Wino i destylaty

Agriverde Natum Pecorino IGP Terre di Chieti 2018

Napisał Blurppp

Z Rzymem mam sporo wspomnień, choć trzeba przyznać, że w ciągu prawie piętnastu lat jakie od mojej w tym mieście wizyty minęły wiele z nich wyblakło. W znaczniej mierze wynika to z faktu, że nie mam z tamtego wyjazdu ani jednego zdjęcia. Nie zmienia to faktu, że wciąż ostre i wyraźne są dwa z nich. Jedno z nich wiąże się ze stratą, a drugie wręcz przeciwnie.

To pierwsze mniej przyjemne to po prostu wspomnienie kradzieży aparatu fotograficznego, mojej pierwszej cyfrówki. To był Kodak EasyShare P850 z matrycą 5.1 mega pikseli i wydawało się zawrotnym zoomem o wartości ekwiwalentnej 36–432 mm. I był łagodnie mówiąc bardzo kiepskim aparatem. Malutka matryca szumiała, brak rozsądnej stabilizacji uniemożliwiaj korzystanie z przybliżenia. Ale to nim zrobiłem większość zdjęć podczas wyjazdu. I w dzień przed wyjazdem nagle zniknął. Położyłem go na krześle w zacisznej pizzerii. Kiedy skończyliśmy jeść aparatu nie było. I czort z urządzeniem ale zniknęły tez zdjęcia. I to dziś boli o wile bardziej, tym bardziej, że nie było okazji do Rzymu wrócić.   

Drugie wspomnienie jest znacznie przyjemniejsze. Były to czasy kiedy co prawda piłem już wino w miarę świadomie, ale wciąż miałem bardzo mało wiedzy i jeszcze mniej doświadczenia. I nie da się ukryć, że wtedy w 2005 roku nie byłem bardzo bywały w świecie. I pewnie dla tego, do każdego wyjazdu bardzo się przygotowywałem. Czytałem, oglądałem, planowałem. Nie inaczej było i w tym wypadku. To te podczas przygotować wyszło mi, że jeżeli chodzi o Rzym to najbliższe mojemu temperamentowi i chyba najciekawsze jest Zatybrze. Nie ciągnęło mnie na watykański Plac Św. Piotra, nie pod Colosseum a właśnie na Zatybrze.

Dla tych co nie wiedzą, Zatybrze to najstarsza i chyba najbardziej charakterna dzielnica Rzymu. To też miejsce gdzie przez lata mieszkała klasa robotnicza, a pomiędzy nimi sporo osób o delikatnie mówiąc szemranej reputacji. Słowem był to odpowiednik krakowskiego Kazimierza czy warszawskiej Starej Pragi. I to oczywiście z czasów przed rewitalizacją.

Ale było to też miejsce z niemożliwą do zliczenia ilością knajpek, trattorii czy pizzerii serwujących najbardziej autentyczna rzymska kuchnię. I właśnie w jedno z takich miejsc skierowałem swoje pierwsze kroki po przylocie do Wiecznego miasta. Nie pamiętam co jedliśmy, ale doskonale pamiętam co piliśmy – wino domu. Białe podane w dzbanku z uszkiem i charakterystycznym dziubkiem. To tego dostaliśmy dwie szklaneczki, literatki jak powiedziałaby moja mama. Dla mnie poczatkującego winomana wciąż ogarniętego entuzjazmem neofity był to niemalże szok. Jak to bez kieliszka w kształcie tulipana, jak to bez zbierania aromatów przy ujściu, i wreszcie jak tu tym zakręcić.

I wtedy do mnie dotarło, jaka jest prawdziwa kulturowa i gastronomiczna rola wina. Ale to było tylko pierwsze z moich odkryć. Drugim, chyba zdecydowanie ważniejszym była sama zawartość dzbanka. Jasna, słomkowa w barwie, o rześkim owocowo-ziołowym zapachu. W smaku gęste, lekko oleiste, mocno kwasowe ale z pewnym cukrem i o cudownej słoności wieńczącej całość. Płacąc rachunek dowiedziałem się, że to pecorino z Lacjum, wino rzymskiej klasy robotniczej. Wtedy też się w nim zakochałem.

Agriverde Natum Pecorino IGP Terre di Chieti 2018

Agriverde Natum Pecorino IGP Terre di Chieti 2018

Agriverde Natum Pecorino IGP Terre di Chieti 2018     

I tak już z tą miłością do pecorino żyję już półtorej dekady. Z czasem poszerzyła się ona na wszelakie pecorino, na te z Abruzji również. A nie ma łatwo, bo ten szczep jakość szczególnie obficie nie jest reprezentowany na sklepowych półkach. Odnalezienie go w ofercie któregoś z dystrybutorów czy detalistów to prawdziwe święto. Nie jest też łatwo, gdy swoją miłością próbuje się z kimś dzielić. Po wypowiedzeniu słowa pecorino najczęściej pada prośba o doprecyzowanie czy chodzi o pecorino sardo czy toscano.

Szczep ma bowiem tego pecha, że dzieli nazwę z jednym z najbardziej znanych włoskich serów. Skąd ta zbieżność opowiem przy innej okazji, a teraz wróćmy już do Agriverde Natum Pecorino IGP Terre di Chieti 2018.

Przygotowując degustacje on line na zlecenie Wine Garage miałem wolną rękę przy wyborze win. To też, kiedy na półce zobaczyłem wspomniane Agriverde Natum Pecorino IGP Terre di Chieti 2018 wiedziałem, że musi trafić na line up. Tak też się stało.

I to biologiczne, wegańskie pecorino z leżące na południe od Pescary, tuż nad morzem Terre di Chieti przypadło wszystkim uczestnikom do gustu. Co nie może dziwić, bo jest bardzo w stylu. Nas ma bardzo aromatyczny, złożony, niejednoznaczny. W sposób typowy dla szczepu łączy tony ziołowe z wyrazistymi cytrusami i tonem brzoskwiniowy. Całość uzupełnia delikatna nuta kamienna. W ustach jest poważnie, koncentracja jest dość wysoka, owoc czysty i delikatnie podkreślony cukrem resztkowym. Całość spina i balansuje zdecydowana kwasowość. Najfajniejsze jest jednak zdecydowanie słono-mineralne wykańczanie sprawiające, że Agriverde Natum Pecorino IGP Terre di Chieti 2018 znakomicie dojdzie do porozumienia z każdym daniem letniej, lekkiej kuchni. Cena 52 zł pewnie nie sprawi, że stanie się to ulubione wino polskiej klasy robotniczej, ale jest za tą jakość uczciwa.

Na koniec malutka porada, nie przechadzajcie tego wina. Informacja na kontretykiecie sugeruje podanie go w temperaturze 10 stopni. Dla mnie to za mało, dopiero przy około 12 pokazuje całe swoje bogactwo aromatyczne.

Wino degustowałem prowadząc degustacje na zlecenie Wine Garage, w którego ofercie znajduje się to wino.  

O autorze

Blurppp

Irek "blurppp" Wis - miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl