Wino i destylaty

Ostrażovic Furmint 2017

Napisał Blurppp

Wraz z okolicznościami słowa tracą lub zyskują znaczenie. Weźmy takie słowo „tranzyt”, dziś używamy go w prawdziwym znaczeniu – określa przejazd przez coś, i tylko tyle. Ale w czasach mojej młodości, w latach osiemdziesiątych „tranzyt” to było cos zupełnie innego, oznaczał wyprawę handlową przez kraje „demokracji ludowej” czyli popularne demoludy. W każdym przez przemierzanych krajów trzeba było cos kupić by w kolejnym to sprzedać. Przy mądrej organizacji można było wrócić bogatszym o plik dolarów, rubli albo woreczek rosyjskiego złota. Czasami owe tranzyty dla niepoznaki nabierały formę rodzinnych wakacji, to też jako nastolatek wziąłem udział w kilku z nich, a jak kilka dni temu kupowałem butelkę Ostrażovic Furmint 2017 owe tranzyty mi się przypomniały.

Pamiętam taki wyjazd do nieistniejącego już kraju, do Jugosławii. Dziś powiedziałbym, że pojechaliśmy do Chorwacji. Był rok 1985 albo 1986. Mieliśmy wyjechać bladym świtem, ale wyjechaliśmy z opóźnieniem, bo ukryte w przewodzie powietrznym srebro, skitrane tam z myślą o rynku właśnie jugosłowiańskim się przemieściło, i gaźnik nie dostawał powietrza. Tak to były czasy ostrych kontroli granicznych, a handel nazywany był spekulacją i karany wysokimi grzywnami oraz przepadkiem towaru.

Po drodze mijaliśmy Czechosłowację, kolejne nie istniejące już państwo i Węgry. Tam też coś dokupywaliśmy, z tego co pamiętam to odzież dziecięcą. Finalnie wylądowaliśmy w okolicach Splitu gdzie po tygodniu na kampingu sprzedaliśmy nie tylko przemycone srebro ale i cały sprzęt biwakowy, w tym materace, kuchenkę gazowa, namioty a nawet elektryczna maszynkę do golenia mojego ojca. Co kupiliśmy w Jugosławii nie pamiętam, pamiętam jedynie, że chyba nie wiele, bo czubaty na początku wakacji bagażnik był prawie pusty. Pamiętam jedynie, że na jego dnie leżało kila opakowań wtedy uznawanej za towar luksusowy Vegety i jugosłowiańskie wydanie płyty „Oxygen” Jarra. W Belgradzie tłoczyli licencyjne kopie płyt, o których w Polsce można było jedynie pomarzyć.

Inny tranzyt to przejazd do Rumuni, gdzie wielkim powodzeniem cieszyły się polskie jeansy firmy Elpo i biseptol, tam uważany za magiczny specyfik na zwiększenie potencji. Wracaliśmy przez ZSRR, tereny dzisiejszej Ukrainy gdzie walutę zamieniało się na złoto, potem sprzedawane z dużym zyskiem w Polsce. Jak coś w tych strategiach handlowych tranzytów pomieszałem to mnie poprawcie, miałem 10-17 lat i nie do wszystkiego byłem dopuszczany, a czas zatarł wiele szczegółów. Pamiętam za to, jasno i wrażenie jakie robiły na mnie sklepy na Węgrzech czy w Jugosławii, to był prawie Zachód. Kolorowe etykiety i duży wybór, szczególnie gdy porównało się to z pustymi półkami u nas, i z szarzyzną etykiet zastępczych.

Ta słabość do sklepów „zagranicznych” mi została. Każdy wyjazd to obowiązkowa wizyta w jakimś sklepie. Nadal lubię kupować daleko od domu, choć coraz mniej towarów, których nie znajdziemy u nas w supermarkecie. Ale wciąż warto przywieźć świetne słowackie feferony (jak nasi południowi sąsiedzi nazywają wściekle ostre papryczki peperoni), wciąż najlepsze owsianki kupisz w Czechach ( polecam firmę Emco), a ajwar przywieziony z Serbii ma jedyny i niepowtarzalny smak. Nie inaczej jest z węgierska słonina z mangalicy i oczywiście z winem.    

Pod koniec kwietnia obowiązki zawodowe sprawiły, że sporo kręciłem się po Mid Europie, w tym dwa razy zajechałem w okolice Tokaju. Były to wyjazdy związane z pracą nie było okazji pospacerować po winnicach, ani odwiedzić producentów. Ba nie było nawet okazji na węgierskie zakupy, za to miałem kilka chwil na zakupy w słowackiej części regionu. A że nauczony tranzytami wciąż odwiedzam lokalne sklepy to kupiłem sobie parę rzeczy, w tym butelkę Ostrażovic Furmint 2017.  

Ostrażovic Furmint 2017

Ostrażovic Furmint 2017

Podczas szybkich zakupów trudno trafić na dobre wina od lokalnych producentów, najczęściej można dostać szeroko dystrybuowaną masówkę z winiarskich kombinatów. Chyba, że ma się szczęście. Ja miałem, zatrzymałem się w miejscowości Cerhov, o kilka minut jazdy samochodem od granicy z Węgrami, i o kilkaset metrów od  wsi Velka Trna gdzie na 18 hektarach winogradów gospodarują Jaro i Jarka Ostrozovic i ich wina były w małym wiejskim sklepiku. Samych producentów nie poznałem, choć z drogi widać ich winogrady i zabudowania, czasu nie było.

A szkoda, bo różnice językowe są żadne i łatwo byśmy się dogadali. Mogliby mi opowiedzieć o tym jak zaczynali w 1990 roku na odzyskanych 8,5 hektara. Jak z czasem dokupywali kolejne parcele. I jak doskonalili umiejętności, podnosząc kwalifikacje w szkołach na Morawach. By wreszcie na początku drugiej dekady dwudziestego pierwszego wieku zacząć zdobywać medale w winiarskich konkursach, a przede wszystkim sympatie nie tylko słowackich winomaniaków.

Dziś, przynajmniej informacji na stronie www tak podają, produkują kilkanaście różnych win, w tym tokajskie słodycze. Ale ilościowo dominują wina wytrawne i półwytrawne, i właśnie taki półwytrawny jest Ostrażovic Furmint 2017. Tokajskie wino, zrobione w bardzo morawskim stylu. W nosie miodowe,  kwiatowe, z lekkim cytrusowym owocem, w ustach zdecydowanie, ba wręcz ostro kwasowe ale z wyraźnym cukrem resztkowym, i to rozpięcie na osi słodycz-kwasowość nadaje mu wyraźnego morawskiego charakteru. Owoc jest ładny, czysty, zielony, a całość wieńczy wyraźna mineralna, rześka końcówka.

Ostrażovic Furmint 2017 jest bardzo świeży i po schłodzeniu  świetnie się sprawdził podczas działkingu w ten najdłuższy weekend nowoczesnej Europy. Piłem z przyjemnością. Warto czasami sobie przypomnieć, że Tokaj to nie tylko Węgry a samego producenta również warto zapamiętać. Może znów trafi się krótka przerwa w słowackim tokaju.  Wino oceniam na 4,5 – dobre z plusem, cena 5,49 euro.

Ostrażovic Furmint 2017  to mój własny zakup.   

O autorze

Blurppp

Irek "blurppp" Wis - miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl