Wraz z każdą moja wizytą w krajach rdzennie winiarskich bardziej sobie uzmysławiam jak bardzo tu nad Wisłą na głowie postawiliśmy rynek i postrzeganie wina. Winę za to trzeba rozdzielić po równo na winnych kupców, dziennikarzy, blogerów i oczywiście dyskonty, choć te ostatnie w stopniu najmniejszym, a ostatnio próbują swoją winę odpokutować. Szczerze trzymam za to kciuki i liczę, że wreszcie uda się winu przywrócić jego miejsce, miejsce kupowanego w sklepie za rogiem codziennego towarzysza posiłków. Jak to powinno wyglądać widziałem ostatnio w Porto, i świetnie przedstawiają to cztery scenki.

Scena pierwsza

Recepcja w typowym śródmiejskim trzygwiazdkowcu nastawionym na indywidualnego turystę. Po wyjściu z hotelu wystarczy rzucić kamieniem by trafić w jakiś sklep z winem, przecież jesteśmy w Porto. Tylko na 400 metrowej uliczce łączącej hotel ze stacją metra jest ich cztery a może i pięć. Na szczegółowe analizowanie oferty każdego z nich nie mam czasu, postanawiam zapytać lokalnego eksperta, na takiego wygląda hotelowy recepcjonista. No oko jest przed pięćdziesiątka, włosy już przyprószone srebrem. Podchodzę i bez oporów pytam, gdzie kupić dobre portugalskie wino, a najlepiej niech mi powie, gdzie sam kupuje. Ricardo, jak przedstawiała go plakietka na marynarce, bez oporów odsyła mnie do Lidla, gdzie wybór szeroki, selekcja trafna a ceny dobre. Przy okazji tłumaczy jak tam dojechać metrem, bo z centrum to prawie godzina spacerem.

Scena druga

Jeden z ponad setki sklepów specjalistycznych w centrum Porto. Na lewej ścianie kilkaset butelek porto, od takich za 8 euro po takie za bez mała tysiąc. Wszyscy ważni producenci. Po drugiej stronie wina wytrawne, tak czerwienie jak i biele. Dominuje Douro ale jest też kilka etykiet z DAO i sporo bieli z Vinho Verde, wszak to prawie po sąsiedzku. Pytam o coś czerwonego, ale biodynamicznego albo organicznego, względnie jakiegoś freaka, cenowo chciałbym zmieścić się do 30 euro. Zamiast spodziewanej etykiety dostaje wykład, w luźnym tłumaczeniu brzmi mniej więcej tak: „Jesteśmy w Dolinie Douro, choć winiarze wolą ją określać mianem Ouro czyli złota. Tak dla winiarzy to złota dolina czyli miejsce gdzie robi się kasę, tu nikt nie eksperymentuje, ziemia tu za droga, chcesz eksperymentów to szukaj win z Alantajo albo z DAO.”

Scena trzecia

Portugalski kuzyn Biedronki czyli sklep Pingo Doce, stoisko z winem. Wybór o jakim może sobie pomarzyć wiele sklepów specjalistycznych w Polsce. Rozrzut cenowy spory, od kosztujących euro z kawałkiem Vinho Verde przez wycenione na 8 euro wino od Vallado aż po kosztujący 75 euro trójpak od Tiago Cabaco wschodzącej gwiazdy Alentejo (w zestawie między innymi słynny Blog). Słowem jest w czym wybierać. Pomiędzy półkami kręci się starszy, na oko po siedemdziesiątce, klient. Ogląda to jedną to drugą butelkę, w końcu kompletuje sobie zestaw pięciu win, żadne nie przekracza ceny 3,50 euro. Obok sporo młodszy, na oko czterdziestoletni mężczyzna. Sądząc po garniturze i zegarku raczej nie ma problemów finansowych, w zakupach kopiuje dziadka.   

Scena czwarta

Lunch bar w dzielnicy Ribeira, pochylone uliczki sprawiają, że okien widać Douro i dojrzewalnie porto na drugim brzegu. Na talerzach dominuje francesinha, lokalna kanapka ze stekiem i innymi bardzo kalorycznymi dodatkami. Klientela to głownie miejscowi, turyści są bliżej rzeki. Zamawiam i ja, kelner pyta czy do tego wino czy piwo, zamawiam wino, całą butelkę, kelner niedbałym gestem otwiera Berka by Niepoort. Za późno by zapytać czy nie maja czegoś tańszego, później na rachunku przy pozycji wino ze zdziwieniem odnajdę 5,99 euro. Większe zdziwienie wywoła u mnie tylko cena znanego i w Polsce kojarzonego z Biedronką Marques de Borba – 12,99 euro.  

O autorze

Blurppp

Irek "blurppp" Wis - miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl