Wino i destylaty

4 odcienie słodyczy

Napisał Blurppp

Patrząc w kalendarz, prognozy pogody no i a może przede wszystkim za okno trzeba sobie jasno powiedzieć wiosna już o krok. I dobrze, bo ta zima nie była dla mnie dobra. Właściwie powinna zostać określona jako „zima bez wina”, no prawie bo czasami decydowałem się na naparstek czegoś dla smaku. Zawsze było to wino słodkie, bo jak możesz wypić czegoś łyżeczkę to wypierasz koncentrację, a ta zwykle najwyższa jest właśnie w winach słodkich.

Od 8 stycznia do 8 marca piłem a właściwie głównie sączyłem i to w ilościach homeopatycznych wina słodkie z różnych półek, z różnych regionów. Dominowały wina węgierskie, efekt moich tokajskich zakupów i węgierskiej promocji w Lidu. Było też kilka wieczorów z Porto Kopke Fine Ruby i innymi słodyczami. Cztery z nich zapadły mi najgłębiej w pamięć. Postanowiłem wrzucić je w jeden wpis, bo wspólnie tworzą interesującą panoramę win słodkich.

Weinhaus Jakob Faber Mosel Rotling Sweet 2014

slodkie-2

Ciekawe wino różowe z Niemiec. Ciekawe dlatego, że to rotling czyli róż powstający nie na skutek krótkiej maceracji gron odmian czerwonych a pomieszania win białych i czerwonych. Niestety jaki był skład miksu w tym wypadku, nie udało mi się ustalić. Nie ma tego na butelce, nie ma na stronie producenta.  To też niedoinformowany skoncentrowałem się na smaku. Wino jest lekko niepoważne i przywodzi na myśl silnie skoncentrowaną czerwoną oranżadę. Pachnie i smakuje truskawkami, poziomkami i malinami, jeżeli chodzi o owoc to nie ma się do czego przyczepić. Problem jest natomiast na linii słodycz-kwasowość, wino jest zdecydowanie słodkie, co przy pierwszym łyku może się podobać, ale drugi łyk robi już gorsze wrażenie. Wszystko przez brak kwasowości balansującej słodycz. Wino nie jest złe, zwłaszcza gdy popatrzymy na nie w kontekście ceny (27 zł). Wszyscy, a właściwie wszystkie miłośniczki niewymagających owocowych umilaczy popołudniowych pogawędek będą zadowolone.  Moja ocena to dobry czyli 4,0. Kupicie w Szlachetnym Gąsiorku.

Chateau Joliet  Dolce Vita IGP Comte Tolosan

slodkie-3

Przeskok na południe Francji ,ale pozostajemy w odcieniach różu. To wino z okolic Tuluzy oczaruje was kwiatowym nosem (róże, kwiaty pomarańczy) na podbudowie kandyzowanej skórki pomarańczowej i czerwonych owoców. Natomiast usta przynoszą drobne rozczarowanie. Tu kwasu jest dość, jest też bardzo przyjemna cytrusowa świeżość, jest dobry, podsuszony i podgotowany owoc cytrusowy ale brakuje słodyczy i koncentracji. Wino usiłuje grać poważne, usiłuje puszczać do nas oko ale to wszystko pozory braku ciała nie da się ukryć. Na tarasie się obroni, zwłaszcza gdy podacie je z lekkim sernikiem na zimno. W porcji homeopatycznej jako uzupełnienie wieczoru z książką się nie sprawdza bo to raczej wino na wiosnę niż na zimę. Moja ocena to dobre minus czyli 3,75. Kupicie za 44 zł w Vineum

Chateau De La Peyrade Muscat De Frontignan

slodkie-4

Drugie wino z południa Francji, tym razem z Langwedocji. Znowu muskat, tym razem o imponujących 110 gramach cukru resztkowego na litr. W ekspresji zupełnie inny niż opisany wyżej. Tu nos jest bardziej winogronowo-cytrusowy z wyrazistymi brzoskwiniowym akcentami a noty kwiatowe są gdzieś na peryferiach postrzegania.  W ustach dominują kandyzowane żółte owoce, rodzynki i tony winogron. Koncentracja i ciało na odpowiednim poziomie. Wino nie jest jednak idealne, wszystko za sprawą największego problemu wielu słodkich win z południa, niewystarczającej kwasowości, tej naprawdę potrzeba sporo, żeby zbilansować 110 g/l cukru resztkowego. Ratunkiem jest podanie wina do bardzo słodkiego deseru ( lub słono-gorzkiego sera pleśniowego). Ja jadłem z ciastem mamy inspirowanym pralinkami Rafaello  i było OK. Moja ocena to dobre z plusem czyli 4,5. Kupicie za 44 zł w Szlachetnym Gąsiorku.

Weingut Wittmann Albalonga Trockenbeerenauslese 2003

slodkie-1

Ostatnie wino słodkie zestawienia, wino z Niemiec deklasujące wszystkie pozostałe ale też wino z zupełnie innej półki cenowej, kosztuje 229 zł za butelkę 0,375 litra i jest warte każdej złotówki. Takiej złożoności smaków, takiego balansu i wreszcie takiej koncentracji próżno szukać. Warto poznać go bliżej. Wino powstało z dotkniętych szlachetna pleśnią gron szczepu albalonga. Tym którzy słyszą o nim pierwszy raz, a jest na tyle mało popularny, że nie jest to powód do wstydu pozwolę sobi ego przedstawić. Jest powstała w 1951 roku krzyżówką rislanera z  silvanerem, uprawia się go jedynie w Niemczech i to głownie z myślą o winach słodkich z różnego typu późnych zbiorów, świetnie bowiem przechodzi wszystkie procesy odwodnienia znakomicie przy tym koncentrując kwasy, substancje aromatyczne i cukier. Jak podaje Jancis Robinson najlepiej z tym szczepem radzą sobie właśnie w winnicy Wittmann.  Nie piłem tego wina dużo, może dwie łyżki stołowe ale ta ilość wystarczyła żebym się nim oczarował. Pachnie niczym czerwone wino przywodząc na myśl soczyste czerwone owoce zmieszane ze świeżo wyciśniętym sokiem pomarańczowym, pomarańczowa marmoladą i miodem. Do tego w nosie odnajdziecie tony grzybowe, kwiatowe i kandyzowanych bakali z wyraźnym uwzględnienie moreli i brzoskwini. W ustach aksamitne, cudnie zbalansowane, nie mam danych analitycznych ale myślę, że jest tu ponad 250 g/l cukru który nie zamula. Jak jesteśmy przy cyferkach  to warto dodać,  że wino ma tylko 9% alkoholu którego nie czuć zupełnie. Gęste, esencjonalne, złożone, jest jednym z tych win które trudno opisać ze względu na złożoność przenikających się tonów i nut. Dla mnie jedno z najlepszych słodkich win, jakie w życiu próbowałem. Oceniam na 6.0 czyli celujące i daje znaczek „Polecam”.  Z moim zachwytem nad tym winem zgodzili się również redaktorzy „Magazynu Wino” przyznając mu przecie miejsce w Grand Prix 2015. Otrzymałem od Wine and You i tam je kupicie.

To proste podsumowanie pokazuje, że wina słodkie to jednak domena krajów winnej północy. I tym niezbyt zaskakującym stwierdzeniem żegnam się z wami do następnego wpisu.

Wszystkie wina otrzymałem od wymienionych w tekście importerów.

O autorze

Blurppp

Irek "blurppp" Wis - miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl