Recenzje

„Jak to wtedy było” – gra planszowa

Napisał Blurppp

W czasach kiedy byłem jeszcze małą dziewczynka, czyli lekko licząc 30 a może nawet 35 lat temu stwierdzenie „grać” oznaczało spędzać czas razem. Do dziś pamiętam pewnie setki godzin spędzanych ze znajomymi na rozgrywce w żetonowy „Labirynt śmierci” czy w „Bitwę na polach Pelenoru”. Potem pojawiły się pierwsze Atari i Commodory i granie stało się czynnością samotniczą. Dziś planszówki wracają choć ich powrót jest słabym echem popularności z mojego dzieciństwa. Trochę szkoda, bo fajnie znowu być razem a niektóre gry jak choćby „Jak to wtedy było” wręcz budują więzi, w tym wypadku rodzinne.

Większość gier, i to bez ich klasyfikacji na elektroniczne/komputerowe, planszowe czy karciane nijako z definicji opiera się o zasadę pokonania przeciwnika. Czasami jest nim inny gracz, czasami plansza czy wykreowany wirtualny świat. Prawie zawsze jednak chodzi o to by komuś lub czemuś dowalić. Trzeba wysilać szare komórki, obmyślać strategie dążyć do celu którym jest dominacja. To co rozgrywa się miedzy graczami, to że są razem, wszystkie interakcje to nijako produkt uboczny wspólnego grania.

Twórcy „Jak to wtedy było” postanowili te proporcje odwrócić i stworzyć grę w której relacje pomiędzy graczami, oni sami a nie ich decyzje będą miały pierwszorzędne znaczenie, a sama gra odbędzie się nijako przy okazji. Choć brzmi to jak paradoks, w tej grze nie ma przegranych, bo w niej nie chodzi o wynik a o wspólne spędzanie czasu, najlepiej w układzie wielopokoleniowym.

Centralnym elementem rozgrywki w „Jak to wtedy było” są opowieści, z założeniu opowieści starszych snute do tych młodszych. Sama gra ma być jedynie do nich pretekstem. Chodzi o to by babcia, dziadek, mama, tata czy wujek opowiedzieli o tytułowym „Jak to wtedy było”. Od młodszej części wymaga się jedynie słuchania z uwagą. I wierzcie mi ten schemat się sprawdza.

W skrócie gra składa się z opowieści, które pozostali gracze musza wysłuchać z uwaga. Pretekstem do opowieści są losowane przez graczy kart zawierające podpisane grafiki-symbole. Obowiązkiem gracza jest snucie opowieści tematycznie związanej z grafika z karty (kart jest bardzo wiele, przez kilkanaście rozgrywek mogą się nie powtórzyć). Gdy każdy z graczy opowie swoją opowieść rozpoczyna się druga faza, gracze losują karty z pytaniami i odpowiedziami musza potwierdzić wysłuchanie opowieści z uwagą. Komu się uda przesuwa swój pionek. Niby nic wielkiego to też prawie zawsze gra kończy się remisem. Tu na emocje raczej nie liczcie, i bardzo dobrze.

Brak emocji powoduje brak kłótni kto wygrał, bo najczęściej wygrywają wszyscy. Jaki w takim razie jest sens całej gry? Oczywiście jest nim szansa wysłuchania opowieści rodziców, dziadków, krewnych. Fajnie dobrane karty sprawiają, ze tematyka opowieści jest bardzo różna. Dzięki temu można usłyszeć wiele historii po raz pierwszy. W Gwiazdkę grałem z moją córką i z moim rodzicami i przynajmniej kilka z wypowiedzi moich rodziców była dla mnie nowością.  

„Jak to wtedy było”

A czy sama rozrywka dała mi frajdę? Jak najbardziej, choć po prawdzie najwięcej frajdy dało mi bycie razem. A wracając do samej rozgrywki to dziś wiem na pewno, nie wszyscy w mojej rodzinie maja równe talenty gawędziarskie. A to one decydują o poziomie zabawy. Wiadomo i m lepsza opowieść, im ciekawej podana tym więcej zabawy. Z drugiej strony to ten brak umiejętności opowieści jakoś mnie nie dziwi. Przecież sprzedawanie historii to umiejętność, którą jak każdą inną można wyćwiczyć, ale w dzisiejszych zapędzonych czasach najczęściej nie ma ku temu okazji.

Tak nasunęła mi się kolejna ważna konkluzja, ta gra nie tylko pozwala młodszym dowiedzieć się „Jak to wtedy było” ale również, a może nawet przede wszystkim pozwala starszym przypomnieć sobie zapomnianą sztukę snucia opowieści a często wręcz wypowiadania się publicznie. Przecież 4-5 graczy to już jest spore audytorium.  Dwie korzyści z jednej rozgrywki.

Koniecznie dajcie tej pozycji szansę, co sobie przy okazji pogadacie, co pokomentujecie, czasami usłyszycie „ nie tak było, ja pamiętam lepiej”, słowem weźmiecie udział w integrującej rodzinę intelektualnej przygodzie. Wejdziecie z najbliższymi w interakcje, a sądzę że dziś jest to bezcenne.

Nie zawsze chodzi o to ty wygrać, czasami wystarczy być w grze.

Cena gry od 99,95 zł, kupicie w sieci i w sklepach specjalistycznych.

Grę otrzymałem od wydawcy – www.moidziadkowie.pl

O autorze

Blurppp

Irek "blurppp" Wis - miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl