Wino i destylaty

Wszytko co musicie wiedzieć o Algarve jako o regionie winiarskim.

Napisał Blurppp

Niewątpliwie portugalskie winiarstwo ma teraz swoje 5 minut. Szczególnie wyraźnie widać to u nas, nad Wisłą. Przez działalność choćby Biedronki o winach z Douro,  Dao, Tejo czy o regionalnych winach z okolic Lizbony o Vinho Verde nie wspominając słyszał każdy winoman, nawet ten  okazjonalny. Natomiast najbardziej na południe wysunięty region Portugalii – Algarve dla większość polskich winomanów zdaje się być pustynią. Tymczasem jest to region ciekawy, w którym w ostatnich lata dzieje się przynajmniej kilka intersujących rzeczy. To też warto od czasu do czasu rzucić okiem w tamtą stronę.

W powszechnej świadomości południe Portugali to przede wszystkim plaże, zarówno te płaskie szerokie, czasami ciągnące się na dziesiątki kilometrów, jak i te małe, kameralne ukryte pomiędzy stromymi, nie rzadko wysokim na 20 pięter klifami. I nie okłamujmy się, to właśnie olśniewające morskie krajobrazy, ciepły w tym miejscu Atlantyk i ponad 300 słonecznych dni w roku ściągają do Algarve turystów. Ale region to nie tylko turystyka, to także rybołówstwo i wszystkie formy rolnictwa w tym przede wszystkim ogrodnictwo, sadownictwo i winiarstwo (około 1000 hektarów nasadzeń, pośród których dominują szczepy portugalskie. Dominują z białych: arinto, malvasia fina, manteudo i siria, a ze szczepów czerwonych castelao i negra mole).

Wino w Algarve powstaje od 2 dwóch tysięcy lat, jak na cały Półwysep Iberysjki tak i tu sprowadzili je Rzymianie. Jest również teoria, podobno potwierdzona badaniami archeologicznymi, że winną latorośl uprawiano tu na wino już piętnaście wieków przed Chrystusem i że sprawcą tego byli Fenicjanie. Później wraz z czasami Kalifatu Cordoby, w skład którego wchodziła znaczna cześć dzisiejszej Portugalii, winiarstwo utraciło swoje znaczenie. Powróciło w blasku chwały wraz z późnym średniowieczem i rekonkwistą. W czasach świetności kolonialnej to stąd transportowano wina dla administracji kolonii na terenie dzisiejszego Maroka, w tym dla załogi twierdzy Magador (dzisiejsza Essuaria). W późniejszych wiekach było różnie, raz lepiej raz gorzej, ale wino zawsze było integralną częścią kultury i ekonomii regionu.  

Warto pamiętać, że choć dziś winiarstwo nie stanowi wizytówki regionu, ale inaczej było jeszcze w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych ubiegłego stulecia. W Algarve rządziły cztery potężne spółdzielnie winiarskie, i to na ich potrzeby, w roku 1980, w ramach apelacji DOC Algarve wydzielone cztery subregiony na prawach samodzielnych apelacji o statusie DOC. Ich nazwy pochodzą od miasteczek – dziś kurortów i idąc od wschodu na zachód są to: Tavira, Lagoa, Portimao i Lagos.

 Algarve mapa regionu

Tak naprawdę, gdyby nie ambicje prezesów wystarczyły by dwa subregiony, z geograficznego, geologicznego i co najważniejsze klimatycznego punktu widzenia są tam bowiem dwie strefy. Ale po kolei, geologia całego wybrzeża jest bardzo podobna. Podłoże najczęściej stanowi mieszanka piasku, gliny i zerodowanego piaskowca. Proporcje tej mieszanki są zmienne raczej w ramach parceli niż stref. Podobnie jest z geografią, jest ona bardzo podobna w całym regionie.  Od północy Algarve chroni przed suchym wiatrem wypiętrzony na 900 m n.p.m masyw Serra de Monchique a od południa chłodzi Atlantyk. Z tym, że wpływ Atlantyku wraz z przesuwaniem się z zachodu na wschód maleje. W okolicach Faro – administracyjnej i kulturowej stolicy regionu maleje na tyle, że zarówno Lagoa jak i Tavira są określane mianem miejsc o klimacie śródziemnomorskim, choć formalnie leżą nad Oceanem Atlantyckim. Tak więc dwie zachodnie subapelacje maja klimat atlantycki, chłodniejszy a wschodnie cieplejszy – śródziemnomorski.   Miałem okazje to odczuć na sobie, różnica temperatur pomiędzy najbardziej wysuniętym na zachód Sagres a Faro wynosiła 12 stopni, choć to niespełna 95 km w linii prostej.

Dziś ten podział na cztery strefy ma już właściwie tylko historyczne znaczenie. Z czterech kooperatyw trzy już zbankrutowały a ich członkowie obecnie zajmują się sadownictwem. Ostatnia z nich Unica – Adega Cooperativa do Algarve działająca w Lagoa walczy o przetrwanie i jak mówią nie tylko złośliwi, nie wiadomo czy przetrzyma ten sezon.

Oczywiście natura i biznes nie znoszą pustki, na miejsce zbankrutowanych gigantów natychmiast wdarły się młode wilki. Twarzą, nie całkiem młodą, ale za to znaną jednego z takich projektów jest sam Sir Cliff Richard- brytyjski piosenkarz i celebryta. To też nie zdziwcie się kiedy wchodząc do sklepu z winem, obok stoiska z winami z Adega do Cantor zobaczycie wyciętą z kartonu, naturalnych rozmiarów sylwetkę gwiazdora popu. Co do win to produkują 8 etykiet win spokojnych i 4 wina musujące. Większość z nich jest sprzedawanych głównie brytyjskim turystom w knajpkach przy nadbrzeżnych bulwarach. Próbowałem 3 z nich i są raczej średnie, zdecydowanie beczkowe i bardzo anonimowe. Dla przykładu Adega do Cantor Onda Nova Syrah 2013 śmiało zamiast syrah mógłby mieć oznaczenie shiraz, ten beczkowy potwór (24 miesiące w beczkach) łatwo pomylić z mniej udanym winem z północy Australii, choćby z Doliny Barrosy.

Plotki mówią, o szybkim końcu projektu i rzekomym konflikcie piosenkarza ze wspólnikami. U podstaw ma leżeć kiepska sytuacja finansowa winnicy, sprzedaż nie idzie najlepiej, a potwierdzeniem tego jest szeroki dostęp do starszych roczników, w tym do bieli z lat 2008-2009 i późniejszych. Jak widać nawet znana twarz nie jest w stanie nadać wigoru i rozpędowi dużemu producentowi, tym bardziej, że win z sąsiednich regionów nie brakuje.

Drugą ścieżka rozwoju regionu są butikowe, a czasami wręcz garażowe winnice. Jedna z nich jest Quinta da Penina autorski pomysł Joao Mariano. Ten wykształcony w Hiszpanii i Portugali agronom i enolog przybył to Algarve na przełomie wieków, kiedy ziemia była tania by tu realizować marzenia o winie autorskim. Dziś jego położone zaledwie 4 kilometry od malowniczych plaż Portimao gospodarstwo dysponuje niespełna 20 hektarami winogradów, gdzie uprawi szczepy portugalskie z niewielkim dodatkiem cabernet sauvignone. Produkuje obecnie pięć etykiet, które podpisuje własnym imieniem i nazwiskiem. Aż dwa z jego win to czerwone wina robione jedynie w stali. Właśnie takie jest Quinta da Penina CS, które próbowałem w najnowszym roczniku 2016. Formalnie jest to wino regionalne. I tak wracamy do archaiczności starego podziału na apelacje. Ich pomysłodawcy zawarli bowiem w przepisach regulujących nie tylko granice obszaru, ale i listę dopuszczonych szczepów i ich minimalny udział w kupażu. Siłą rzeczy były to te, które uprawiali spółdzielcy. Dziś ta regulacja mocno krępuje ręce winiarzy. To też młode pokolenie nie bardzo chcąc się kopać z koniem, czyli przepychać z lokalnym regulatorem. Zamiast tego markuje swoje wina jako regionalne. Nie inaczej jest i w tym wypadku.

Quinta da Penina CS 2016 to zrobiony w inoxie kupaż czterech odmian regionalnych: aragonez (czyli tak naprawdę hiszpańskie tempranillo), castaleo, negra mole i trincadeira. Zgodnie z tym co napisano na butelce „wszystkie grona pochodzą były uprawiane w sposób nie szkodzący środowisku”. W praktyce oznacza to, że winnica jest w trakcie certyfikacji i nie może jeszcze określać swojej produkcji mianem win organicznych. Zresztą wina bio/organic to obecnie najważniejszy nurt małego winiarstwa w Algarve. W kolejnym wpisie przedstawię wam jednego z jego pionierów, do tego faceta o polskich korzeniach.

Wracając do Quinta da Penina CS 2016, prezentuje się fajnie, w barwie intensywnie rubinowe, częściowo transparentne. W nosie zdecydowanie owocowe, dominuje wiśnia i czerwone owoce w tym maliny plus delikatny ton kiszonkowy który ulatnia się po 3-4 minutach. Pewnie właśnie dlatego producent radzi by otworzyć wino na 30 minut przed podaniem. U ustach lekko i bardzo owocowo, wino jest świeże o dość wysokiej kwasowości, co jak na wina z zalanego słońcem Algarve wcale nie jest takie oczywiste. Garbników jest sporo i są dość szorstkie, ale jest to przyjemna zadziorność.  Alkohol doskonale zamaskowany. Wino jest lekkie, ale i pełne. Niczego mu nie brakuje, takie wino do pizzy, dań z makaronem, ale i do picia tarasowego. Wino jest nowoczesne, bardzo dalekie od stereotypu win z południa Europy. Świetnym pomysłem było całkowite zrezygnowanie z dojrzewania w beczce, dzięki czemu nic nie mąci owocowości, która jest zdecydowanym plusem tej etykiety. Szkoda, że wino nie jest dostępne w Polsce, może jakiś importer się nim zainteresuje. Cena detaliczna u producenta 3,75 euro.  Moja ocena dobre plus, czyli 4.5.

Obiecany wpis o jednym z pionierów win organicznych w Algarve już niebawem, bądźcie czujni.

Wino import własny

O autorze

Blurppp

Irek "blurppp" Wis - miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl

  • Bogna

    Ciekawy artykuł!
    Polecam też Quinta dos Vales w Estombar niedaleko Portimao http://www.quintadosvales.eu/ pozdrawiam Bogna

  • Robek

    Jeżeli chodzi o białe z Alentejo to top to jest: Barranco Longo Grande Escolha, (ich Viognier jest cudowny też) i Quinta do Francês. Pozdrawiam serdecznie.

  • Nie przeczę, ale gdzie Alentejo a gdzie Algarve

  • Robek

    Upppss….chciałem oczywiście napisać Algarve….