Recenzje

Andrzej Stasiuk “Jadąc do Babadag”

Andrzej Stasiuk "Jadąc do Babadag"
Andrzej Stasiuk "Jadąc do Babadag"
Napisał Blurppp
Andrzej Stasiuk "Jadąc do Babadag"

Andrzej Stasiuk “Jadąc do Babadag”

Podobno wszystko zaczęło się od zdjęcia. Dokładniej od zdjęcia które uczyniło nieśmiertelnymi ślepego skrzypka i bosonogiego chłopca który go prowadzi. Ten kadr autorstwa węgierskiego fotografika Andre Kertesza wykonany w 1921 roku od lat motywuje Andrzeja Stasiuka do poszukiwania miejsc niezwykłych na terenie Węgier, Rumuni i Europy Słowian. Jakiś czas temu te  poszukiwania opisał i wydał w książce „Jadąc do Babadag”. W roku 2005 dostał za nią nagrodę Nike. Od tego czasu minęło 8 lat. Książka doczekała się trzech wznowień. Ja sięgnąłem po nią z dużym opóźnieniem, zrobiłem to kiedy okazało się, że plan mojej podróży wiedzie właśnie przez Babadag.

Książkę kupiłem dzień przed wyjazdem z założeniem, że będę ją czytał w trakcie i dziś wiem że nie był to dobry pomysł. Dlaczego ? Już odpowiadam, zabrała mi na wyjeździe zbyt wiele czasu, pozostawiając zbyt mało na odczuwanie miejsc. Pomimo tego, że nie jest to publikacja łatwa w odbiorze potrafi zauroczyć tak jak zauroczy i pochłonie was gawęda wędrowca snuta przy ognisku. Bo to co zawiera ta książka jest właśnie taką opowieścią. Momentami nie liniowa, pełna dygresji prowadzących do szkatuł w których są kolejne szkatuły i kolejne dygresje. Pozbawiona jedności czasu i miejsca, myśl autora skacze pomiędzy miejscami, przenosi się w przestrzeni. Czasami są to przeskoki pozbawione logicznego ciągu ale zawsze coś je łączy. Tym czymś jest obiekt poszukiwań. I choć autor mówi że szuka trójwymiarowej wersji wspomnianego zdjęcia to tak nie jest. Autor szuka chaosu, tendencji destrukcyjnych, nieliniowości postępowania. Tyle tylko, że w wersji spersonifikowanej czyli szuka Cyganów. Czasami szuka ich dosłownie, ich inności i niedostosowania. Częściej jednak szuka ich piętna które przez siedem wieków obecności w Europie odcisnęli w nas, swoich sąsiadach, czasami w swoich gospodarzach a czasami oprawcach . W tle tych poszukiwań toczy się życie, życie codzienne, nudne szare pełne melancholii, z rzadka tylko urozmaicane wlewanym w siebie alkoholem. Czasami jest to pite z gwinta węgierskie aszu, częściej palinka i piwo. Bo w Europie wschodniej się pije i autor o tym mówi. Pije się na wsi, na prowincji w tanich oberżach i prowincjonalnych hotelach. Czy pije się w miastach, pewnie tak, ale o tym autor nie pisze bo miast nie lubi i w nich jak nie ma potrzeby nie bywa. Jego fascynuje prowincja. Nas chyba tez, bo cała „nasza” czyli wschodnia Europa to prowincja, ciągle daleko nam to metropolii, daleko nam do Londynu, Paryża czy Berlina. Jednak nie jest to powód by mieć kompleksy, bo u nas też toczy się życie, ani lepsze, ani gorsze po prostu inne. Piękno tej inności, często piękno będące łabędzim śpiewem dawnej obchodzącej kultury i tradycji, jest w znacznym stopniu treścią tej książki.

Język nie jest oczywisty, momentami jest wręcz trudny. Całość nie jest łatwa w odbiorze, bo jak określić opis śniadania składającego się z białych flaków (ciorba de burta) zagryzanych piekielnie ostrą papryką sąsiadujący z poważnymi rozważaniami o sensie podróży. Jedno i drugie zacne, ale każde inne i każde jak by dla innego czytelnika, tymczasem są obok siebie, dzieli je kilka stron. Dlatego podczas lektury cały czas musimy uważać, bo autor z nami pogrywa, chce nas wyprowadzić w pole, zagubić a to wśród wzgórz Mołdowy, a to na bezkresnych równinach nad Isą. Trzeba zachować czujność i podjąć grę. Nie zawsze wygramy ale grać warto.

Bardzo Polecam

A i jeszcze jedno, o samym Babadag w książce jest prawie nic czyli mniej niż niewiele. 

Autor: Andrzej Stasiuk

Tytuł: „Jadąc do Babadag”

Wydawca: Wydawnictwo czarne

Rok wydania: 2008 ( Wydanie III)

Stron:321

Okładka: miękka

Ilustracje: brak

Cena: 29,00 zł

Książki to mój własny zakup 

ps. W galerii oprócz okładek znajdziecie moje zdjęcie z Babadag właśnie 🙂

 

O autorze

Blurppp

Irek "blurppp" Wis - miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl