Recenzje

Owen King i Stephen King „Śpiące królewny” – audiobook

Napisał Blurppp

Stephen King to bez dwóch zdań jedna z najsilniejszym marek na rynku literatury popularnej czy wręcz popkultury. Dziś jego nazwisko znajdziemy nie tylko na okładkach książek, ale też na filmowych afiszach. Właściwie każda z ekranizacji jego powieści to sukces frekwencyjny, choć nie rzadko sam film najlepszy nie jest, niedowiarki niech popatrzą na „Mroczną wieżę”. Magia nazwiska wiele potrafi. Teraz tata King postanowił tej magii użyczyć synowi Owenowi i tak na półki trafiła powieść „Śpiące królewny” podpisana przez obu panów King.

„Śpiące królewny”Napisałem podpisana a nie napisana i nie jest to literówka. Jestem przekonany, że Stephen King  jedynie wsparł syna, a właściwie promocję jego książki użyczając własnej marki. W najlepszym razie konsultował powstawanie opowieści. Przesłanek ku temu jest kilka.

Po pierwsze książka w całości napisana jest jednym, odrobinę ciężkim i bardzo nie kingowym stylem. Tymczasem zgodnie z materiałami promocyjnymi, powieść powstawała we fragmentach na przemian pisanych przez obu autorów. Trzeba to włożyć między bajki.

Drugim co mi nie pasuje jest ilość bohaterów. Powieści taty Kinga to zawsze dwie trzy a często i jedna kluczowa postać wokół której kręci się cała fabuła. Czasami jest to grupka 5-6 osób, jak w „To” czy „Łowcy snów”. Tymczasem „Śpiące królewny” są przeładowane bohaterami. Jest ich tylu, że z czasem zaczynają się czytelnikowi mylić czy zlewać w jedno. Nie ma tu nikogo, komu od początku można kibicować albo nienawidzić. Nadmiar w tym wypadku powieści zaszkodził.

Po trzecie Stephen King właściwie nigdy nie bawi się forma, u niego liczy się treść, wszystkie jego pozycje to prosto napisane wciągające historie. Tyle i tylko tyle i aż tyle. Tymczasem „Śpiące królewny” pełne są zabaw stylistycznych. Dla mnie wymienione elementy wystarczą by powiedzieć, że tej książki nie napisał mistrz.

No i jest wreszcie to o co mam największe pretensje, cała opowieść jest zbyt skomplikowana, przegadana i zwyczajnie nie wciąga w swój wir czytelnika. Niby jest apokaliptyczny pomysł z tajemniczym letargiem w jaki popadają kobiety. Niby jest całkiem interesująca wizja świata bez kobiet, niby jest tajemnicza Evie, niby jest walka Frankiego ale…

Ale mnie to nie przekonuje. Nie bawiłem się przy tej powieści i nic na to nie poradzę. Nie zmienia tego nawet fakt, że zamiast czytać słuchałem wersji audiobookowej, a te ( wiem z wieloletniego doświadczenia) wchodzą łatwiej i lepiej niż tradycyjna lektura. Choć odpowiedzialny za interpretacje tekstu Leszek Filipowicz staje na głowie to niestety nie potrafił mnie oczarować.

I jeszcze jeden drobiazg. Większość powieści osadzona jest w klimacie prowincjonalnych miasteczek. Któż nie zna Derry w stanie Maine. Chyba tylko Grisham potrafi z podobną czułością odmalować te „zadupia” Ameryki. Tymczasem Dooling w Appalachach jest jakieś bezpłciowe, nudne,  pozbawione uroku. Denerwowało mnie to.  

Mroczne Appalachy

Choć do tej pory napisałem sporo gorzkich słów to nie chcę żebyście pomyśleli, że „Śpiące królewny” to zła powieść. Ona jest średnia, co dla mnie i moich wobec Stephena Kinga oczekiwań zbyt mało. W ostatnich miesiącach wysłuchałem choćby „Dolores Claiborne” w niezwykłej interpretacji  Teresy Budzisz-Krzyżanowskiej i superprodukcji „Lśnienie”.  To też to one stanowią dla mnie punkt odniesienia i nie da się ukryć, że na ich tle „Śpiące królewny” wypadają słabo.

Nie chcę was zniechęcać, najlepiej sprawdźcie sami, ale jestem przekonany, że kooperacja ojca z synem u miłośników Stephena raczej wysoko na liście ulubionych pozycji nie zagości.  Oczywiście rozumiem tatę Kinga, że chciał pomóc synowi w rozwoju kariery. Ale nie rozumiem pisarza Stephena Kinga po co rozmieniał się na drobne.   

Autor: Owen King i Stephen King

Tytuł: „Śpiące królewny”

Czyta: Leszek Filipowicz

Rok wydania: 2017

Czas: 27 godzin i 45 minut

Cena: 49,90 zł

Kupicie w Audioteka.pl

Audiobooka otrzymałem od Audioteki

 

 

O autorze

Blurppp

Irek "blurppp" Wis - miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl