Zarejestruj się jako konsultantka AVON i kupuj z rabatem

Wino i destylaty

Algarve to nie tylko plaże

Napisał Blurppp

Każdy kto odwiedzi Algarve, wcześniej czy później znajdzie się na autostradzie A22. Ta zorientowana północ – południe, oddalona o około 8 do 10 kilometrów od oceanu, szosa zaczyna się na granicy z Hiszpanią a kończy w malutkiej wiosce Bensafrim. Tam staje się drogą N120, odbija na północ i wiedzie aż do Lizbony. Nim jednak to się stanie przeprowadzi nas przez wszystkie najważniejsze kurorty regionu, od Faro aż po Lagos. Ale A22 to nie tylko droga, to też nieformalna granica pomiędzy dwoma światami. Na południe od niej znajdują się pełne blichtru kurorty a na północ ubogi, ciągnący się po pasmo Serra de Monchique region rolniczy, w znacznej mierze nakładający się na region winiarski Algarve.

Dwa światy 

Z pozoru te dwa światy żyją w kompletnej separacji. Niby co dzień do tysięcy hoteli i restauracji enklaw turystycznych dostarczane są dary tej ziemi, ale jest to dla odpoczywających zupełnie nie widoczne. Niby funkcjonują targi oferujące soczyste owoce, kolorowe warzywa, aromatyczne miody, ale turyści odpoczywający w opcji all inclusive trafiają tam rzadko, by nie powiedzieć, że zgoła wcale.

Algarve

Nie inaczej jest z winem. W Algarve powstaje go sporo, ale go nie widać. W restauracjach królują wina z Douro, Dao czy Alantejo a w plażowych barach delikatne, rześkie Vinho Verde i tanie wina lokalne z okolic Lizbony. W tych przy hotelach z formuła all inlusive jest tak samo. Gdy pytam o to kelnera dostaję odpowiedź podaną w tempie wystrzału z karabinu maszynowego – Klient chce tego co zna, o winach lokalnych nikt nie słyszał, a Douro wie każdy. A my tu jesteśmy od zapewniania gościowi to co chce, a nie od nauczania go.

I chyba w tym niewykorzystanym olbrzymim potencjale klienta-turysty leży największy problem regionu w teorii skazanego na sukces. Ale od tego sukcesu dalekiego. No i może jeszcze w zbytniej ambicji kilku prezesów czego konsekwencje region ponosi do dziś.  

10 kresek różnicy

Natura dała im wszystko czego potrzeba by tworzyć fantastyczne wina. Po pierwsze różnorodność. Nawet przejazd wspomnianą A22 pokazuje, że Algarve pod wieloma względami rozpada się na dwa obszary. Wschodni to dominacja klimatu śródziemnomorskiego, jest tu bardziej płasko, cieplej rzadziej wieje. Z kolei zachodnia cześć regionu to już zdecydowanie klimat atlantycki, bardziej wilgotny, chłodniejszy, bardziej wietrzny a oceaniczna bryza wchodzi tu głębiej w ląd. Bywa, że na przestrzeni 100 kilometrów temperatura potrafi spaść o 8 a nawet 10 stopni. A przy tym wciąż będziemy na tej samej wysokości nad poziom morza. Sam doświadczyłem 38 stopni w Faro, a godzinę później około 110 kilometrów dalej w Sagres było tylko 28 kresek.

Podobne różnice dotyczą budowy geologicznej. Zachód to mieszanka gliny i zerodowanego piaskowca. Stąd słynne ostańce przy plażach i romantyczne, urokliwe zatoczki tak kochane przez część turystów. Z kolei cześć wschodnia tu już gliny zmieszane z piaskiem, i to dlatego też słynne ciągnące się dziesiątkami kilometrów płaskie jak stół plaże.

Pod względem ukształtowania geograficznego region jest właściwie homogeniczny. Od północy chroniony przez wypiętrzony na 900 metrów nad poziom morza łańcuch Serra de Monchique. Od południa wybrzeże Atlantyku. Region jest stosunkowo płaski, z rzadko pojawiającymi się łagodnymi wzgórzami o wysokości nie przekraczającej 100 m n.p.m.

Algarve

A mieli być wszechwładni 

Słowem strefy są dwie a regionów winiarskich aż pięć. Prócz ogólnej apelacji DOP Algarve są jeszcze cztery subregiony. Swoje nazwy zawdzięczają największym miasteczkom regionu. I tak idąc od zachodu na wschód są to Lagos, Portimao, Lagoa i Tavira. Wszystkie cztery powołano do życia w roku 1990 pod naciskiem lokalnych winiarzy, czyli realnie czterech spółdzielni winiarskich, wtedy wydawało się wszechwładnych, rządzących w winiarskim światku Algarve i śniące sen o potędze.

Dziś po tamtych czasach pozostało tylko wspomnienie, z czterech spółdzielni do dziś funkcjonuje tylko jedna. UNICA Adega Cooperativa do Algarve działająca w Lagoa. Gdy w specjalistycznym sklepie winiarskim pytam o jej wina pierwsze co mi się proponuje to pięciolitrowy BiB z sangrią. Dopiero po chwili sprzedawca proponuje mi czerwień od tego producenta, o dziwo powstającą dość daleko od siedziby spółdzielni, bo w subregionie Lagos. Ryzykuje 6,5 euro, czyli jak na Portugalię drogo i kupuje. Wino ma niestety mocno rozgotowany owoc i wyraźne braki w kwasowości. Po wina z matecznika, czyli z Lagoa nie sięgam. Po pięciolitrowy karton sangrii też nie. Choć potem, już na lotnisku będzie kolejna szansa, w sklepie wolnocłowym na lotnisku zobaczę ich flagową etykietę Lagoa Premium i to zarówno w wersji białej jak i czerwonej. Zainteresowania klientów nie budzą.

Ale nie tylko spółdzielcy sobie nie radzą. Wielkiego sukcesu nie odniósł też sir Cliff Richard, doskonale znany brytyjski pieśniarz i celebryta. Co prawda Adega do Cantor, której gwiazdor jest twarzą i w której ma udziały, wciąż działa, a jeszcze niedawno wróżono jej rychły upadek, ale nawet na brytyjskim rynku jej wina nie mają wielkiego wzięcia.

A jak jest ze sprzedażą w samym Algarve. By się o tym przekonać odwiedzam sklep regionalny. Tu łatwiej o lokalne wina niż w supermarketach czy sklepach specjalistycznych. Na półkach pomiędzy miodem, oliwą i magnesami na lodówkę i wszelkimi mozliwymi napojami można znaleźć całkiem przyzwoity wybór lokalnych win. Że będą tu również wina z Adega do Cantor wiedziałem już nim wszedłem. Upewniła mnie naturalnych rozmiarów kartonowa sylwetka sir Cliffa Richarda. Pytam więc o te wina. Sprzedawca odpowiada pytaniem, czy chcę na prezent czy do picia. Bo jak na prezent dla fanów to jak najbardziej, ale jak zależy mi na smaku to on proponuje coś innego, i to wcale nie drożej.

Nowa fala

Tak dowiaduje się o nowej fali winiarstwa w Algarve. Faktycznie to choć fala jest jedna to ma dwie odnogi. Jedną z nich są spore inwestycje w lokalne winnice dokonywane przez inwestorów i winiarzy z innych regionów Portugalii. Za niemalże wzorcowe skazuje się tutaj działania znanego również w Polsce, dużego producenta Casa Santos Lima. Bardzo płynnie wszedł on w miejsce upadłej spółdzielni winiarskiej z Tavrii w wschodnim krańcu Algarve. Na dzień dzisiejszy nie zdecydowali się na tworzenie win jakościowych a cała ich produkcja jest oznaczana jako wina regionalne. 

Produkują 12 etykiet rozbitych na dwie linie produktowe – oznaczaną nazwą Al-Ria serie entry level i średniopółkowe wina o nazwach własnych. O dziwo sporo z tych win to wina odmianowe, co mocno kontrastuje z tym do czego nas przyzwyczaili przez lata portugalscy winiarze. Wina bazują zarówno na szczepach regionalnych (jak arinto czy negra mole) jak i międzynarodowych. Pośród nich moje największe zdziwienie budzi odmianowe sauvignon blanc. Kupuje butelkę, by przekonać się czy w tak ciepłym miejscu da się z tego charakternego szczepu zrobić wino rześkie jakiego po nim oczekujemy. Nie ma rozczarowania, nie jest to co prawda SB na sterydach, jak te z Nowej Zelandii, ale jest wierność odmianie.

Ale Casa Santos Lima to nie jedyni duzi jacy inwestują w Algarve. Choć nikt inny aż z takim rozmachem Sul Composto kapitałowo powiązany jest z producentami z Douro a Quinta da Tor z ważnym graczem rynku turystycznego grupą Turinox. Z kolei Quinta do Rogel należy do grupy Rogelastro specjalizującej się w produkcji części samochodowych. Ziemia w Algarve jest obecnie nieporównywalnie tańsza niż w uznanych regionach to inwestorzy szukają swojej szansy.

Algarve

W stronę win organicznych 

Ale nie oni jedni. Swojej szansy szukają też miłośnicy wina i wszelacy outsaiderzy. Coś takie jest w kosmopolitycznej atmosferze Algarve, że przyciąga ludzi zakręconych, pasjonatów a po trochę szaleńców nie mających zbyt wiele do stracenia. Wielu z nich kupuje to gospodarstwa rolne a część winnice. I to oni tworzą drugi biegun nowej fali tamtejszego winiarstwa.

Właśnie tacy są uciekinierzy z korporacji Ann i Eugene Santos, właściciele Quinta dos Santos. Jesieni 2016 roku kupili opuszczone i zaniedbane gospodarstwo w regionie Lagoa. Chcieli stworzyć miejsce przyjazne ludziom i naturze. Dziś prowadzą restauracje, dom gościnny, browar rzemieślniczy, minigorzelnię (produkują gin) i oczywiście winnice. W pracy wspierają ich synowie a od zeszłego roku również synowa.

Obecnie ich portfolio nie jest zbyt obfite i ogranicza się do jednej etykiety wina musującego powstającego metodą tradycyjną i trzech win organicznych. Wszystkie organiczne. Wina sprzedają tylko we własnej restauracji. Tanio niestety nie jest.

Algarve

Troszkę inne podejście ma niemalże ich sąsiad, ich winnice dzieli 30 minut jazdy autem, Guillaume Leroux. Ten wnuk Polki, syn Portugalki i Francuza o winie wie wszystko. Prócz kierunkowego wykształcenia odebranego w najlepszych winiarskich szkołach Australii i Francji ma też 30 lat doświadczenia jako enolog. Zaczynał w Douro, potem były Alantejo i znowu Duoro. A potem przyszło zwątpienie wynikające z konstatacji, że wina nie robią wcale enolodzy a księgowi i specjaliści od marketingu a przepisy powstają w Excelu. Enolodzy jedynie realizują w praktyce ich za zalecenia.

Od 2000 roku pracuje sam. Jego winnica Monte Da Casteleja, ma 6 hektarów, na których tworzy 5 win ze szczepów jakie uznał za najlepsze dla tego siedliska. Trzy z nich to wina regionalne, dwa stołowe, dobór szczepów nie pozwala nawet na kwalifikację jako wina regionalne. Kiedy o tym rozmawiamy zdecydowanie się unosi. Jak twierdzi brak liter VR na etykiecie sprawia, że musi obniżyć cenę. Unosi się potem jeszcze raz, gdy opowiada o cenach win portugalskich, o Excelu i o tym, że już kilka razy prawie zbankrutował, bo przyszedł mączniak a on nie kropi i nie było zbioru, zamiast kilku tysięcy butelek postało kilkaset a koszty te same. Dobrze, że wyremontował stare budynki i ma tam pokoje gościnne, bez nich byłoby naprawdę źle.

Tak jak nie używa chemii tak i nie używa laboratoryjnie hodowanych drożdży. Wierzy w naturę, w tradycyjne, archaiczne metody. I kilkukrotnie powtarza, że „Bio robi się trudniej”, ale on wie jak i skoro wytrzymał 20 lat to wytrzyma jeszcze kilka, a przyszłość winiarstwa i Algarve należy do takich jak on, bo konsument zmęczy się powtarzalnym smakiem win ze środkowej półki. Mówi to z taką pasją, że ja mu wierzę.

Przyszłość należy do takich jak oni, troszkę zbuntowani, nastawieni na wina organiczne. To oni będą siłą napędową regionu. Stara wizja dużych winnych farm odchodzi do lamusa, a najlepszym dowodem na to jest fakt, że sir Cliff Richard wystawił Adega do Cantor na sprzedaż. I choć zrobił to kilka lat temu, chętnych na zakup brak.  

Algarve

#PokażŚwiatRóżnorodności

O autorze

Blurppp

Irek "blurppp" Wis - miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl