Recenzje

Remigiusz Mróz „Świt, który nie nadejdzie” – audiobook

Napisał Blurppp

Myśląc o gangach, gangsterach czy mafii myślami sięgamy na Sycylię czy do Nowego Jorku. Nie wiele osób wie, że w latach dwudziestych ubiegłego wieku Lwów czy Warszawa były miejscem działalności zorganizowanej przestępczości. Warszawski gang Łokietka czy wileńska Bruderfarajn, z blisko tysiącem żołnierzy, należały wówczas do najgroźniejszych grup przestępczych naszej planety. Ten zapomniany świat wraca teraz na kartach powieści Remigiusza Mroza „Świt, który nie nadejdzie”.

„Świt, który nie nadejdzie”Ernest postanowił zacząć od nowa. Z 400 zł w kieszeni wysiadł na dworcu z pociągu relacji Lwów -Warszawa. Jego spokój nie trwał jednak długo, już po kilku minutach wdał się w awanturę z młodym mężczyzna. A jako, że był byłym bokserem skutek tej awantury mógł być tylko jeden. Przybysz ze wschodu za późno orientuje się, iż pobity był członkiem Banników – jednego z najgroźniejszych warszawskich gangów. To też kiedy następnego dnia przed drzwiami swojej tymczasowej kwatery znalazł czarną głowę kury wiedział, że nie ma wyjścia i musi stawić im czoła.

Eliza Zarzeczna na swoja drogę mająca wyprowadzić ją z biedy robotniczego Rakowa wybrała służbę w świeżo sformowanych kobiecych oddziałach Policji Państwowej. Właśnie ukończyła szkolenie i pierwszym jej zadaniem jest skaptować do roli donosiciela przybysza ze wschodu. Wspólnie z partnerką rozpoczyna grę.

Losy Elizy i Ernesta skrzyżowały się, każde z nich będzie chciało z tej znajomości wynieść jak najwięcej i zbudować na niej własną karierę, a w tle będzie zdrada, nieufność, przemoc i podstęp czyli arsenał nigdy niegasnącej wojny nie tylko warszawskich gangów.

Do tego w bonusie dostajemy całkiem fajny obraz Warszawy lat 20 ubiegłego wieku z jej najbardziej ikonicznymi miejscami jak Ziemiańska, Kercelak czy port Praga. Sporo jest też o obyczajowości tamtego okresu, o rosnącej roli kobiet w życiu społecznym i politycznym. Nie zabrakło spektakularnie pokaźnej, rosnącej pozycji muzyki popularnej.

Prostytutki na Marszałkowskiej. Rok 1925

 No i jest o półświatku. Jako miłośnik wszystkiego co „mafijne” musze przyznać, że autor zrobił tutaj świetną robotę. Wprowadził wiele postaci historycznych z tamtego środowiska, jak choćby słynny Doktor czy Saszka Lichtsohn. Ponadto choćby szczegółowo opisał rozwijający się handel substancjami odurzającymi, nieźle przedstawił całą branże sutenerską, a jakoś w naszym narodowym wspomnieniu Warszawy Dwudziestolecia Międzywojennego lubimy zapominać , ze był to czas kiedy na ulicach stało całe mrowie prostytutek. Świetnie, że ten może nie chwalebny ale z cała pewnością malowniczy fragment naszej historii został przypomniany. Remigiusz Mróz ma za to u mnie wielkiego plusa.

Ale przecież nie o dokumentacje historyczną chodzi, choć tego nie sposób przecenić. „Świt, który nie nadejdzie” to przede wszystkim powieść rozrywkowa, a co za tym idzie pierwszorzędne znaczenie ma tu fabuła. A tę nakreślono mistrzowsko. Czytelnik jest co chwilę zaskakiwany niespodziewanym zwrotem akcji, tempo nie zwalnia ani na sekundę. Do ostatnich stron nie można przewidzieć jak to się skończy, a od pewnej przełomowej sceny tracimy nawet tak typową dla tego rodzaju literatury pewność happy endu.  

Chłopaki z Kercelaka. Około 1925 roku

No i wreszcie są bohaterowie, poznajemy ich głownie za sprawą tego jak postępują, a nie co mówią czy z wprowadzeń narratora. Do tego są jacyś, nawet postacie epizodyczne mają swoje indywidualne cechy. W powieści nie ma westernowego podziału na biel i czerń, każdy jest szary i ma w sobie tak dobre jak i złe cechy i najczęściej są one logiczną konsekwencja ich życiowych doświadczeń lub wynikają ze zborowego doświadczenia środowiska w jakim wyrastały.

Z tej mieszanki powstała wartka, przyjemna w odbiorze opowieść potrafiąca zawładnąć wyobraźnią odbiorcy. Ja tradycyjnie już dla pozycji Remigiusza Mroza „Świat, który nie nadejdzie” wysłuchałem. Tekst tym razem interpretował Adam Ferency i wypadł nie gorzej niż Krzysztof Gosztyła, którego do tej pory, z jednym wyjątkiem, kojarzyłem z audiobookami opartymi o powieści Remigiusza Mroza. Najważniejszym co zrobił pan Adam to odczytanie po swojemu, czyli bez „lecenia Gosztyłą”. No i podszedł do tego z humorem. Bardzo mi się podobało jak parokrotnie odczytując co bardziej interesujące gangsterskie dialogi parodiował charakterystyczny zaśpiew Bogusława Lindy w „Psach”. Budziło to mój niekłamany uśmiech, uwielbiam takie smaczki. Spore brawa też za budowanie atmosfery, Warszawa w powieści „Świt, który nie nadejdzie” to nie jest miłe miejsce, to świat twardych, zdeterminowanych facetów, do którego czasami wdzierają się kobiety. I ten męski klimat został głosem Adama Ferencego zbudowany. Od pierwszego przeczytanego zdania nie mam wątpliwości, nie będzie tu miękkiej gry. Świetnie się tego słucha.   

Miłośnicy prozy Mroza, bez względu na to czy ich ulubionym bohaterem jest Chyłka czy Frost powinni po tę opowieść sięgnąć, nie zawiodą się.

Autor: Remigiusz Mróz

Tytuł: „Świt, który nie nadejdzie”

Czyta: Adam Ferency

Rok wydania: 2016

Czas: 15 godz. 21 min.

Cena: 37,90 zł

Kupicie w Audioteka.pl

Audiobooka otrzymałem od Audioteki

Wszystkie zdjęcia którymi zilustrowałem wpis pochodzą z NAC

O autorze

Blurppp

Irek „blurppp” Wis – miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl