Recenzje

Carlos Ruiz Zafon „Labirynt duchów” – recenzja przedpremierowa

Napisał Blurppp

Blisko 16 lat minęło od pierwszego wydania „Cienia wiatru”, w tym czasie ukazały się dwie kolejne pozycja pióra Carlosa Ruiz Zafona osadzone w cyklu „Cmentarza zaginionych książek”. Przyniosły tylko jeszcze wiec pytań, w tym pytanie o formę autora (tom trzeci „Więzień nieba” był łagodnie mówiąc rozczarowujący). To też nie można się dziwić, że zapowiadany od miesięcy a wieńczący opowieść czwarty tom „Labirynt duchów” doczekał się statusu najbardziej wyczekiwanej nowości jesieni 2017. Przecież wreszcie obiecano czytelnikom odpowiedź na wszystkie pytania. Nim je poznamy czeka nas blisko 900 stron bardzo małą czcionka.

„Labirynt duchów”Autor znów zabiera nas do Hiszpanii czasów Franco. Choć od wojny domowej minęło już ponad 15 lat to zło nie zostało wyplenione a wiele tajemnic czasów wojny wciąż czeka na swoje odkrycie. Niby życie toczy się normalnie, ale cień generalissimusa wciąż pokrywa Hiszpanię mrocznym całunem. Tajne służby i ludzie władzy wciąż mają potężne możliwości działania. To też gdy w niewyjaśnionych okolicznościach znika potężny Minister Kultury jego odnalezienie staje się dla władz działaniem priorytetowym.

Specyficzne śledztwo rozpoczyna tajemnicza agentka Alicja Gris wspierana przez kapitana policji Vargasa. Pikanterii sprawie dodaje fakt, że zaginiony Mauricio Vallas przez całe lata był komendantem budzącego grozę barcelońskiego więzienna Montjuic gdzie więziono wielu z uznanych za niebezpiecznych dla władz pisarzy. Pierwsze tropy prowadzą do Barcelony a jedynym śladem jakiego może uchwycić się para śledczych to książka dla dzieci z przedwojennego cyklu „Labirynt duchów” autorstwa Victora Mataix’a.  

Szybko okazuje się, że zaginiony minister ma na swoim sumieniu bardzo poważne grzechy i ktoś postanowił wyrównać z nim rachunki. A że sprawa wiąże się z ludźmi z elit władzy w tym z kilkoma z bezpośredniego otoczenia Franco droga inna od pozaprawnej nie wchodzi w grę. Do tego okazuje się, że Alicja i Vargas to nie jedyni podążający tropem Vallasa. Akcja komplikuje się z minuty na minutę a atmosfera zagęszcza. Tyle o fabule, mam nadzieję że nie zdradziłem zbyt wiele.

Co do stylu opowieści, to jest bardzo „zafonowa”. Autor skorzystał ze wszystkich znanych sztuczek i dodał kilka nowych. Mamy i sceny z lalkami, których chyba nie  zabrakło w żadnej z powieści Katalończyka. Jest hołd złożony słowu pisanemu, opowieści. Jest jak zawsze sporo na temat tego jak literatura jest odbiciem życia i jak życie zmienia się pod wpływem literatury. Jest też niezwykły klimat i nastrój. No jest bardzo dużo pytań na które wreszcie dostaniemy odpowiedzi. Czyli jest to za co Zafona kochają czytelnicy.

Tym co jest nowe to wyższa gęstość ciemności bijąca z kart powieści. „Labirynt duchów” to zdecydowanie najmroczniejsza z opowieści cyklu. Do tego o wiele więcej tu śmierci, bólu i dawkowanego dużą łyżką cierpienia. Jest okrucieństwo i są tortury ale wszystko to podano z dużą klasą. Nie ma epatowania przemocą dla samej przemocy. Każda nawet najbardziej przerażająca scena ma swój cel.

Jedno ze zdjęć Barcelony autorstwa niezrównanego Francesc Català-Roca. Zdjęcia tego fotografa zilustrowały powieści okładki cyklu „Cmentarz zapomnianych książek”

Niezmienny zostaje natomiast potoczystość opowieści. Wprost pochłania się stronę za stroną. Monumentalny rozmiar powieści szybko okazuje się za mały i raptem po 2-3 popołudniach które mijają zdecydowanie zbyt szybko musimy pożegnać się bohaterami cyklu. Tak z tymi towarzyszącymi nam od pierwszego tomu po tych których przedstawiła nam „Labirynt duchów. I niestety tym razem jest to pożegnanie ostateczne.  

Wszystkie wątki zostały zamknięte, wszystkie odpowiedzi udzielone, wszystkie rachunki wyrównane. Opowieść która zaczęła się 16 lat temu ( 12 dla polskiego czytelnika) dobiegła  zdecydowanie do końca. Szkoda, będę tęsknił za rodziną Sempere, za gadatliwym Ferminem, za uroczą Beą. Najbardziej jednak będę tęsknił za Barceloną z powieści Zafona. Ta prawdziwa jest mniej malownicza.

Z wielkim żalem zamykałem tę powieść. Nie wiem czy będzie to dla mnie powieść roku, jesień obrodziła w wielkie i od dawna zapowiadane nowości, ale z cała pewnością jest to jedna z najlepszych powieści jakie czytałem w ostatnich miesiącach. Mój żal będzie tym większy, że „Labirynt duchów” to dla Zafona powrót do wielkiej formy, tej z czasów „Cienia wiatru”.  Znów przy przewracaniu kartek czuło się prawdziwą magię.  A chyba o to w opowieściach chodzi.  Zdecydowanie polecam.

Autor: Carlos Ruiz Zafonblurppp poleca

Tytuł: „Labirynt duchów”

Rok wydania: 2017

Stron: 894

Okładka: miękka

Ilustracje: czarnobiałe

Cena okładkowa: 54,90 zł

Wydawca: Wydawnictwo Muza

Książkę otrzymałem od wydawcy

O autorze

Blurppp

Irek „blurppp” Wis – miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl

  • Piotr Kamoda

    A co to za zegarek obok książki na zdjęciu?