Wino i destylaty

Nestarec Vetlinske Zelene – pojedynek w rodzinie

Napisał Blurppp

Naturaliści, autentyści, wina naturalne, organiczne, ekologiczne , niesiarkowane, wina pomarańczowe. To tylko kilka z określeni które od jakiegoś czasu rozgrzewają dyskusje winnej braci. Jak to z tym jest, przez ostatni weekend zrobiłem mały test i przekonać się czy jest o co kruszyć kopie.

O swojej nieufności wobec najnowszych trendów, umownie nazwijmy je organicznymi, pisałem nie raz. Parokrotnie powiedziałem nawet, że cała ta organiczność i naturalność to alibi dla mniej udanych partii produkcyjnych. Strasznie mi się wtedy po głowie oberwało. Kończąc tamtą dyskusję obiecałem, że znajdę jakiś sposób na udowodnienie: wina organiczne to zdecydowanie nie moje smaki.

Po wielu miesiącach wreszcie trafiła się okazja na taki organoleptyczny eksperyment. Za sprawą niezastąpionego Zbigniewa Gluzy trafiły do mnie dwa wina które łączy bardzo wiele. Mianowice zrobił je ten sam człowiek, morawski autentysta Milan Nestarec. Do tego zrobił je z gron jednego szczepu, wyrosłych na tej samej parceli, oczywiście oba wina to ten sam rocznik. Jedno to Milan Nestarec Klasika Vetlinske Zelene 2013, klasyczne wino białe choć nie filtrowane a drugie to Milan Nestarec Antika Vetlinske Zelene 2013 czyli wino pomarańczowe.

Nim dojdę do porównań kilka zdań wprowadzenia. Po pierwsze sam producent. Milan Nestarec to fachowiec i pierwsza liga morawskich autentystów. Są tacy którzy widzą w nim jedna z największych gwiazd młodego pokolenia tamtejszych winiarzy. Znaczy facet wie co robi i raczej gniota spod jego ręki się nie należy spodziewać. Po drugie przypomnijmy czym jest wino pomarańczowe. Nie wcale nie chodzi o wino powstające z fermentowanego soku z pomarańczy. W naszym kontekście wino pomarańczowe to wino powstające z białych odmian ale w sposób typowy dla win czerwonych czyli maceruje długo a czasami nawet bardzo długo na skórkach. W efekcie do wina pomarańczowego przenika sporo garbników. Teraz pora porównania. Oczywiście jak każde działanie organoleptyczne będzie ono obarczone błędem moich prywatnych preferencji. Taki świat, zaczynajmy.

pojedynek-1

Oko

Klasika jest dobrze wybarwiona, intensywna w kolorze starego złota, w pełni transparentna.  Antika z kolei jest pomarańczowa, nazwa zobowiązuje, mętna i mniej zachęcająca do konsumpcji.

pojedynek-3

Nos

Tym razem zacznę od wina pomarańczowego które jest ciekawsze, sporo tu zapachu nierozkrojonych pomarańczy, jest trochę tonów orzechowych a nawet ton , tak nie dziwcie się jajecznicy na cebuli. Z kolei Klasika to przede wszystkim żółte owoce złamane tonem czarnej herbaty. Trochę brak tu nut pieprzowych których oczekiwał bym po tym szczepie.

pojedynek-4

Usta

Klasika to dobra kwasowość, trochę pieprzowej pikantności , której brakowało w nosie, sporo soczystych zapowiadanych w nosie żółtych owoców (dzikie śliwki, brzoskwinie, morele). Przyjemnym zaskoczeniem jest pojawiający się pod koniec ton mineralny. Wino ma świetną pijalność. Z kolei Antika jest lekko mdła, spodziewałem się więcej garbnika, a nie ma go za grosz, szukałem ostrzejszej kwasowości, niestety daremnie. Nie ma wyraźnego owocu, gdzieś po bokach czai się kwaśno-gorzkie jabłko. Zamiast tego jest jakieś nieprzyjemnie napięcie, wysilenie.

pojedynek-5

Podsumowanie.

Gdybym miał tylko wąchać wybrał bym wino pomarańczowe, a ponieważ wina również pije wybieram Klasike. Bardziej odpowiada mi jej kwasowość i soczysty owoc. Antika poza intrygującym nosem nie oferuje nic. Jeżeli nałożymy jeszcze na to ceny Klasika 36 zł, Antika o 12 zł więcej. Dla mnie w tym porównaniu wino pomarańczowe okazało się po prostu sztuką dla sztuki. Stając przed półka wybrał bym wersje klasyczna, która zresztą i tak na tle wielu innych  morawskich wetlinerów wypadło blado. Moje oceny 4.0 dla Klasiki i 3 dla Antiki po raz kolejny potwierdzają, nie jestem klientem na wina naturalne. Moim zdaniem to tylko moda, liczę że szybko przeminie.

Oba wina otrzymałem od sklepu http://www.winozmoraw.pl/  

O autorze

Blurppp

Irek "blurppp" Wis - miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl