O mnie

blurppp

blurppp

Mam na imię Irek, nazywam sie Wis,  jestem facetem trochę po czterdziestce i ostatnio mocno siwieję. Podobno każdy siwy włos to utracona okazja, wiec ostatnio pewnie wiele okazji przechodzi mi koło nosa. To pewnie przez to zgorzknienie starcze które coraz częściej mnie dopada.

Kiedyś dawno, dawno temu czytywałem komiksy. Za czasów babci komuny wyboru wielkiego w tej dziedzinie nie było. To też kiedy w ręce wpadł mi „Kajko i Kokosz” byłem zachwycony. Wspomniani panowie mieli smoka Milusia, ten smok robił „blurppp”. I jakoś ten blurppp się do mnie przylepił. I tak jest ze mną ponad 30 lat.

Dziś komiksów już nie czytam, ale ciągle czytam. To co przeczytam opisuje. Piję wino którego jestem entuzjastą. O tym co ciekawego wypiłem opisuję.

Kocham podróże, wydaję na nie każdy zaoszczędzony grosz. Czasami też pisze o podróżach.

Kocham  fotografię, najchętniej tą starą. Zdjęcia które same w sobie są opowieścią i to opowieścią do kwadratu. Bo jedna jest zawarta w kadrze a druga to okoliczności naświetlenia tej klatki.

Kiedy mam czas to gotuje, bardzo przy tym bałaganiąc. To też żona niezbyt często wpuszcza mnie do kuchni. Jak już coś ugotuje to lubię podzielić się przepisem.

Gdybym mógł i było by mnie stać to całe życie spędził bym przemierzając obce kraje. Jadłbym tam i pił miejscowe specjalności, fotografował tamtejsze widoki i zasypiał zmęczony co noc w innym łóżku.

Jestem żonaty, mam jedną dorastająca córkę.

Lubię się śmiać, prowadzić samochód po długich prostych drogach i słuchać muzyki do której nie da się zatańczyć. Nie lubię polityki. Boje się latać. Uwielbiam długie nocne rozmowy nad butelką wina, nawet gdy zahaczają o politykę, czego w tym kraju nie da się uniknąć. Znam na pamięć większość piosenek Kaczmarskiego i Cohena w tłumaczeniu Macieja Zębatego. Jak wypiję za dużo wina to śpiewam.

Jestem dyslektykiem i nie znam zasad ortografii ani interpunkcji. Nie mówię po francusku, włosku ani hiszpańsku, co oznacza, że kaleczę nazwy apelacji, szczepów i win.

Miewam głupie pomysły. Kiedyś namówiłem mariackiego hejnalistę by w moje urodziny o 3 w nocy zagrał zamiast hejnału temat z „Ojca chrzestnego” który uważam za najpiękniejszą melodie świata.

Za jedno z najfajniejszych wspomnień uważam pewien chłodny lutowy poranek, kiedy z żoną i córką zgubiliśmy się w labiryncie uliczek mediny Marrakeszu. Odnalezienie drogi powrotnej zajęło nam do południa. Najadłem sie wtedy trochę strachu.

Jak będę stary zamieszkam na Malcie. (choć to nie jest pewne, bo przy prognozowanej emeryturze z ZUS wynoszącej 428 zł może być mnie nie stać.)