blogowe Codzienność Wino i destylaty

Wpis noworoczny – coś na kształt podsumowania 2017

Napisał Blurppp

Pierwszy dzień roku, czas przełomu. Choć w sensie czysto umownym ale coś się skończyło a coś zaczyna. To też czas podsumowań i czas planów. Skoro robią to wszyscy to chyba jest w tym jakiś sens. W takim razie i ja coś naskrobie. Będzie o tym co u mnie, ale też o tym co mnie zachwyciło i wkurzyło w mijającym roku.

U mnie

Statystyki

13 stycznia blog skończy 7 lat. Musicie przyznać ż eto już spora chwila. Pewnie znów zapomnę o wpisie urodzinowym, to pisze o tym już teraz. Blog dzięki wam drodzy Czytelnicy ma się całkiem dobrze. Choć mówiąc szczerze kilka razy miałem ochotę tym wszystkim ciepnąć. Przede wszystkim z powodu strasznej czasochłonności blogowania. Wierni czytelnicy zauważyli, że przez letnie miesiące mało się działo. Tak to już jest, nie zawsze starcza mocy na pisanie. Tym bardziej, że nie wiąże się to z żadnymi wymiernymi korzyściami.  

Już kończę narzekać i zaczynam się chwalić. W mijającym roku opublikowałem 231 wpisów. Z czego 86 dotyczyło wina, 63 książek i audiobooków (recenzje). Ponad sto to informacje i zapowiedzi wydawnicze.

Ja pisałem, wy czytaliście. Blog w mijającym roku odwiedziło 181 296 osób a moje teksty zostały przeczytane 255 560 razy. Trochę ponad ćwierć miliona. Fajnie.

Trendy

Nie oznacza to, że jestem ze wszystkiego zadowolony. Po pierwsze chyba nie wychodzi mi tworzenie przekazu video. Nie mówię, że do tego nie wrócę, ale jakoś szybko brakło mi do tego serca.  A to ważne, bo wiele wskazuje na to że czas blogów pisanych to przeszłość, teraz rządzić będzie video. Warto się w ten trend wpasować. Tym bardziej, że inni blogerzy nie zasypują gruszek w popiele.

Drugim widocznym trendem jest gasnące zainteresowanie czytelników ofertami dyskontów. Słowa Lidl czy Biedronka mówiąc kolokwialnie już nie grzeją. W minionym roku pisałem na temat ofert sieci handlowy 8 razy. Mniej niż 10% treści z działu wino, ale dla większości i tak jestem tubą propagandową dyskontów.

Nie tylko wino

W minionym roku zdradziłem wino na rzecz piwa. Trochę przez przypadek jeszcze w 2016 roku spróbowałem IPA od Brokreacji, spróbowałem i wpadłem. Po całych latach unikania nudy jaka oferował Żywiec, Okocim czy Tyskie spróbowałem czegoś innego i to był szok. Złożoność na poziomie wina, różnorodność smaków słowem nowe uniwersum do spenetrowania. Zacząłem czytać, degustować, uczyć się. Wciągnąłem się do tego stopnia, że sam zacząłem warzyć w domu. Mam za sobą pięć warek, wiem, ze to nie jest liczba imponująca ale nawet najdłuższa droga na najwyższy szczyt zaczyna się od pierwszych kroków. Myślę, że w roku 2018 moje piwne doświadczenie mocno się powiększy, tak jako piwopija jak i jako piwowara domowego.

Robię też w domu sery i wędliny, kisze warzywa i czasem ryby. Jak was to interesuje to dajcie znać, coś mogę o tym napisać.

Nie u mnie ale mnie gniewa

Kilka rzeczy w starym roku wywołało u mnie na tyle silne emocje, że postanowiłem na ten temat też napisać kilka zdań. Zacznę od marudzenia, a potem będę chwalił.

Blogosfera

Jednym zdaniem stagnacja i mizeria. W roku 2017 nie pojawił się nikt o kim bym mógł powiedzieć „czekam na każdy jego tekst”. Z drugiej strony po osobach w blogosferze winiarskiej siedzących od dawna widać zmęczenie i wyraźny spadek zaangażowania. Po ludzku doskonale ich rozumiem, człowiek się wypala, a pozytywnym motywacji zero albo tyle co nic.

Najlepszym przykładem tego, co zresztą odczułem bardzo boleśnie była powolna cicha śmierć projektu Winne Wtorki. Udział biorących w nim udział malał z edycji na edycję. Jest szansa na odrodzenie się projektu w nowej formule. Jak będzie czas pokarze.

Wreszcie dwie nagrody Blog Roku, zarówno krakowska jak i warszawska. W obu mam bardzo poważne wątpliwości. Ale ja jestem jedynie czytelnikiem, a oceniali krytycy. Opinie tych grup rzadko są zgodne.

Ferment vs. Winicjatywa

Jestem przekonany, że nowy winiarski periodyk „Ferment” tworzony przez zespół pod wodza Wojtka Bońkowskiego zagości w wielu podsumowaniach.  Pewnie u większości po stronie sukcesów, u mnie jest w kategorii negatywy i to pomimo tego, że nie miałem  w rękach rządnego numeru. Dlaczego w takim razie się czepiam. A no z tego powodu, że „Ferment” przypomina mi dziecko które systematycznie podtruwa swoją matkę. Mówiąc inaczej nie mam nic przeciwko magazynowi drukowanemu jeżeli Winicjatywa (matka) zachowała swój status. Kiedyś to był dynamiczny serwis o winie, ze spora iloscią tekstów edukacyjnych, problemowych, polemicznych. Dziś jest platformą do reklamowania treści dostępnych w wydaniu papierowym. Nie podoba mi się to i uważam to z błąd. Te dwa byty Winicjatywa i „Ferment” pomimo tych samych ludzi stojących za obiema projektami powinny być bytami rozłącznymi. Nie wiem jaki jest poziom wydania papierowego, ale wiem, że poziom Winicjatywy bardzo podupadł, przynajmniej jeżeli chodzi o treści ogólnodostępne. I nie chodzi o to, że teksty są gorzej napisane, chodzi raczej o dobór tematów. Dziś nie w blogosferze a na  Winicjatywie dominuje dyskont i supermarket. Przykre to. Obecnie najciekawszym na WI to agregator blogów, i to pomimo tego co napisałem punkt wyżej. 

Brak przekładów, brak polskiej literatury

Zauważyliście, że w mijającym roku na księgarskich półkach nie pojawił się ani jeden interesujący przekład książki o winie. Widomo, Polacy czytają bardzo mało, a o winie nie czytają wcale. Nie inaczej jest z ciekawymi pozycjami polskich autorów. Widać się to nie sprzedaje, nie ma na to zapotrzebowania. I chyba to jest najlepszy wskaźnik „siły” polskiego świadomego picia wina. Dzięki Bogu za Amazona.

Zaniechanie serii wydawniczych

Nie samym winem człowiek żyje. Są jeszcze choćby książki. Tak, należę do tych nielicznych, którzy nie wyobrażają sobie wieczora bez książki. Tymczasem wydawanie książek to w Polsce biznes podniesionego ryzyka, w efekcie wielu wydawców tnie swoje katalogi i rezygnuje z nowości, w tym z kolejnych książek cyklów. W efekcie nie wiem choćby jak skończą się dwa cykle Bernarda Cornwella.  Ludzie zacznijcie czytać i kupować książki!.  

Zostałem radiowym sierotą

O tym co za oknem, o sytuacji politycznej mógłbym napisać kilkadziesiąt a może i kilkaset stron. Osoby mnie znające, wiedza że z „dobrą zmianą” mi nie po drodze. Wszystko to mogę przeżyć, są jednak w polityce rzeczy które stają się osobiste. Dla mnie czymś takim stał się mord na Trójce. Od miesięcy wieczory u mnie w domu nie są już takie same, już nie brzmi w tle radio. TrUjka to już nie jest moje radio, kiedy z przyzwyczajenia włączę je wieczorem, trochę na skutek pamięci mięśniowej, nawyku a nie świadomej decyzji czuje się, jak by mi po domu jacyś obcy ludzie chodzili. Klub Trójki to był Jerzy Sosnowski i jego magiczny głos a nie sepleniący i sapiący Piotr Semka.

Niestety polski rynek mediów elektronicznych nie dorobił się radia będącego dla Trójki alternatywa. Zostałem wiec radiowym sierotą. Wieczorami najczęściej teraz słucham starych płyt, a za radiem tęsknię. Przecież Trójki nieprzerwanie słuchałem od 1982 roku.

Niezmiennie wysoka cena wina i kawy

Tu nie będę niczego już tłumaczył, stwierdzę tylko fakt. Wino w Polsce jest absurdalnie drogie, tak w detalu jak i w wyszynku. Jak popatrzy się na to jeszcze przez pryzmat dochodów to jest dramat. Zresztą odnosił się do tego chyba najważniejszy mój tekst zeszłego roku:  Segmentacja wina w USA a twój portfel. Gorzej jest tylko z cenami kawy w knajpach. Państwo wybacza, ale kawa nie powinna kosztować więcej niż 1 zł z esspresso i maksymalnie 1,50 zł za kawę z mlekiem.  Wszystko powyżej to zdzierstwo. Tak w nowym roku napisze o tym dłuższy tekst.  

Nie u mnie ale mnie cieszy

Trochę ponarzekałem, teraz będę tylko chwalił.

Degusta Espana

Choć projekt na krakowskim podwórku miał tylko dwie odsłony, kolejna będzie w styczniu to ten organizowany przez Bożenę Dragosz, Tatianę Muchę i Basie Lejkowska a wspierany przez Ambasadę Hiszpanii już dziś uważam za najlepszy degustacyjny cykl roku. Świetnie dobrane wina, przekrojowy i obszerny line up, znakomite prowadzenie przez nie zrównywanego Julio Cesara Sobrino. Do tego doskonała atmosfera, luz i olbrzymi element edukacyjny. Brawo! Trzymam kciuki za kolejne edycje i po cichu liczę na zaproszenie.

Premiery światowych bestselerów

I z poza winnego podwórka. Dożyliśmy czasów kiedy światowe potencjalne hity tak konowe jak i książkowe trafiają do nas bez opóźnienia. Rozumiem, ze w większym stopniu to zasługa lęku przed piractwem niż ukłon ze strony dystrybutorów i wydawców, ale i tak mnie to cieszy. Nie czuję się przez to klientem gorszego sortuj, jak przez całe lata 80 i 90 ubiegłego wielu i pierwszą dekadę naszego wieku.

Najlepsze wino jakie piłem w 2017 roku

Nie wiem czy to wino naprawdę było najlepsze, wiem że w pewnych okolicznościach zrobiło na mnie największe wrażenie. Ale wiecie jak to jest, wszystko jest subiektywne. Wiem czekacie na nazwę to już podaje: Vall LLach 2000 DOCa Priorat. Piłem na urodzinowej degustacji Winkolekcji.

Z rokiem 2017 jestem oficjalnie rozliczony ( no jeszcze PITa trzeba złożyć). Teraz czas zacząć myśleć do przodu. Niech to będzie dobry rok, niech stoi pod znakiem zdrowia i podróży. Czego sobie i Wam życzę.  

O autorze

Blurppp

Irek "blurppp" Wis - miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl