Codzienność Pół żartem

Alternator a sprawa polska

Napisał Blurppp

Od ponad tysiąca lat należymy do kręgu kultury łacińskiej, w tym czasie parokrotnie uratowaliśmy Europe od upadku. Wystarczy wspomnieć 1683 rok czyli odsiecz czy też Viktorie Wiedeńską. Od 1989 roku na nowo weszliśmy w rodzinę wolnych narodów europejskich. Od kilku lat jesteśmy w Unii Europejskiej. Dlaczego wobec tego tak daleko nam do standardów które obowiązują za Odrą? Chcecie zrozumieć o czym piszę, kupcie kawę jakiegoś renomowanego producenta dostarczaną na rynek francuski, niemiecki czy angielski a potem kupcie ten sam produkt w Krakowie czy Warszawie. Niby ten sam produkt, ta sama marka, ten sam producent i takie samo opakowanie, a produkt jak by inny. Aromat mniej intensywny, zapach nie ten sam. Za to cena dokładnie ta sama. Tyle tylko, że u nas na słoiczek 250 gram trzeba pracować 3 godziny a tam 20 minut . Powiecie, że to bezwzględna polityka światowych korporacji uczyniła nas klientami drugiej kategorii. Pozbawiając nas prawa do produktów najwyższej jakości.

Mogę zrozumieć, jeśli oszukują nas jacyś oni czytaj wielkie korporacje. Co jednak powiedzieć gdy to rodacy nas oszukują? Opowiem wam prawdziwą historię która przydarzyła się kilka dni temu. Ktoś kogo znam od niespełna 2 lat jest właścicielem dostawczego peugeota. Samochód kupił nowy, w salonie. Samochód objęty jest dwuletnia euro gwarancją bez limity kilometrów. Tak przynajmniej stoi napisane w dokumentach i tak jest on reklamowany. Kiedy więc jedno z urządzeń, alternator bodajże zaczęło wydawać nieprzyjemne dźwięki kierowca pojechał do serwisu.Jak najbardziej autoryzowanego i prowadzącego przez tą samą firmę która auto sprzedała. Naprawy czy też wymianu szwankującego urządzenia oczywiście odmówiono. Powołano się na wewnętrzne rozporządzenie objaśniające, że gwarancja obejmuje silnik a jego osprzęt już nie. Do tego samochód ma przebieg ponadnormatywny( co to przebieg normatywny ?) itd. Jednym zdaniem spuszczono go po brzytwie.

Samochód jednak nadal musi na siebie zarabiać, to też pomimo dziwnych dźwięków, według serwisu zupełnie niegroźnych, kierowca załadował i pojechał do Francji. W drodze powrotnej, gdzieś przy granicy niemieckiej autko skapitulowało. Dziwny dźwięk ustał, niestety wraz z nim ustało ładowanie. Resztkami energii akumulatora udało się dotoczyć do najbliższego serwisu peugeota. Tu oczywiście okazało się że, euro gwarancja jak najbardziej obejmuje cały samochód a więc i osprzęt. Że dodatkowa powiązana z nią jest usługa assistant itd. Awaria zostanie usunięta w całości na koszt producenta. Niestety miało to miejsce 5 stycznia w katolickim landzie. Co oznacza że zostanie usunięta najszybciej w poniedziałek, a kierowca ma się tym nie przejmować, bo przemiła pani reprezentująca ubezpieczyciela błyskawicznie załatwi bilety lotnicze z Bazylei do Krakowa i powrotny. Oczywiście na koszt ubezpieczyciela. Na prośby i groźby by jednak defekt próbować usunąć w środę padła odpowiedź, że nie jest to możliwe bo przecież nikt przed długim weekendem nie będzie pracował po 15.00. Napis przy wejściu jest dość wyraźny i informuje o godzinach otwarcia 7.00-15.00. Cóż było robić. Przedstawiciel serwisu odwiózł na lotnisko i zaprosił na poniedziałkowe popołudnie o odbiór samochodu. Oczywiście koszty naprawy pokryje producent.

Zasadnym wydaje się zapytać jak zachowano by się w Polsce. Po pierwsze na pewno odmówiono by naprawy w ramach gwarancji. Raz już to zrobiono. Po drugie nie można zostawić biednego kierowcy tak daleko bez pomocy. Czyli szef wymógł by na mechanikach prace do 23.30 a może i w Trzech Króli. Za ta prace musiał by zapłacić oczywiście nieszczęsny kierowca. Zapłacił by podwójnie albo i potrójnie. Wszak to praca po godzinach a może i w dzień wolny. Cóż kierowco płacz i płać. Wyjścia nie masz. O tym by zaproponować samolot, hotel itd. nikt by nawet nie pomyślał. Z drugiej strony auto  było by sprawne po kilku godzinach a nie po kilku dniach. Tu wypada spróbować ocenić całą sytuację i to z kilku punktów widzenia. Dla auta które zarabia każda sekunda postoju to straty. Być może 5 dniowy postój kosztuje nawet więcej niż koszty usługi i nowego alternatora. Do tego są straty dla właściciela ładunku który nie dostanie swojej przesyłki na czas, konsekwencji tego opóźnienia nie potrafię ocenić ani wycenić. Teraz opatrzmy na sprawę z punku widzenia właściciela serwisu. Nie realizując roszczenia gwarancyjnego ma szansę zabłysnąć w centrali jako leader w sprzedaży aut bezawaryjnych, zarobi być może trochę więcej. Producent zwrócił by wg ustalonych stawek. Kierowca zapłaci ekstra bo praca w nadgodzinach itd. O kliencie myśleć nie musi. Przecież objawi się jako dobroczyńca który ratuje bliźniego w potrzebie, każe pracować po godzinach itd. Mógł przecież powiedzieć” Masz problem” przyjedź jutro rano. I na końcu mechanik, który zarabia nie wystarczająco i chętnie, w przeciwieństwie do lepiej opłacanego niemieckiego kolegi, podejmie się pracy po godzinach czy w dzień wolny. Dzięki temu zarobi trochę więcej, co pozwoli łatwiej związać koniec z końcem.

Cała ta sytuacja pokazuje jak nam jeszcze daleko do „starej Europy”. Jeżeli chodzi o kierowcę to nie zna swoich praw, daje się manipulować czy wręcz oszukiwać. Odmowa roszczenia gwarancyjnego to nic innego jak rabunek w biały dzień. Cześć ceny auta to właśnie opłata za gwarancję. Kierowcę serwis po prostu okradł. Mechanik , pracownik też jest okradany, zmuszany do pracy po godzinach. I najważniejsze, ostatnie lat a wykształciły w większości pracowników odruch strachu przed pracodawca. Kto miał by odwagę odmówić szefowi? Ciągle powtarza nam się, że jesteśmy krajem na dorobku i musimy pracować więcej i ciężej. Ok, ale nie zapominajmy, że święto znaczy wolne i pewne procedury muszą być tak zorganizowane by nikt nie musiał w realizacji własnych obowiązków rezygnować z życia prywatnego i swoich praw. Ciągle bardzo nam daleko do tego. Jesteśmy chyba zbyt pazerni, chcemy zbyt wiele i zbyt szybko. 50 lat stagnacji nie nadrobimy w dwie dekady. Nie nadrobimy różnic ekonomicznych ale przynajmniej możemy próbować zmienić sposób myślenia. Nie wolno też zapominać o prawach klienta. Pamiętajmy również, że w XXI wieku samoloty są środkiem transportu dostępnym dla wszystkich a nie luksusem dla wybranych. Niemieckie rozwiązanie tej sytuacji wydaje sie być modelowym. Wart spojrzeć tez w papiery i byc może zaraz się okaże że eurogwarancja pokrywa również straty powstałe  na skutek nieplanowanego postoju

Jak komuś przykładów różnic mało to jeszcze jeden drobiazg. Przesłanie 20 000 koron (około 10 000zł) z norweskiego banku do banku polskiego kosztuje 25 zł i trwa 3 godziny. Przesłanie 10 000 zł ( ok. 20 000 koron) z banku polskiego do norweskiego kosztuje 80 zł i zabiera 4 dni. Czy ktoś potrafi mi wyjaśnić dlaczego ?

O autorze

Blurppp

Irek "blurppp" Wis - miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl