Recenzje

Tadeusz Biedzki „Ostatnie srebrniki”

Napisał Blurppp

Chyba nie wiele książek w ostatnim czasie tak bardzo mnie zawiodło i zirytowało jak  „Ostatnie srebrniki” Tadeusza Biedzkiego. Potem do tych wszystkich negatywnych uczuć doszedł jeszcze żal, jak w imię partykularnych ideologicznych celów można było zmarnować taki fajny pomysł i taki potencjał. Pewnie w zamyśle autora miało wyjść fajnie, a wyszło tak, ze szkoda gadać.

Tadeusz Biedzki „Ostatnie srebrniki” Myślę, że „Ostatnie srebrniki” nie ukazałyby się gdyby nie Dan Brown. To jego „Kod Da Vinci”, bardzo źle odebrany przez wile osób związanych z Kościołem Katolickim, był bezpośrednim protoplastą tej pozycji. Autor prawdopodobnie chciał zrobić podobny numer tylko z wektorem skierowanym w drugą stronę. Tyle tylko, że Brown umie dobrze pisać a Biedzki raczej nie, a już na pewno nie potrafi pisać conspiracy thrillerów z wątkiem religijnym i historycznym.

Zaczyna się całkiem zwyczajnie. Narrator i za razem główny bohater podczas wakacji na Cyprze wchodzi w posiadanie starej skrzyneczki. Potem ten sam Narrator jest świadkiem morderstwa popełnionego w jednym z barcelońskich kościołów, ofiarą jest młody ksiądz. To jakieś pierwsze 15 stron, i chyba to tyle jeżeli chodzi o tak zwane spoko czytanie. Potem zaczyna się równia pochyła.

Okazuje się, że za zabójstwem stoi jakaś tajna organizacja stworzona przez epigonów Jose Luis Rodrigueza Zapatero. Niezorientowanym przypomnę hiszpańskiego premiera w latach 2004-2011. Zaś dla autora książki zapiekłego lewaka, ikony lewactwa – tak to są określenia jakimi pan Biedzki się posługuje. W międzyczasie autor pokazuje nam najnowszą historię hiszpańskiego kościoła, który wygląda na prześladowany. Tylko, że w tej swojej opowieści o najnowszych losach iberyjskiego kościoła jest choćby zupełnie przemilczana rola kościoła w czasach Franco. Niezorientowanym znów przypomnę: hiszpański kościół murem stał za dyktatorem a nie za Hiszpanami i wciąż mu się to pamięta i to tu należy szukać silnego odwrotu w społeczeństwie hiszpańskim od religii. Ale o tym „Ostatnie srebrniki” milczą.

To jedna z warstw opowieści,  drugą jest śledzenie przez blisko 2000 lat losów judaszowych srebrników. To mógłby być materiał na fajniejsza cześć. Niestety napisano go niezgrabnie, naiwnie i przaśnie.  Ilość nieprawdopodobnych zbiegów okoliczności, diabełków wyskakujących z pudełka i innych rozwiązań typu deus ex machina w tej opowieści czyni ja całkowicie niewiarygodną. I tu po raz kolejny wrócę do Browna. On choć też manipuluje faktami, miesza hipotezy z potwierdzonymi wydarzeniami itd. To jednak u niego jest tu spójne a u Biedzkiego nie.

Jak by w tym garze był mało nieszczęść, autor dorzuca jeszcze jedno i stara się wydarzenia z książki powiązać z naszą rzeczywistością. Moment kiedy nie zdzierżyłem  przyszedł w chwili, kiedy okazało się, że polskim rezydentem tajnej organizacji stawiającej sobie za cel zniszczenie kościoła jest … tu spojler … Dominik Taras, w książce przedstawiony jako Dominik Balkon. Tym o słabszej pamięci znów przypomnę, to chłopak który dla draki postanowił ukraść krzyż spod Pałacu Prezydenckiego. Tak chodzi o wydarzenia po katastrofie smoleńskiej.

Po tym jak to przeczytałem, miałem już pewność „Ostatnie srebrniki” to zwyczajne pomieszanie prawicowej agitki z pamfletem czy może paszkwilem na  współczesne zmiany społeczne w tym na malejącą role kościoła w Europie. Ta książka napisał jest pod jasno skrojoną tezę i dla wszystkich, którzy się z nią nie zgadzają jest doświadczeniem żenującym. Jak napisałem w lidzie mnie irytowała, również dlatego, że do przekazu ideologicznego autor podszedł bez jakiejkolwiek subtelności, mrugnięcia okiem, wieloznaczności. Wszystko jest mocno łopatologiczne i grubo ciosane.  

Język jest prosty, momentami prostacki, bardzo wiele określeń jest wyraźnie wartościujących (nadużywane pejoratywnego określenia w rodzaju „lewactwo”). Mówiąc wprost, Biedzki do literatury wprowadził środki do tej pory znane z publicystyki politycznej. Dla mnie to za wiele, książki powinny być dalekie od języka nienawiści, bo przecież właśnie w świat literatury uciekamy przed tym wszystkim co sączy się z wiadomości. Z tego samego powodu, przede wszystkim literatura rozrywkowa nie powinna być tak mocno nacechowane zabarwieniem ideowym.   

 „Ostatnie srebrniki” to pozycja męcząca a przy tym szkodliwa bo otwiera kolejne drzwi wpuszczając bieżączke w świat literatury. Trzymajcie się od niej z daleka! Z kolei objęcie tej pozycji patronatem przez radiową Trójkę to kolejny dowód na upadek tej kultowej stacji.

Tytuł: „Ostatnie srebrniki”

Autor: Tadeusz Biedzki

Rok wydania: 2017

Stron: 220

Cena okładkowa 29,90 zł

Wydawca: Wydawnictwo Bernardinum

Książka otrzymałem od wydawcy

O autorze

Blurppp

Irek „blurppp” Wis – miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl