się jak o niedorobionych Niemcach. To wszystko to oczywiście stereotypy.

Jak to z tymi Czechami było naprawdę w minionym wieku stara się nam przybliżyć Mariusz Szczygieł w swojej najnowszej publikacji. Właściwie nie najnowszej, bo jest to wydanie II poprawione. Dla mnie jednak najważniejszym i decydującym okazało się wydanie audiobookowe w intrygującej adaptacji Krzysztofa Wakulińskiego. Zawodowe obowiązki sprawiły że w ciągu jednego dnia musiałem przejechać do Pragi i powrotem. Oznaczało to lekko licząc 14 samemu w aucie. Przecież właśnie na takie okazje wymyślono audiobooki pomyślałem. Szybkie spojrzenie na ofertę sklepów z czytanymi książkami i po chwili na moim telefonie rozgościł się „Gottland”. Opowieść o Czechach w sam raz na przejazd przez Czechy.

Do wyboru tej publikacji przekonała mnie również osoba autora. Starsi czytelnicy pamiętają go jako prowadzącego „Na każdy temat” czyli pierwszy w polskiej telewizji prawdziwy Talk Show. To on przyniósł mu rozgłos medialny. Szczygieł to jednak przede wszystkim mistrz reportażu. Kiedy więc zbyt rozpoznawalna twarz uniemożliwiła mu pracę w terenie został korespondentem GW w Pradze. Obecnie jest szefem redakcji reportażu Gazety Wyborczej. Ponieważ każdy reportaż podpisany jego ręką czytam z przyjemnością, nie wahałem się ani chwili.

Zgodnie z tym co pisze wydawca „Gottland” opowieść „…nie ma nic wspólnego ze stereotypową opowieścią o kraju wesołków, zabijających czas przy piwie”. Każdy z reportaży czy raczej opowieści czy gawęd przedstawia nam losy jednej osoby. Oczywiście jest ona uwikłana. Uwikłaną w miejsce czyli Czechosłowację i swój czas czyli wiek XX. Poznajemy młodą aktorkę Lidę Baarovą, kobietę przez która płakał Gebels, Tomasa Bata twórcę potęgi obuwniczej czy Karela Fabiana pisarza. Cześć z bohaterów to geniusze, część kanalie a część zwykli ludzie którzy podjęli z pozoru małoważne decyzje które zamieniły ich życie w piekło. Zawsze jednak czasy okazały się być silniejsze. Większość bohaterów kończy tragicznie, często kończąc ze sobą. Nie wiele jest publikacji które w tak obrazowy sposób ukazują jak marnym pyłem jesteśmy gdy wieją wiatry historii.

Opowieści te pomimo całego grozy czasów i tragicznej wymowy są jednak lekkie, krotochwilne wręcz. Autor żongluje nastrojami, przerzuca nas w miejscu i czasie, wtrąca anegdoty czy mało znane fakty. Wręcz do łez rozbawił mnie pomysł Tomasa Baty by Czechosłowację wraz z jej 9 milionami mieszkańców przenieść do Patagonii w Argentynie. Pomysł rzucony na kilka miesięcy przed aneksją Sudetów przez Hitlera poparty był analizą ekonomiczna. Pierwsza Wojna Światowa kosztowała Czechosłowacje 9 bilionów koron, przeprowadzka i zakup ziemi od Argentyny to koszt 7 miliardów koron. Uwzględniając wynajęcie statków transportowych. Czyż nie jest to opłacalne? Dziś możemy się z tego śmiać, jednak nie można zapomnieć że ów pomysł w czasie szalejącego stalinizmu lat czterdziestych został odebrany jako zdrada stanu a pomysłodawcę skazano na 15 lat więzienia. Na szczęście zaocznie, on już zdążył się zagospodarować w Ameryce Południowej. Rodacy nie chcieli więc przeprowadził się sam.

Kolejnym przykładem tragigroteski tamtych czasów jest zdanie jednego z wysoko postawionych pracowników komunistycznych służb Gdy nastała odwilż przeprowadził on rozmowę z odpowiadającym za rozbiórkę gigantycznego pomnika Stalina pirotechnikiem. Rozmowę zaczął od stwierdzenia „Pomnik należy wysadzić z godnością, nie naruszając powagi ZSRR – nakazała partia, z pryncypialną precyzją uściślając polecenie: – Józefowi Wissarionowiczowi Stalinowi nie wolno wkładać do głowy materiałów wybuchowych, kategorycznie zabrania się w nią strzelać. Nie wolno też o sprawie mówić z nikim postronnym, nie ma też mowy o żadnym fotografowaniu a o filmowaniu to już w ogóle. Kto się wyłamie – natychmiast zostanie aresztowany.”

Smaczki można mnożyć. Ta ciepłe ale pozbawiona infantylności opowieści pozwala zrozumieć kluczowe sformułowanie jakim można określić Czechów. Tym słowem jest UWIKŁANIE. Jak mówi ojciec jednej z postaci. „Nas jest mało 9 milionów, musimy oszczędzać każdą siłę i siekł.” Potem dodaje że nie można wiecznie iść droga Husa. Ocalić honor ale stracić życie. Kto przyjmie to rozumowanie zrozumie naszych południowych sąsiadów.

Recenzja nie była by pełna bez wyrazów zachwytu dla Krzysztofa Wakulinskiego za interpretację tekstu. Absolutne mistrzostwo wzbogacające sam utwór w stopni nie do przecenienia.

p.s. Wiecie co to gustapo ? To komunistyczne służby bezpieczeństwa. Słowo neologizm powstałe podczas porządków robionych przez Komunistów po Praskiej Wiośnie 1968 roku. Powstało z połączenia słów gestapo i imienia szefa Komunistycznej Partii Czechosłowacji Gustawa Husaka.

Wpis kończę piosenką Marty Kubišovej. Piosenkarki kiedyś popularniejszej i chyba lepszej od Heleny Vondráčkovej. Przez przypadek jej piosenka napisana do serialu dla dzieci stał się hymnem Praskiej Wiosny. Władza takich rzeczy nie zapomina. Doszło do prowokacji. Spreparowano porno materiał z jej udziałem i piosenkarkę skazano na zapomnienie. Widać taki jest los niezłomnych.

 

Zdjęcie nagłówkowe to Lida Baarova, dziewczyna przez którą płakał Gebels.

Zdjęcia pochodzą z http://www.cemetery.cz/

O autorze

Blurppp

Irek "blurppp" Wis - miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl