Wino i destylaty

Lusenti Oro Tra Le Vigne

Lusenti Oro Tra Le Vigne
Lusenti Oro Tra Le Vigne
Napisał Blurppp
Lusenti Oro Tra Le Vigne

Lusenti Oro Tra Le Vigne

Od 17 lat jestem żonaty, ale taka sytuacja miała miejsce po raz pierwszy. Jest wiec o czym opowiadać. Byście zrozumieli muszę przed wami uchylić kawałek naszego życia prywatnego. Zawsze gdy otwieram butelkę wina kilka kropel ląduje w drugim kieliszku, tym dla żony. Jest tego jeden łyk, wystarczy bym usłyszał dobre, zostaw trochę na wieczór lub kwasior, pij to sam. Czasami bardzo rzadko jest jeszcze jakaś dodatkowa uwaga w rodzaju, fajne ale na lato, albo pasowało by do mojego kremu z porów. Tylko tyle. Żona o winie wypowiada się zdawkowo a częściej wcale. Usłyszeć że, podobają się jej nuty maślane albo tony poziomek w nosie, można tylko od wielkiego dzwonu. To wszystko dla tego, że moja żona ma do wina podejście bardzo utylitarne. Nie interesują ja nazwy szczepów, trudne do wymówienia apelacje czy techniczne aspekty uprawy i winifikacja. Ona wina dzieli tylko na kilka grup, a upraszczając na cztery: niedobre, dobre, bardzo dobre i chcę jeszcze. Uważa do tego, że jako jej maż powinienem wiedzieć które będą jej smakowały i oczywiście mam jej przy wlewaniu do kieliszka nie zanudzać takimi szczegółami jak maceracja skórkowa, późny zbiór czy cena butelki. Chcę wam powiedzieć, że posiadanie żony z takim podejściem to skarb winnego blogera. Niczym kompas pozwala odnaleźć drogę w meandrach trendów, modnych apelacji i tego wszystkiego o czym zachłystując się winiarskim zapleczem zapominamy, czyli pokazuje, że tak naprawdę liczy się smak i radość którą ma nam przynieść każdy kieliszek wina.

To też kiedy przyniosłem do domu butelkę biologicznego wina od Ludoviki Lusenti o długiej nazwie „Oro tra le vigne” nie wspominałem, że to wino, pomimo słodkiej etykiety,  budzi mój niepokój. Po pierwsze dla tego że ma tylko 4,5% alkoholu, po drugie, że jest markowane jako słodkie, po trzecie że jest lekko musujące i po czwarte, że jest biologiczne co ostatnio nie kojarzy mi się najlepiej. Do tego przedstawiciel importera przekazując mi butelkę mimochodem zauważył: „Wiesz to wino dla ludzi o otwartych głowach”. Nie wiem czy do tej grupy należę, w każdym razie popołudniem po prostu otwarłem butelkę i nalałem do kieliszków. Pierwsze co się rzuciło się w oczy do gęsta pianka, drugie to kolor, intensywnie żółty w sposób kojarzący się z napojem z mojego dzieciństwa sprzedawanym w woreczkach nylonowych a nazywanym cytrynadą. Kiedy miałem zanurzyć nos usłyszałem z drugiej strony kuchennej lady „rekwiruje butelkę”. Pierwszy raz żona zażądała całej butelki. A jak żona żąda więcej niż kieliszka to wiedz że coś się dzieje. Podsunąłem wino pod nos, zapachniało wakacjami, takimi wymarzonymi z katalogów biur podróży. Nie jakieś tam Mazury czy Bałtyk a egzotyczna wyspa. Cytrusy, banany, ananasy i wszystkie kwiaty lata. W ustach łaskoczące bąbelki, śliwki mirabelki, ananas sok pomarańczowy i dużo cukru balansowanego silną cytrusową kwasowością. Która jeszcze długo po przełknięciu pozostaje w ustach. Oczywiście słodycz przytępia odczyty nut owocowych ale jest ich na tyle dużo, by ciągle były dobrze rozpoznawalne. Bardzo przyjemne wino tarasowo-letnie. Ja je polubiłem, moja żona pokochała. Ja je oceniam na 4,5 a moja żona na 6. Ocena wypadkowa to silna 5. Schłodzone na tarasie przyniesie wszystkim dużo frajdy. Ważne by było schłodzone i by na jeden raz wypić całą butelkę, inaczej zgubi nietrwałe bąbelki.

Na koniec dodam, że żona wymogła na mnie zakup 2 butelek, to pierwszy taki wypadek. Do tej pory każda etykieta gościła w naszym domu maksymalnie 2 razy, bo życie takie krótkie a tak wiele win do poznania.

I jeszcze jedna uwaga, chyba nie ma młodej kobiety która nie uległa by urokowi tej etykiety. Boje się, że również moja 16 letnia córka mogła by ulec tej butelce. Na szczęście nawet jak ją osuszy, to dzięki 4,5 % alkoholu powinna ciągle wiedzieć co robi. Złą to natomiast wiadomość dla kawalerów wlewających wino w dziewczyny w celu wiadomym. Przy tym procencie to nie zadziała. 🙂

Nazwa: Lusenti Oro Tra Le Vigne

Rocznik: 2011

Producent: Lusenti

Kraj: Włochy

Region: Colli Piacentini

Apelacja: brak

Typ wina: musujące

Kolor wina: białe

Smak: słodkie

Klasyfikacja: biologiczne

Szczepy: 100% malvasia

Temp. podawania: schłodzone 8-10C

Podawać do: Desery, sałatki owocowe, ciasta z owocami

Pojemność:0,7 l

Do kupienia w: www.rafa-wino.pl

Cena: 51,99 zł

Ocena 0-6: 5,0

Jednym zdaniem: Smak i zapach lata zamknięty w butelce.

Wino otrzymałem od importera

 

O autorze

Blurppp

Irek "blurppp" Wis - miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl