Wino i destylaty

Winzergenossenschaft Mayschoss-Altenahr Spatburgunder Ponsart n.24 2013

Napisał Blurppp

Pewien mój znajomy, mężczyzna w wieku określanym mianem „męskiego” czyli na tyle już posunięty w latach, że śmiało może część swoich działań tłumaczyć kryzysem wieku średniego, ostatnio zapadł się w świat czatów internetowych. Niedawno przy męskiej rozmowie zapytałem go czego tam szukasz. Podtekstem pytania był oczywiście przygodny seks. Odpowiedź mnie zupełnie zaskoczyła, a brzmiała „szukam ekscytacji”. Pociągnąłem dalej i zapytałem, czy znajduje. I tu odpowiedź była mniej zaskakująca. Na ekscytację nie ma co liczyć, jest za to dużo prób wyciągnięcia pieniędzy i jeszcze więcej nudy. Pomyślałem tylko, że mam bardzo podobnie w moich peregrynacjach świata wina.

Stąd też pewnie bierze się pewne moje zmęczenie winem, które pewnie i wy drodzy czytelnicy zauważacie. Od jakiegoś czasu odnoszę wrażenie, że większość win które mam okazję spróbować to tak naprawdę wariacje na ten sam temat. Jedynym winem jakie wywołało u mnie w ostatnim czasie jakieś emocje było Gaja Barbaresco 2012. Tą emocją było zaskoczenie, jakie dziś nie zdradzę, ale za to obiecuję niebawem wpis z relacją z degustacji win tego piemonckiego giganta.   

I żeby było jasne, bo pewnie złośliwe języki zaraz skomentują te moje przemyślenia w sposób następujący: „Bo jak wina z dyskontu pijasz, to czego się spodziewasz”. To też od razu odpowiem, w ostatnim miesiącu wina z dyskontu nie miałem w ustach. Koło biurka stoi wciąż nieotwarta paczka z Biedronki. Stoi i się kurzy, a ja jakoś nie potrafię w sobie znaleźć siły wewnętrznej by się z tymi sześcioma butelkami zmierzyć.

Niestety moje doświadczenia ostatnich miesięcy pokazują, że z winami ze sklepów specjalistycznych nie jest lepiej. Jak długo obracamy się wśród średniaków, również tych droższych, na ekscytację nie ma co liczyć. Jasne jest pewien powtarzalny poziom, jest smak, ale nie ma nic więcej. Nie ma tam niczego co by mogło wywołać uczucie ekscytacji. Przynajmniej nie wywołuje u mnie.

Najgorszym jest to, że za taki stan rzeczy odpowiadamy my winopijcy. Dzisiejszy masowy konsument chce kupić właśnie powtarzalność. Chce mieć pewność, że wino będzie smakowało tak jak to sprzed tygodnia. Wychodząc temu naprzeciw władze apelacji od wszystkich chcących na swojej etykiecie napisać AOC albo DO względnie DOC wymagają „unifikacji charakteru wina” co ukrywają pod określeniem „smak typowy dla…”.

W efekcie apelacja, która u swoich podstaw określała jedynie region pochodzenia, dziś stałą się własną karykaturą, swoistymi kajdanami blokującymi jakąkolwiek kreatywność winiarzy. Sprawa nie jest zresztą nowa. Nawet mało zaawansowany winomaniak zna opowieść o toskańskim buncie, gdy najlepsi producenci świadomie zaczęli produkować wina w niższej klasie win regionalnych dzięki czemu powstały supertoscany.

Odnoszę wrażenie, że dziś jak nigdy wcześniej potrzebujemy kolejnej generacji buntowników, i to nie tylko w Toskanii. Czegoś na wzór piwnej rewolucji, tego całego craftu. W innym wypadku wszyscy poumieramy z nudów pijąc średniaki którym tak naprawdę nie można nic zarzucić.

Winzergenossenschaft Mayschoss-Altenahr Spatburgunder Ponsart n.24 2013

Ponsart n.24 2013

Jednym z takich win jest Ponsart n.24 – jedno z flagowych win Winzergenossenschaft Mayschoss-Altenahr, największej i najstarszej spółdzielni winiarskiej w niemieckim regionie AHR. Ten spatburgunder oznaczony numerem 24 formalnie należy do linii Ponsart czyli win o etykietach dekorowanych reprintami dziewiętnastowiecznych rycin przedstawiających urokliwe zakątki regionu. W ramach serii co roku powstaje kilka etykiet, różni je numer wersji. Opisana dziś to edycja 24, stąd numer w nazwie.

Nim zaglądniemy do butelki jeszcze jeden smaczek. Na szyjce butelki umieszczono zawieszkę z ukrytą wewnątrz stylizowana mapą przebiegu rzeki Ahr. Ładny drobiazg.

Wracając do wina. To odmianowy spatburgunder który dość długo spędził w beczkach. Nie wiem czy nie zbyt długo. Ślady tego czuć tak w nosie, gdzie widać to pod postacią tonu ziół, co jest do wytrzymania i mokrej deski, co już jest mniej przyjemne. Na szczęście po godzince deska znika i na wierzch wychodzą porzeczki tak czarne jak i czerwone oraz maliny. W ustach ślad beczko to przede wszystkim bardzo wypolerowane garbniki, obecne, ale nie inwazyjne. Jest też lekko ziołowy finisz, ale nie potrafię jednoznacznie powiedzieć, czy to charakter siedliska czy po beczkowy spadek. Pomiędzy zaś sporo świeżości podkreślonej porzeczkową kwasowością i przyjemny czerwony owoc. Jak na pinota wino ma niezła koncentrację i sporo ciała. Jest tego na tyle dużo, że poradzi sobie nie tylko z delikatną kaczką, ale też z czymś solidniejszym.

Ponsart n.24 ma niby wszystko co mieć powinien, jest i sporo finezji, jest elegancja. Pije się to przyjemnie i tylko gdzieś przy trzecim kieliszku nachodzi człowieka dziwna myśl, czy ja już tego wina czasem nie piłem kiedyś wcześniej. Czyli jedno z tych win które zachwyci wyznawców prawa inżyniera Mamonia, że to lubimy tylko te piosenki co je znamy. Wino nie jest dostępne w Polsce, a na rynku niemieckim kosztuje 19 euro. Za tą cenę otrzymujemy bardzo solidny standard. Większości to wystarczy, ja chciałbym czegoś bardziej ekscytującego.  Moja ocena dobre plus (4.5)

Ponsart n.24 2013 otrzymałem od Niemieckiego Instytutu Wina.

O autorze

Blurppp

Irek „blurppp” Wis – miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl

  • Maciej Piątek

    Chcesz ekscytacji, eksploruj, w świecie wina jest mnóstwo buntowników i pozytywnych freaków, wystarczy poszukać. Sypnę z rękawa tym, co ja odkryłem niedawno, i wierz mi, że nie było to trudne: biodynamiczny carignan z Chile (Garage Wine, Vive le Vin), muscadet po malolaktykcznej i czerwony Saumur 2003 (Philippe de Givenchy), pomarańczowy gruner (Andert, Naturaliści), zweigelt ze starych krzewów i trousseau z Jury (Lutomski), Dead Arm Shiraz d’Arenberg (dobrewina.pl), trebbiano od Francesco Cirelli (Wine Spot w Krakowie)…

  • Jakub Jurkiewicz

    Irku, więcej wiary w winiarzy! Bardzo dużo ciekawych rzeczy się dzieje! Skoro ja na malusim runku NZ mogę ekscytujące nowości, to tym bardziej, Ty w Europie możesz się ekscytować! Oczywiście, w Biedronce tego nie znajdziesz, ale dobrzy importerzy powinni Cię pokierować w ciekawe rejony. Jeśli tego nie robią, to może warto zmienić sklepy, które odwiedzasz? 🙂

  • Pingback: Viña Zorzal Garnacha Navarra D.O. 2015()